wtorek, 30 czerwca 2015

Od Skyler, CD Wesoła Gromadka xd

Przewróciłam oczami i jęknęłam w duszy. To będzie naprawdę ciężka gonitwa, tym bardziej, że miałam już na głowie sporo spraw. Po pierwsze musiałam przenieść dane o tej, jak ona miała? No, tej postrzelonej do systemu. Chrzanić automatycznie aktualizację oprogramowania, od jutra wszystko będę machać samodzielnie. W myślach nadal zgrzytałam zębami, wspominając upierdliwego hackera, który ośmielił się w ogóle dotknąć mojego kochanego sprzętu, będzie mord, długi i bolesny.
- Idzie wojna, idzie wojna, idzie krwawa rzeź - Zanuciłam pod nosem, przysłuchując się konwersacji. 
- Wasza matka zamroziłaby mnie od razu, ale na sabacie jestem pewna, że znajdziecie kilka osób, które mogłyby wam opowiedzieć kilka ciekawostek. Coś o Nicach, dostawaniu kary od Rekorda - Zaczęła wyliczać, ale otrzymała kolejne syknięcie i szturchnięcie od cioci Emm. Zaśmiała się tylko, ale nie kontynuowała. 
- W każdym razie, wygląda na to, że Emmalice zostaje tutaj jeszcze z trzy dni, a wy poznacie ludu od cholery. - Parsknęła śmiechem. - Na Livernell, ja nie wiem kto ogarnie kuchnie - jęknęła. 

Od Tris CD Skyler, Toshiro

- Jasne dzięki - powiedziałam i spojrzałam na dokumenty. Musiałam wybrać kierunek, to było łatwe - wojenny. Jednak ze specjalizacją nie było tak łatwo, musiałam wybrać maksymalnie 3, a gdybym mogła to bym wybrała wszystkie. Koniec końców wybrałam szpiega, dowódcę i stratega. Oddałam Skyler kartkę, a ta podała mi kluczyk.
- W takim razie, masz kluczyk do pokoju, będziesz mieszkać ze mną i James'em w pokoju Nieba - uśmiechnęła się do mnie dziewczyna.
- Jeszcze raz za wszystko dziękuję - wzięłam od niej kluczyk i wyszłam z gabinetu. Nie skierowałam się do pokoju, i tak nie miałam co rozpakowywać, ale włożyłam kluczyk do plecaka i ruszyłam w stronę miasta, aby kupić sobie trochę ciuchów, bo oprócz tych których miałam na sobie, nie miałam żadnych. Nie znoszę zakupów, ale jakoś musiałam to przeboleć. Rana dalej dawał się we znaki, na szczęście dostałam w prawą, jestem leworęczna, więc mogłam pisać, rysować itp. Przy okazji musiałam sobie kupić papierosy, dawno nie paliłam. Nie jestem bardzo uzależniona, palę tylko gdy jestem wkurzona, albo zestresowana. Jedna paczka starcza mi czasem na dwa miesiące, podczas gdy przeciętny palacz wypala paczkę dziennie, czy tam na dwa dni. Gdy wracałam, paląc peta, spotkałam Toshiro.

<Toshiro?>

Od Gen, CD reszta wesołej gromadki

Nie wiedziałam czy się cieszyć, czy się martwić iskierkami w oczach kobiety, jednak nie mogłam długo nad tym myśleć, bo do pomieszczenia wpadła Skyler. Nadal złorzeczyła, ale miała ze sobą laptop, który wyglądał na działający. Czyli możemy spodziewać się, że brunetka w najbliższym czasie nie będzie miała żadnych większych morderczych intencji, z naciskiem na większych. Nagle przed oczami mignęły mi kolorowe kartki, które wylądowały w rękach dyrektorki i mamy. Uniosłam wysoko brwi, a moje oczy automatycznie zaświeciły się zainteresowaniem. Chwilę później poczułam woń cytrusów, która nijak pasowała do aury bijącej od kartek. Później moje spojrzenie poleciało w kierunku kobiet, które uśmiechały się tajemniczo.
- Opowiadać, opowiadała, ale nie za wiele. Jednak na zjazdach rodzinnych ktoś inny nam to rekompensował. - Parsknęłam śmiechem, widząc zdezorientowaną minę mamy. Wujek Jack i ciocia Silia zawsze gromadzili całe młodsze pokolenie w jednym pokoju, najczęściej padało na opuszczoną bibliotekę albo strych, i opowiadali nam o paru ciekawych chwilach z życia wszystkich naszych rodziców z nimi włącznie. Pośmiać się mogliśmy i kilka interesujących faktów, bardzo interesujących, się dowiadywaliśmy, jednak wiedzieliśmy, że nie wszystko nam mówili, co nie znaczy, że poprzestawaliśmy na tym, co nam opowiadali i sami szukaliśmy. Nawet udawanie idiotki z evencorem w dzieciństwie nie pomagało.
- Ale jeśli ma pani jakieś interesujące historię, to chętnie posłuchamy - dodała zaraz Leia, mrugając oczami z miną niewiniątka. Mama posłała nam mordercze spojrzenie, ale uśmiech zdradzał jej rozbawienie i wiedziałam, że nie mogła być na nas w tej chwili zła.

