czwartek, 6 sierpnia 2015

Od Arisy, CD Aaron

I ty, Aaronie, przeciwko mnie?! Nabrałam ochoty trzepnąć chłopaka za jego rozbawienie, ale postanowiłam się jeszcze pohamować, jednak nie umiałam powstrzymać krótkiego przewrócenia oczami, a połowę twarzy ukryłam za kubkiem. Czym zaskrobił sobie moją uwagę i sympatię? Zwaliłam to na brak zajęcia, moje przywiązanie do tej przeklętej kulki, obecność matki i to, że wydawał się całkiem obiecującym znajomym. 
- To może powinnam była wcześniej uciec, a ciebie zostawić na pastwę gradu pytań matki? - Zanim pomyślałam i zdążyłam ugryźć się w język, z moich ust padły rzeczone słowa. Brunetka parsknęła cichym śmiechem, a jej spojrzenie przeskakiwało pomiędzy mną, a przeraźliwie wysokim wielkoludem. Matka doskonale wiedziała o mojej orientacji seksualnej oraz o tym, że na pewno nie żywiłam do niedawno poznanego takiej sympatii, ani tego typu uczuć oraz zainteresowania, więc bawienie się w swatkę mogła sobie odpuścić. Wypuściłam powietrze przez usta i przymknęłam oczy, a kiedy je otworzyłam, z radością zauważyłam, że mi i ciemnowłosemu skończyła się herbata.
- Idę przynieś więcej herbaty. - I chcąc jak najszybciej się wyrwać, chciałam popędzić tak daleko, jak będę mogła na tych szpilkach, oczywiście nie było mi to dane. Natychmiast zostałam powstrzymana przez rodzicielkę, która trzymała w dłoniach dzbanek naparu. Jakim cu... Ech, nie będę pytać, ale jedno jej musiałam przyznać. Przygotowała się.
- Mam nadzieję, że z nią wytrzymasz. Arisa uwielbia pakować innych w kłopoty. - Nalała mi i jemu herbaty, przy okazji nie przestając mówić.
- Bez przesady - wymamrotałam, czerpiąc ciepło z przedmiotu.
- Sone, Camelot, biblioteka, idiotyczne wyzwanie. - Cztery słowa, a tak dużo mówią!
- Nie było tak źle - powiedziałam, przeciągając samogłoski i odwróciłam wzrok.
- Połowa skrzydła była zniszczona...
- Mamo, ostatni głupi wypadek. - Nie ma to jak subtelna zmiana tematu! Matka machnęła lekceważąco dłonią, ale z jej wzroku wyczytałam, że dała za wygraną.
- Więc po prostu nie zawsze wierz niewinnej mince i uśmiechowi Ari - dodała, a ja zastanawiałam się, kiedy coś jeszcze palnie lub zapyta.

Od Aarona, CD Arisa

Skinął nieznacznie głową, zaciągając się przy okazji po raz kolejny zapachem herbaty unoszącym się wraz z obłoczkiem pary znad kubka. Niegdyś, gdy spędzał wiele wieczorów wśród zwojów oraz manuskryptów, często przyrządzał sobie ziołowy napar, aby urozmaicić sobie lekturę. Eksperymentował z rożnymi dobrodziejstwami przyrody takimi jak przyprawy czy zioła. Nie dziw więc, iż rozpoznał w rozgrzewającym wpływie napoju zasługę jakże dobrze mu znanego korzenia noszącego nazwę imbir. Po raz drugi ukrył uśmiech ukazujący się nieznacznie w uniesionych kącikach ust za malowaną porcelaną. Lecz tym razem nie zdołał rady w pełni go zasłonić, albowiem rozbroiło go całkowicie pytanie zadane przez matkę Arisy.
- Gdybym jeszcze wiedział, to z chęcią odpowiedziałbym pani na to pytanie. Jednakże sam pojęcia bladego nie mam w jaki sposób zaskarbiłem sobie jej uwagę. – zerknął na krztuszącą się dziewczynę niemalże z rozbawieniem. A jednak dobrą decyzją było podjęcie pogawędki z kobietą. Dzięki temu miał nieco rozrywki z obserwowania reakcji dziewczyny. Nieomal roześmiał się, słysząc następne słowa. Nie chciał wnikać w rzekomy „wypadek” jaki miał miejsce. Nie sądził bowiem, iż ma zdarzyć się ponownie, a tym bardziej z udziałem jego osoby w roli głównej.
- Ależ skądże moja droga. Dlaczego miałbym się bać, skoro potraktowano mnie tak uprzejmie? – pociągnął kolejny łyk, zauważając iż kubek niemalże opustoszał w magiczny sposób. No tak, prawie by zapomniał, iż w dwumetrowym ciele pokarm znika szybciej niż w małej drobince. Z lekkim zawodem westchnął, dopijając resztkę.