Od Skyler, CD Tris

Dobra, niech żyje marna podróbka inteligencji, jaką Stwórca umieścił w moim łbie. Tak swoją drogą, dawno nie odwiedzał nas wujek Artemis. O ile większość naszych krewnych zdecydowanie wolała Stellę, o tyle Art zawsze stał za mną murem, nawet bardziej niż moja matka i za to go uwielbiałam. A tym bardziej, że tak samo uwielbiał mnie dzięki temu Stwórca. A fakt, że Livernell ma nas wszystkich dosyć z tego samego powodu, to już zupełnie inna kwestia... 
Kiwałam głową, słysząc wypowiedzi dziewczyny i zapamiętując informacje. Dobra, to brzmiało nieprawdopodobnie, nawet jak na mnie, ale w końcu byłam od rzeczy niemożliwych i nieprawdopodobnych, racja? Wyszłam na moment z gabinetu, żeby przynieść kilka papierów. Wróciłam do pokoju.
- Dobra, na początek, nazywam się Skyler - zaczęłam powoli. - Który cię interesuje i jakie specjalizacje? - Podałam jej papier. - Wypełnij to, zmienię w papierach, że poprzednie zgłoszenie wysłane do ciebie na rozmowę kwalifikacyjną miało błędną datę i poprawna jest na ten rocznik, ale ani słowa dyrektorce, jasne? - spytałam szybko, mrużąc oczy, dopóki nie otrzymałam potwierdzenia.

Od Oriona, CD Toshi

Będę się płaszczył. To ostateczna decyzja, nie pójdę na randkę z ciałem we wzorzyste kropki, które próbowałem ukryć na miliard sposobów. Żaden nie spowodował jakiejkolwiek sensownej zmiany. Westchnąłem w duchu i skierowałem się prosto w stronę dziedzińca, na którym znajdowało się już kilka osób. Jak każdy z naszej rodziny miałem swoisty obowiązek opiekowania się nowymi, uzgodniony wcześniej we wspólnym gronie. Cały Instytut znaliśmy jak własną kieszeń - chcąc nie chcąc, był dla nas czymś wyjątkowym. Gdybym chciał powiedzieć coś banalnego nazwałbym go ,,domem", ale był czymś więcej. Malował się jako twierdza, do której można wrócić zawsze i wszędzie, co by się nie działo, ze świadomością, że nie zostaniemy osądzeni. Na dziedzińcu znajdował się jakiś chłopak, dzięki wcześniej ogarniętym danym wiedziałem, że to Toshirou.
- Miło cię poznać, jestem Orion. Chodź ze mną, zaprowadzę cię najpierw do akademika, a potem ogarniemy co i jak dalej. - Posłałem mu przyjacielski uśmiech, mając nadzieję, że nie będzie się śmiał na widok niebieskich kropek na całym moim ciele. 
Pstryknąłem palcami, a jego walizki uniosły się w górę i zaczęły za nami podążać. 
- To Xnet - Podniosłem lewą rękę i wskazałem na zegarek - Nowoczesny Eteryczny Tranzystor, ale facet, który go wymyślił miał na imię Xavier i lepiej mi Xnet, a przynajmniej krócej. To samoistna baza danych, która będzie się co dzień o północy aktualizować. W sytuacji zagrożenia może zostać użyty jako teleporter, ale przede wszystkim pozwala za pomocą hologramu wyświetlić informacje, jak tablica ogłoszeń czy plan lekcji. Zmienia kształty w zależności od twoich myśli, ale również posiada charakter, przez zaklętą w niej duszę, dlatego na początku mogą być trochę kapryśne i robić numery. Wieczorem będzie Gra w Podchody i wielkie ognisko, taka ceremonia, na której dostaniesz własny Xnet. Będziesz uczył się w klasie Galaktyki, w drużynie Perspektywy. Jak będziesz miał jakieś pytania wal śmiało. Mieszkasz w Ciszy, jesteśmy współlokatorami. Przez większość czasu mnie nie będzie, studiuję zaocznie. Mam nadzieję, że nie będzie ci przeszkadzać mieszkanie z gejem, jeżeli tak, to od razu szukaj innego pokoju. - Wzruszyłem ramionami, gdy doszliśmy do akademika. Nie czekając na reakcję pociągnąłem go za sobą do środka i już po chwili byliśmy przed drzwiami naszego pokoju, z białym płótnem bez żadnego obrazu. - Masz dotknąć łapą obrazu, a on automatycznie doda cię do bazy danych. Na końcu korytarza jest pokój wspólny połączony z kuchnią. Chcesz wiedzieć coś jeszcze albo coś zwiedzić? - spytałem. 

Od Tris CD Skyler

Nieznajoma wpuściła mnie do gabinetu. Usiadłyśmy na przeciwko siebie.
- Mam na imię Tris. Dostałam kiedyś jakiś list z tego instytutu, ale go wyrzuciłam, bo nie wiedziałam co to jest. No i nie mam gdzie wrócić, ale jak coś to sobie gdzieś znajdę miejsce - odpowiedziałam na pytania dziewczyny.
- A jak się tu dostałaś? - zapytała.
- No, nie miałam w planach się tu dostać, jak uciekałam z mojej poprzedniej lokalizacji, ktoś mnie postrzelił w ramię, a potem straciłam przytomność i jakiś chłopak - próbowałam sobie przypomnieć jego imię. - Yyy... Toshiro chyba, mnie znalazł i zaniósł do pielęgniarki, żeby mi opatrzyła ranę - opowiedziałam historię z rana. Dziewczyna chwilę myślała, a potem powiedziała, żebym chwilę poczekała, a ona wyszła gdzieś, mając w ręce jakieś papiery. Gdy tylko drzwi się za nią zamknęły, wstałam z krzesła i podeszłam do biurka. Były tam jakieś dokumenty uczniów i inne niepotrzebne świstki. Nie było nic o dziewczynie, która mnie tu wpuściła, skoro rozmawiała ze mną w gabinecie dyrektorki, to zapewne jest jej asystentką, albo przewodniczącą. Gdy usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi, usiadłam szybko z powrotem na krzesło.
- Dobra, na początek, nazywam się Skyler - zaczęła.

<Skyler?>

Od Skyler, CD Tris

Moja cierpliwość była w istocie na samiuteńkiej granicy, spychana to w jedną, to w drugą stronę, jak akrobata stąpający ostrożnie po linie, chwiejący się na środku przebytej drogi... Albo jak zawieszony system, ogłupiały program, który nie wie co robić. Wpatrywałam się w główny komputer, mordując każdy pojedynczy element wzrokiem, którego nie powstydziłaby się sama Meduza. Pierwszoroczne na mój widok pewnie uciekłyby z krzykiem. Niewiele rzeczy mogło mnie zirytować, ale tym razem była to przesada. Nie wiem, jaki idiota, był w stanie ośmielić się mnie sprowokować, ale dopilnuję żeby umierał długo, w mękach i własnej cyberkrwi. Oczywiście, nie z przyczyn naturalnych. To prosta kalkulacja, ktoś taki nie może umrzeć od razu, nie. Westchnęłam w duchu, wzięłam pod pachę zapasowego laptopa i skierowałam się w stronę gabinetu mojej matki, jako dyrektorki. Musiałam jej powiedzieć, że będę robić aktualizację w systemie i potrzebuję zmiany kodów dostępu. Moja mama nie do końca ogarniała technologię, a przynajmniej nie technomagię. Owszem - była naprawdę niezła, ale używała sprzętu starej daty i starych sposobów, a dział technomagii był najszybciej rozwijanym w świecie, gdzie ona istniała. Z prostego powodu - łączyła świat, które dotychczas miały problemy we współpracy. W każdym razie, udało mi się w końcu jakość dotrzeć do jej gabinetu, unikając spotkania z jakimś uczniem. Obawiałam się, że inaczej skończę jako morderca w psychiatryku, w białym kaftanie i wśród czterech ścian. Chwila, nowa? Zmrużyłam oczy i westchnęłam w duchu, widząc krew na jej ubraniu. Dobra, czyli nie nowa. Mama upewniała się, żę do szkoły każdy uczeń zostanie odtransportowany z opiekunem, bądź sama po nich jechała, bądź kogoś wysyłała. Nikt nowy nie trafiłby do jej gabinetu, zostałby ogarnięty przez Zaharis już na dziedzińcu. Ciekawe czemu system jej nie przeczytał.
Przyjrzałam się uważnie dziewczynie, ubranie miała całe we krwi. Miała naprawdę poszarpaną, szarą aurę, dawno nie widziałam, żadnej w takim stanie. Pokręciłam z niedowierzaniem głową, myśląc o tym, co chcę zrobić. Jestem idiotką. 
- Wejdź - poleciłam.
Po chwili ulokowałyśmy się w gabinecie mamy, ja na fotelu dyrektorki, ona naprzeciwko biurka.
- Dobra, czemu teraz? Kim jesteś? Masz gdzie wrócić? - Zmrużyłam oczy. W zależności od tych pytań chciałam podjąć decyzję. 
Wątpiłam, żeby mama przyjęła kogokolwiek spoza listy, ale to ja dzierżyłam władzę nad systemem. Planowałam po cichu upewnić się, że dziwnym trafem dane dziewczyny znajdą się w systemie, tak jak każdej normalnej uczennicy, ale bez zatwierdzenia przez mamę i zdania egzaminu. 
Potem spytam się jaki kierunek i specjalizacje ją interesują. 