środa, 5 sierpnia 2015

Od Arisy, CD Aaron

Zmrużyłam oczy, kiedy Aaron zaczął rozmowę z moją matką. Czyli będzie na jakąś krótką chwilę zajęta. Teraz miałam zaledwie kilkanaście sekund na przemyślenie czy zostawić chłopaka w szponach matki, czy zostać tu i modlić się, żeby wszystko przebiegło bez żadnych typowo Emmalicowskich pytań? Ech, nie godziło się kompana zostawiać na pożarcie, więc dalej tam tkwiłam, miętosząc w wolnej dłoni materiał sukienki.
- Dziękuję. Tak, dodałam do niej imbiru. Zazwyczaj uspokaja Arisę, gdy jest podenerwowana. - Matka spojrzała na mnie znacząco, po czym odgarnęła mi z twarzy zbłąkany kosmyk włosów za ucho. Lekkie rumieńce pojawiły się na mojej twarzy. Na świętą Minore! Do następnej szkoły jadę z ojcem, wolałam jego żarciki niżeli drażnienie się ze mną matki. Ech, chyba nigdy nie nauczę się maskować zdenerwowania w pobliżu rodzicielki.
- Aaron, czym udało ci się pozyskać sympatię mojej córki? Zazwyczaj zraża do siebie każdą osobę albo już dawno zostawia ją na łaskę mojej osoby - powiedziała wesołym tonem, a ja niemalże zakrztusiłam się herbatą. Zakasłałam kilka razy, mówiąc coś o niebywałej szczerości, przy okazji wplatając w to kilka przekleństw w obcym języku. Wspominałam coś o tym, że ta kobieta była czasami aż do bólu bezpośrednia, szczera i zawsze mnie zaskakuje? Nie? To teraz wspominam.
- Jeszcze trochę i go wystraszysz. Nie pamiętasz, co zrobiłaś ostatnio? - Miałam nadzieję, że jakoś ją przegonię, ale matka najwidoczniej wolała mnie przypilnować i tu zostać na parę chwil dłużej.
- Głupi wypadek - wymamrotała, nieco się krzywiąc na samo wspomnienie o tym.

Od Aarona, CD Arisa

Nieomal parsknął, gdy do jego czułych na dźwięki uszu dotarły słowa rudowłosej. Nadzieja, którą wyłapał w głosie dziewczyny nieco rozbawiła Aarona - bowiem niemalże był pewien, iż jak to na tego typu wydarzeniach bywa, coś się stanie. Śmiał wątpić jakoby wszyscy powrócili cali i zdrowi. Ci, których matka natura nie obdarzyła wzrokiem funkcjonującym nawet po zapadnięciu zmroku zapewne doznają urazów jak skręcenie kostki, a równie oczywistym jak dwa razy dwa jest cztery będzie to, iż wrócą poharatani przez okoliczną florę. Choć i tu ta nadzieja nieco wpłynęła na czarnowłosego, albowiem liczył, iż skończy się tylko i wyłącznie na takich drobnostkach.
Krótkie kalkulacje jakie prowadził po omieceniu wzrokiem kilku tutejszych uczniów przerwała ziołowa woń, która unosząc się w powietrzu przyjemnie pieściła zmysł węchu Aarona. Odwrócił głowę w kierunku jego źródła i w tym samym momencie zauważył dwa kubki w dłoniach nieznanej mu kobiety. Nie zdążył nawet zadać pytania, a już z ust dziewczyny dowiedział się, iż była to jej matka.
- Z chęcią. Dziękuję bardzo. - odparł, sięgając po naczynie pełne ciepłego napoju, rzecz jasna nie omieszkując skosztowania aromatycznej herbaty. Delikatnie pogładził powierzchnię naczynia, czerpiąc przyjemność z gorąca. Co jak co, ale Aaron będąc członkiem rasy demonów ognia uwielbiał wysokie temperatury. Nawet jeśli chodziło o zwykły, wieczorny napar. Cóż, tyle dobrego, iż nie ryzykował oparzenia się.
- Miło mi panią poznać. - lekko skinął głową w stronę kobiety, a następnie zerknął na płomiennowłosą. Ukrył rozbawiony uśmieszek za kubkiem herbaty, gdy zauważył nerwowość na jej twarzy. A więc to tak się rzeczy mają. W myślach już zaczął obmyślać, jak by tu zrobić na przekór Arisie, jednakże nie straszna była mu pogawędka z kobietą stojącą przed nim. Tym razem postanowił więc odpuścić. Odpłaci się dziewczynie przy innej okazji.
- Pyszna herbata. Czyżby dodała pani do niej imbiru? - zapytał, pozwalając po raz kolejny, aby ciecz spływająca po jego gardle rozgrzała w przyjemny sposób ciało.