Od Stelii, CD Gromadka Osób, Ogarniających xd

Hej, jest moc. Wyglądało na to, że z każdą chwilą do Instytutu przychodziło coraz więcej osób. Zerknęłam kątem oka na dziedziniec, doskonale widoczny z okna gabinetu mamy. Znajdowało się na nim już kilka dzieci, do których podeszła Sahar, próbując wytłumaczyć coś ich rodzicom. Wróciłam myślami do rzeczywistości, słuchając jednym uchem kierunków, na które zamierzali uczęszczać nasi kuzyni. Nie mogłam doczekać się, żeby ich bliżej nie poznać. Byli tacy podobni do cioci Emm, a jednocześnie tacy inni! Mama kiwnęła głową, a w jej oczach pojawiły się rozbawione iskierki, gdy usłyszała brak zdecydowania w głosie Gen. O, mamy chyba faworytkę. 
Uśmiechnęłam się do siebie i spadłam ze stołka, gdy drzwi trzasnęły o ścianę i prawie wyleciały z zawiasów. Wszystkie półki z fiolkami się zatrzęsły i nawet parę książek pospadało. W ten sposób do środka pomieszczenia wparowała Sky, trzymając zapasowego laptopa pod ręką i złorzecząc pod nosem. 
- Dooobra, mamy lukę w systemie, to raz, także dzisiaj nic ode mnie nie chciej. - Machnęła ręką w stronę matki. Sky miała w pewien sposób obsesje na punkcie tych swoich maszyn. Technomagia ogromnie zwiększała możliwości technologii, ale ułatwiała obejmowanie furtek we wszelkich zasłonach czy coś takiego. Niezbyt to lubiłam, ale przy mieszkaniu (Nawet na lato) z kimś takim jak Skyler, nie dało się nie podłapać kilku ciekawostek. 
- Poza tym, ktoś wysłał tobie i cioci Emm zaproszenie, a raczej wproszenie. - Zmarszczyła brwi i rzuciła ciotką kolorowe świstki papieru, przesiąknięte wonią cytrusów. Biła od nich złowroga aura. Mama zerknęła na wiadomość i wymieniła porozumiewawcze spojrzenie z ciotką.
- Cóż, wygląda na to, że za jakieś dwa, trzy dni będziemy urządzać sabat! - Klasnęła z uciechą. - Domyślam się, że mama nie opowiadała wam za wiele o swojej przeszłości - powiedziała do naszych kuzynów, zarabiając od Emmalice szturchańca. 
- Meian! - syknęła, ale po jej twarzy błąkał się rozbawiony uśmiech. 

Od Toshiro, CD Orion

W końcu nadszedł ten dzień . Kolejna akademia , kolejne znajomości i kolejne problemy. Rano stoczyłem się z łóżka na ziemię co było lepsze niż zalizanie na śmierć przez psa. Okazało się że za kilka minut będę spóźniony . "Super" pomyślałem szybko biorąc ubrania i ruszając w stronę toalety . Szybko ogarnąłem poranną toaletę i ruszyłem do samochodu w którym czekał już mój ojciec. Po drodze jeszcze zdążył wyprawić mi kazanie o tym iż nie jedzenie śniadania jest bardzo nie zdrowe dla organizmu . Jak zawsze byłem (nie ) zainteresowany tym co mówi . Na szczęście dojechałem na miejsce punktualnie.W końcu nie chcę zrobić złego pierwszego wrażenia. Ojciec powiedział mi że dyrektorka wyznaczy kogoś kto ma mnie oprowadzić.Gdy wysiadłem z samochodu na dziedzińcu czekał już na mnie jakiś chłopak . 

- Cześć , to ty jesteś Toshirou ? - zapytał przyglądając mi się .

- Niestety tak. Z kim mam przyjemność ? 

Orion ?

Od Tris, CD Ktoś

Chłopak był bardzo miły i zaniósł mnie do pielęgniarki, która opatrzyła mi ranę. W czasie ucieczki wyciągnęłam sobie kulę z ręki, więc nie musiałam przechodzić żadnej operacji, czy czegoś tam. Gdy wyszłam chłopak dalej stał przy gabinecie.
- Jak tam? - zapytał.
- W porządku, trochę boli, ale jest lepiej. Dzięki, że mi pomogłeś - uśmiechnęłam się do niego delikatnie. - Jestem Tris.
- Toshiro.
- Chodzisz tutaj, do tego instytutu?
- Właściwie, dopiero co przyjechałem - odpowiedział.
- Dostałam kiedyś list stąd, ale chyba go wyrzuciłam, chyba pójdę do dyrektorki - powiedziałam. - Do zobaczenia, potem!
Ruszyłam w kierunku gabinetu dyrektorki. Pomyślałam, że fajnie by było tu zamieszkać i się uczyć, wreszcie miałabym dach nad głową i bezpieczne schronienie. No, ale kwestia czy mnie przyjmą. Po drodze do gabinetu widziałam ludzi w moim wieku, czy młodszych, którzy gadali sobie w grupkach, śmiali się. Taka wizja mojej przyszłości, by mi pasowała. Przed gabinetem jakaś dziewczyna mnie zatrzymała, najwyraźniej była jakąś przewodniczącą, czy kimś.
- Jesteś nowa? - zapytała.
- Właściwie to przyszłam się spytać czy mogę dołączyć do instytutu.