Od Arisy, CD Aaron

Na wzmiance o ciemności skrzywiłam się nieco, ale też uniosłam kąciki ust w górę, przez co wyszedł pół grymas. Nie bałam się, nawet lubiłam świat pod kurtyną mroku, jednak oczywiście były osoby, które nie powinny były się w nią pchać na siłę. Byłam na jakieś dziewięćdziesiąt procent pewna, że szczególna osoba miała szansę po tym wszystkim wylądować w bandażach. Jednakże! Może się bogowie ulitują nad biedakiem i w końcu będzie patrzyła pod nogi. Szanse marne, lecz nadzieje zawsze można było mieć.
- Miejmy nadzieję, że wszyscy wyjdą z tego cało - wymamrotałam, a chwilę potem do mojego nosa dotarł zapach herbaty. Spojrzałam w bok i ujrzałam swoją matkę, szczerzącą się do mnie, a w obydwu dłoniach trzymała kubki z wcześniej wspominanym napojem.
- Herbaty? - spytała wesołym tonem mnie i Aarona, wyciągając w naszą stronę ręce. Z przyjemnością wzięłam od niej przedmiot, mamrocząc ciche podziękowanie i upiłam łyka ciepłego naparu. Przyjemne ciepło rozlało się po moim ciele, zaś cichy pomruk wydostał się z moich ust. Pod względem herbaty niewiele różniłam się od reszty rodzeństwa, ale może to i lepiej.
- Aaron, poznaj moją mamę. Mamo to Aaron. - Prędko ich sobie przedstawiłam, żeby nie zarobić spojrzenia od rodzicielki i liczyłam w duchu, że zamiast dręczenia mnie, wybierze sobie dręczenie chłopaka. Nie, żebym mu źle życzyła. 

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Nowa uczennica - Nadia Rhenne


Dane podstawowe

Właściciel: Zahar
Imię: Nadia
Nazwisko: Nadano jej Rhenne
Pseudonimy / Ksywki: Nie posiada
Płeć: Kobieta
Wiek: 17 lat
Kierunek: Artystyczny
Klasa: Galaktyki
Drużyna: Pamięci
Ranga: Ogień
Specjalizacje: Malarz, rysownik i projektant
Rocznik: I 
Orientacja: Biseksualna 

Charakterystyka

Charakter:  O stojącej przed Tobą rudowłosej istotce o przenikliwym spojrzeniu niejednokrotnie mówiono, iż jest oceanem - nienaturalnie spokojnym i opanowanym, twardo trzymającym się swoich racji, idei bądź poglądów. Stara się nie wspominać tego co było, potrafi zostawić daleko za sobą wszystko co w jakikolwiek sposób jest powiązane z przeszłością. Wpłynęło to na to, iż nie należy do osób mściwych, trzymających wszystkie nabyte dotychczas urazy w sobie, aby wypominać je do końca wszechświata i dzień dłużej. Niejako przez taką postawę uznano ją za osobę oziębłą. Nie przywiązuje bowiem do niczego specjalnej wagi, w każdej chwili jest gotowa zrezygnować z znajomości, dotychczasowych zainteresowań czy czegokolwiek innego, czym do niedawna była zainteresowana - nie pokazując na swojej twarzy ani zarysu mogącego przypominać żal, tęsknotę czy rozczarowanie. Kontynuując łańcuszek przyczynowo-skutkowo można wywnioskować z powyższych słów, iż jest posiadaczką słomianego zapału, a także silnej psychiki oraz pewności w podejmowanych decyzjach. To pierwsze źle wpływa na rozwijanie jej artystyczności. Po pierwsze nie znosi wszelakiego przymusu bądź presji, jaka może być wywierana przez terminy ukończenia jej prac, a po drugie - woli ukończyć w szybkim tempie swoje dzieła, niźli ślęczeć przy jednym małym płótnie całe dnie, dopracowując misterne elementy i niebanalne szczegóły.
Talent: 1. Odczytywanie przeszłości. Poprzez zetknięcie się z obiektem [np. obrazem, sejfem czy czymkolwiek innym] odtwarza się w jej umyśle w pełni sposób stworzenia danego przedmiotu. Działa to również na ludziach – jednakże tu odczytuje fragmenty wspomnień danej osoby.
2. Wola Puszczy – możliwość przyjęcia pełnej magicznej formy przypominającej po części nimfę, driadę i syrenę. „Zespala” się z naturą na różne sposoby oraz ma możliwość korzystania z jej dobrodziejstw lub niszczycielskiej siły. 
Rasa: Podejrzewano, iż jest półkrwi Siren bądź w jakiś sposób dzieli korzenie z Sybilliami. 
Niektórzy mówili jakoby była driadą. Niektórzy plotkują jakoby spokrewniona z driadami. Jednak do dziś tego nie potwierdzono. 
Zauroczony (kim): Brak danych
Para: Brak danych
Rodzeństwo: Brak danych
Rodzina: Brak danych
Historia: Dla Administracji 
Pokój: Światła
Lubi: Poznawać / Naturę / Spokój
Nie Lubi: Elementów ją irytujących.
Przyjaciele: Brak danych
Wrogowie: Brak danych
Zainteresowania: Szeroko pojęta sztuka. 
Wygląd: Wysokie, smukłe dziewczę o figurze klepsydry zostało obdarzone specyficzną urodą. Twarz o szlachetnych rysach zdobią płomienne włosy, które w najdłuższej swej części sięgają łokci, a najkrótszej – karku. Spod ognistego welonu, odznaczając się wyraźnie na tle bladej skóry na świat spoglądają hipnotyzujące oczy przypominające kocie, wyraźnie. W głębi tej jaskrawej zieleni zdają się wirować ciemniejsze odłamki, przez co ciężko zapomnieć ich właścicielkę. 
Cechy ubioru: Ceni sobie wygodę oraz ciemne kolory.
Inne zdjęcia: 