Od Gen, CD reszta świata

Doprawdy, w jednym pomieszczeniu z nimi czułam się jak krasnal, a jedyną niższą osobą ode mnie była mała Leia, która także nie wyglądała na zadowoloną i zadzierała głowę do góry, by każdemu się przyjrzeć. Zwłaszcza moją uwagę przykuła postać stojąca niedaleko mamy. Pierwsza myśl, mężczyzna, ale słysząc jej głos, okazało się, że to kobieta, a jeśli połączyć fakty, to najprawdopodobniej matka Stelli i innych. Wraz z krzesłami podskoczyłam i ja, tyle że z zaskoczenia, a chichot Arisy sprawił, że na mojej twarzy pojawił się nieznaczny grymas niezadowolenia. Ostrożnie usiadłam na krześle, jakby miało zaraz znów się ruszyć z miejsca. Reszta już siedziała na swoich miejscach, a po chwili dołączyła do nas dyrektorka.
- To jak się nazywacie i jakie kierunki was interesują? - spytała kobieta, a mojej uwadze nie uszedł fakt, że mama uśmiechnęła się do niej niewinnie, trzepocząc rzęsami, po czym parsknęła cichym śmiechem.
Pierwsza odezwała się Leia, która uśmiechała się, pokazując całe swoje uzębienie. I gdzie ten mój aparat, który chowałam na zjawiska zwiastujące zbliżającą się katastrofę?
- Leia, kierunek muzyczny. - Po raz pierwszy... Nie, cofam te słowa. Najprawdopodobniej po raz któryś z kolei, ale za Chiny Ludowe nie pamiętałam który, widziałam, jak blondynka tak szeroko się szczerzyła.
- Leith, kierunek artystyczny - odezwał się zaraz po bliźniaczce, tym samym wyrywając mnie ze zdziwienia nad uśmiechem dziewczynki. Rozejrzałam się, a mój wzrok zahaczył o wyczekujące spojrzenia rodzeństwa posyłane w moją stronę. A! Zaczynaliśmy od najmłodszych, a myślałam, że to James się pofatyguje jako pierwszy zacząć albo polecimy losowo. Odchrząknęłam cicho, po czym odzyskałam rezon, spoglądając na dyrektorkę.
- Genevive, kierunek niezdecydowany. - Nie musiałam zerkać na resztę, by wiedzieć, że mają zaskoczone miny, oprócz mamy i zapewne Arisy, ją mało co obchodziło. Była przy moim kilkogodzinnym znęcaniu się nad wyborem. Próbowałam dosłownie wszystkiego! Losów, rzutek, mocy (Nie pytajcie w jaki sposób), ruletka, a nawet przeklinanie mojego niezdecydowania nie pomagało. A teraz siedziałam przed dyrektorką instytutu i uśmiechającą się obok matką, mówiąc, że nie zdecydowałam na jaki kierunek idę.
- Arisa, kierunek literacki. - Rudowłosa odpowiedziała, nie siląc się na bardziej zainteresowany ton, bawiąc się jedną z zawieszek na bransoletce i uparcie unikała wzroku matki.
- James, kierunek artystyczny. - Brat jak zwykle powiedział to typowym dla siebie cichym tonem i nieśmiałym uśmiechem.

Od Toshiro, CD Tris

Za kilka dni miałem wprowadzić się do jakiegoś instytutu . Mój ojciec powiedział że może dowiem się czegoś o swojej rasie . Zanim się wprowadzę chcę zobaczyć wszystkie tereny żeby później nie mieć z tym problemów. Ojciec podwiózł mnie na miejsce i powiedział że mam dzwonić jak skończę . Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to okazały budynek szkoły . Jednak pomyślałem iż to zostawię sobie na później. Ruszyłem ścieżką prowadzącą do lasu . Po jakiejś godzinie skończyła się a na jej końcu ujrzałem polanę . Ku memu zdziwieniu na trawie leżała nie przytomna dziewczyna. Gdy podszedłem nagle otworzyła oczy.
- Wszystko dobrze ? - powiedziałem z zaskoczeniem spoglądając na dziewczynę .
- Ramię ... - spojrzałem na jej ranę na ramieniu. 
- To nie wygląda zbyt ciekawie... Nie daleko jest taki instytut czy coś w ten deseń , to może zaniosę cię do pielęgniarki .
- Jak chcesz.
Wziąłem dziewczynę na ręce i zaniosłem do pielęgniarki, która wpadła na nas przy dziedzińcu (wow , moja pierwsza postać która jest na tyle silna xd ) .
- Jaka ta młodzież nieostrożna - warknęła pod nosem i nacisnęła jakiś supeł na bransoletce. - Meian, chodź tu, sprawa jest. - Przelewitowała dziewczynę do swoje gabinetu, poszedłem za nią.
Zaczekałem na dziewczynę pod drzwiami. Po kilku minutach w końcu wyszła . 
- I jak ? 

Tris ? Tak wiem takie opko jakby pisanie na odwal xd 

Od Tris, CD ktoś

Siedziałam sobie w moim prowizorycznym mieszkanku, gdy nagle usłyszałam wybuch i krzyk ludzi. Zwinęłam swój plecak, w którym znajdowała się żywność, bandaże, trochę pieniędzy, nóż i pistolet i wybiegłam z budynku, kierując się w stronę lasu. Za mną szalały płomienie, pożerając wszystko na swojej drodze. Ludzie rozpierzchli się po całym mieście w poszukiwaniu bezpiecznego kąta. Wspięłam się na najwyższe drzewo, aby namierzyć przyczynę pożaru. Nie byłam w stanie zauważyć co jest dalej, bo dym kłębił się na niebie, a płomienie były tak wielkie, że ograniczały widoczność. Zeszłam z drzewa i ruszyłam w głąb lasu. Robiło się coraz ciemniej, gdy byłam już bardzo daleko od miasta, usiadłam pod koroną drzew, by coś zjeść. Nagle usłyszałam szumy w krzakach, zerwałam się na równe nogi, ale dźwięk przycichł. Postanowiłam odłożyć sobie posiłek na później i ruszyłam w dalszą drogę, co jakiś czas słyszałam odgłos kroków. Wiedziałam, że ktoś mnie śledzi, co nie było dziwne, bo mam mnóstwo wrogów. Ale wiedziałam, że to nie jest dobry moment aby zaatakować. Zaczęłam biec, czułam wiatr we włosach, po kilkudziesięciu minutach, czułam jak płuca mi palą, jednak dalej biegłam, skręcałam gwałtownie co jakiś czas, żeby zgubić tego kogoś. Gdy już na tyle się ściemniło, że nie było nic widać, zatrzymałam się i stałam cicho, nie ruszając się. Nie było słychać przeciwnika, co znaczyło, że go zgubiłam. Usiadłam cicho pod drzewem maskując się. Nagle usłyszałam strzał i przeszywający ból w prawym ramieniu, widziałam jak mężczyzna, który do mnie strzelił, ucieka. Potem zamazał mi się ekran. Obudziłam się, gdy słońce wstawało. Ramię dalej mnie okropnie bolało, ale musiałam stąd uciec, biegłam ile sił w nogach, nie zważając na ból. Gdy już nie byłam w stanie biec, zatrzymałam się na polanie i zasnęłam z grymasem bólu na twarzy. Gdy się obudziłam, zobaczyłam twarz jakiegoś chłopaka nade mną.

<Jakiś chłopak?>

Toshiro - Nowy uczeń


Właściciel: Toshiro
Imię: Toshirou, ale lepiej mów Toshiro 
Nazwisko: Airay 
Pseudonimy / Ksywki: Toshi 
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 18 lat
Kierunek: Artystyczny 
Klasa: Galaktyka
Drużyna: Perspektywy
Ranga: Ogień
Specjalizacje: lalkarz , rysownik 
Rocznik: I -
Orientacja: Biseksualna