niedziela, 2 sierpnia 2015

Od Aarona, CD Arisa

Co prawda to prawda. Jednak obserwując aktualne młodociane społeczeństwo Aaron odnosił wrażenie, iż nad ludźmi zapanowała dziwna moda ładowania się w ewentualne problemy na przymus, nawet gdy te się do nich specjalnie nie garną. Cóż, może uznali to za jakiś sposób zwrócenia na siebie uwagi bądź pokazania swojej niezależności? Po części jest on skuteczny, ale konsekwencje jak to z reguły bywa do najprzyjemniejszych nie należą. Choć nie można uogólniać, niektórzy mają najzwyczajniej w świecie takie szczęście, czy też raczej nieszczęście. Porównywał takich ludzi do naładowanych kuleczek. Gdy dwie takie się spotykały było źle, gdyż emitowały dwukrotnie więcej kłopotów. Z reguły działały na siebie siłą wzajemnego przyciągania, chyba czuły się samotnie generując i tak wystarczającą ilość komplikacji. A im więcej, tym jeszcze gorzej. Wielka reakcja łańcuchowa problemów. Toteż starał się unikać grupek, które takie stwarzają, aby sam nie musiał się z nimi borykać. Co nie zmienia faktu, iż nie zawsze udawało mu się w pełni przed nimi uciec. Za przykład może przysłużyć mu jego krewny – opiekować się nim musiał tak czy siak. 
Na słowa dziewczyny przytaknął. Zgadza się. Ci którzy doświadczają tego samego co jakaś osoba, są w stanie najlepiej ją zrozumieć.
- Co prawda to prawda. Pierwszy lepszy przykład to ten olbrzym, którego moment temu poznałaś. – wskazał kciukiem przestrzeń za sobą, mniej więcej w kierunku celu poszukiwań Dantego, czyli akademika. Nie umknął uwadze chłopaka złośliwy uśmieszek, jaki przemknął na ustach płomiennowłosej. Na to zareagował ledwo zauważalnym uniesieniem brwi w formie czegoś pomiędzy zaintrygowaniem a zdziwieniem, połączonym z delikatnym uniesieniem kącika ust. Jednak było to tak szybkie jak mrugnięcie powiekami. Kolejne słowa wywołały niewielki zawód, który starannie ukrył. Szkoda, iż pierwsza osoba, którą poznał w Instytucie nie znajduje się na tym samym kierunku, ale zapewne nie raz będzie mógł nawiązać nowe znajomości. 
- Jak dla mnie zapowiada się interesująco. A z pewnością dla tych, którzy nie boją się ciemności. – odparł, zerkając dyskretnie na jakąś dziewczynę z boku, wyraźnie pokazującej brak entuzjazmu na myśl, iż będzie musiała przemierzać las po zapadnięciu zmroku.