Charakterystyka
Charakter: Niby wygląda na miłego . Ma poczucie humoru i potrafi rozluźnić nawet najbardziej napiętą atmosferę . Zawsze na jego twarzy widać delikatny uśmiech . Jest bardzo inteligentny i spostrzegawczy . Potrafi zwrócić uwagę nawet na jak najmniejszy szczegół taki jak zmiana fryzury czy zmiana stylu chodzenia. Jest całkowitym perfekcjonistą . Lubi jak wszystko jest na swoim miejscu . Zawsze daje z siebie sto dwadzieścia procent . Można uznać że jego charakter jak i wygląd nie posiadają żadnej najmniejszej skazy na którą można zwrócić uwagę . Ale bardzo szybko się nudzi. Często zmienia zainteresowania raz tenis a po chwili programowanie. To samo jest z kobietami. Wczoraj jedna dzisiaj kolejna . W końcu trzeba jakoś korzystać z życia . 
Talent: Potrafi tworzyć lalki które wyglądają jak żywe , i zasilić je za pomocą magi. Gdy są zasilone dużą ilością magi są zdolne nawet do walki . 
Rasa: Slay Vega - Jutro pojawi się link
Zauroczony (kim): To trudne pytanie . 
Para: brak
Rodzeństwo: brak 
Rodzina: ojciec - Boris 
Historia: Urodził się w bogatym i bardzo znanym rodzie . Był znany z bardzo dużej wyobraźni . Potrafił wyobrazić sobie że nudna sala do nauki gry na skrzypcach jest wielką galą . Dookoła niego stoją urodziwe panie w krótkich sukienkach ... Ale zawsze jego fantazję kończyły się uderzeniem gazetą w głowę przez nauczyciela . Od dziecka uczył się rozwijać różnorodne zainteresowania. Potrafi grać na skrzypcach, fortepianie,pianinie,gitarze,organach i perkusji . Jego rodzice często jeździli po świecie więc niestety często zmieniał miejsce zamieszkania co wiązało się z brakiem jakiegokolwiek przyjaciela czy chociaż znajomego. Gdy skończył trzynaście lat stracił także młodszego brata przy rozwodzie rodziców. Mieszkał sam z ojcem . Po kilku latach jego ojciec ponownie wyszedł za mąż i zyskał młodszego lecz przyszywanego brata imieniem Hisoka . Po tym wszystkim w końcu wylądował tutaj . 
Pokój: spokoju 
Lubi: osoby z nienaganną kulturą , osoby przypominające wyglądem lalki 
Nie Lubi: chamstwa , dyskryminacji 
Przyjaciele: brak (ever alone xd ) 
Wrogowie: brak 
Zainteresowania: Bardzo zmienne. 
Wygląd: Przystojny młody chłopak. Kasztanowe oczy, kasztanowe włosy i cera bez najmniejszej skazy . 
Cechy ubioru: Różnie . 

Tris - Nowa uczennica

Dane podstawowe

Właściciel: Magdalena299
Imię: Beatrice
Nazwisko: Prior
Pseudonimy / Ksywki: Tris
Płeć: Kobieta
Wiek: 17 lat
Kierunek: Wojenny
Klasa: Galaktyka
Drużyna: Czasu
Ranga: Ogień
Specjalizacje: Strateg, dowódca, szpieg
Rocznik: I
Orientacja: Heteroseksualna

Charakterystyka
Charakter: Tris ma dość trudny charakter, ponieważ często ma huśtawki nastrojów. Ogólnie stara się być pozytywnie nastawiona, jest w miarę miła, ale jest wrażliwa. Stara się nie być gburowata i chamska, ale nie zawsze jej to wychodzi. Gdy ma zły humor, często jest wredna. Jest sprytna i małomówna, kryje swoją przeszłość, nie lubi mówić o sobie, nie jest osobą otwartą. Nawet w towarzystwie przyjaciół się zbytnio nie odzywa. Nie cierpi, gdy się do niej mówi "Beatrice". Gdy ktoś ją prowokuje nie traci trzeźwości, wręcz przeciwnie, wszystko ma przemyślane, potrafi zniszczyć przeciwnika psychicznie. Jest zabawna, na pierwszy rzut oka, wydaje się niemiła, chamska i oschła, ale ta dziewczyna zyskuje przy bliższym poznaniu. Powiedzenie "Nie oceniaj książki po okładce" idealnie do niej pasuje! 
Talent: Brak
Rasa: Diabeł (upadły)
Zauroczony (kim): w nikim ^^
Para: Brak
Rodzeństwo: Brak
Rodzina: Brak
Historia: (Tylko dla administracji) 
Pokój: Nieba
Lubi:
~Zwierzęta
~Psychologię
~Ludzi zabawnych; nie głupich, a przy tym zabawnych
~Rysować
~Czytać książki
~Michaela Jacksona
~Czarny i czerwony

Nie Lubi:
~Różowego
~Hipokryzji;kłamstwa;dwulicowości
~Sztucznych dziewczyn
~Spódniczek
~Mówić o sobie
Przyjaciele: Na razie brak
Wrogowie: Zbyt dużo

Zainteresowania:
~Rysowanie
~Psychologia

Wygląd: Tris jest dość niska i bardzo chuda, ale przy tym zwinna. Ma bardzo duże, brązowe, oczy, niektórzy uważają, że dodają jej uroki, a niektórzy wręcz przeciwnie. Mały nos, usta zwyczajne. Włosy kasztanowe, sięgające do biustu.
Cechy ubioru: Zawsze ma na sobie czarną, skórzaną kurtkę, nieważne czy jest zima, czy lato. Jakaś ciemna bluzka i czarne spodnie. Usta maluje czerwoną szminką, a od czasu do czasu pomaluje sobie rzęsy, to jest jej cały makijaż. Buty nosi ciężkie i ciemnie. Włosy albo spina w kucyk, albo zostawia rozpuszczone.
Inne zdjęcia: 



poniedziałek, 29 czerwca 2015

Od Stelli, CD Gromadka osób xd

            Ewakuacja nastąpiła na szczęście szybko i bezproblemowo. Sky, gdy wpadła w szał, potrafiła rzucać talerzami, niszczyć szyby i rozdzierać poduszki, aż się człowiek wzdrygał na widok tak swobodnie latającego w powietrzu pierza.
            Szybko dotarliśmy do gabinetu mojej matki. Znajdował się poza akademią, poza domem - był po prostu domkiem, rzuconym przy leśnej ścieżce. Wydawał się być z zewnątrz o wiele mniejszy niż w rzeczywistości. W środku znajdowała się w miarę funkcjonalna kuchnia z najprostszymi sprzętami, łazienka, mała sypialnia i pracownia alchemiczna. Od góry do dołu wypełniona stosami książek, półkami z najróżniejszymi składnikami eliksirów, kociołkami i stołami, wokół których ustawiono luźno krzesła.
            A moja mama, cóż, była moją mamą. Naprawdę dziwnie to brzmi, ale nie wiedziałam jak inaczej ją określić. Dzisiaj miała krótkie, jasne włosy, jak zwykle nieujarzmione i potargane. W lewym uchu znajdowało się pięć czarnych kolczyków, w prawym jedynie dwa. Zielone oczy sprawiały, że miałeś wrażenie, że wszystkie twoje grzechy wypłynęły na wierzch. Z kolei uśmiech mógł spowodować, że zostawały od razu wybaczone. W porównaniu do kuzynów i Cioci Emm, wszyscy byliśmy wysocy, ale mama szczególnie, z jej metrem dziewięćdziesiąt jeden. Ubrana w standardową czarną szatę Alchemików przypominała zjawę albo ducha.
            - Miło mi was poznać - powiedziała z uśmiechem, następnie machnęła ręką w stronę krzeseł, które podskoczyły w powietrzu. - Siadajcie, zaraz powinnam skończyć - wskazała głową w stronę kociołka, z którego wydobywały się kłęby pary. Podeszła do niego i zanuciła coś. Mikstura zabulgotała, pojawił się niebieski dym, który zmienił po chwili kolor na różowy.
            Usiedliśmy, a chwilę później dołączyła do nas mama.
            - To jak się nazywacie i jakie kierunki was interesują? - spytała kuzynów, jednocześnie zerkając kątem oka na ciocię Emm.

sobota, 27 czerwca 2015

Od Arisy, CD Stella, Orion, Gen i inni

   Mój wzrok powędrował do złorzeczącej Skyler i jej zniszczonego komputera. Mordercze intencje biły na kilometr od brunetki, a w duchu radziłam osobnikowi cieszyć się ostatnimi chwilami życia. Chociaż, mogłoby być z tego niezłe przedstawienie.
   Stella najwidoczniej uznała, że najlepiej będzie ewakuować się z pola widzenia wściekłej Sky. Eh,a zaczynało robić się interesująco.
   - Może Amina mogłaby jej pomóc? Chociaż wątpię, żeby potrzebowała jej pomocy - wymamrotała Leia pod nosem, a ja niezauważalnie się spięłam na dźwięk jej imienia. Słyszeć, a wymawiać w myślach jej imię to dwie różne rzeczy. Zignorowałam natarczywe spojrzenie młodszej siostry
   - Cóż, ja jestem za znalezienienien naszych matek - odezwała się Gen i po chwili ruszyliśmy całą grupą. Tym razem Gen się nie krępowała i prawie wyprzedzała blondynkę i... Oriona? Dobrze zapamiętałam jego imię? Zresztą nieważne.
   Niedługo znaleźliśmy się w pomieszczeniu pełnym książek i przeróżnych mikstur oraz eliksirów. Rozejrzałam się po pomieszczeniu, a moje oczy spotkały się z zielonymi tęczówkami. Uśmiechnęłam się do niej ciut nerwowo, gdyż natarczywie patrzyła na moje spalone końcówki, jakby wiedziała, co robiłam. Cóż, pewnie to w dużej mierze prawda. Po chwili moje spojrzenie padło na nieznaną mi kobietę i chłopaka.
   - Dzień dobry. - Nasza piątka przywitała się jednocześnie, jedni bardziej żywo, drudzy mniej. Należałam do tej drugiej grupy.

Od Stelli, CD James, Arisa

         Poznanie kuzynostwa okazało się być jedną wielką przyjemnością. Naprawdę nie mogłam zrozumieć dlaczego ciocia Emm ukryła ich przed naszym wzrokiem. Zanuciłam coś i usiadłam obok Skyler na parapecie, spychając ją odrobinę, zaskarbiając sobie zirytowane spojrzenie od siostry. Myślami krążyłam wokół rozpoczęcia roku. Zerknęłam przez okno, dostrzegając kilka osób, wylewających się z bramy. Prowadziła je Sahar, jak matka gąska, za którą rządkiem idzie gromada małych gąsek. Zachichotałam i wróciłam myślami do rzeczywistości.
         - Em, wydaje się fajny? - odparłam niepewnym tonem, co zabrzmiało bardziej jak pytanie, aniżeli odpowiedź. - Wydaje się fajny. - Poprawiłam się,
         Laptop Skyler ni stąd, ni skąd zaczął syczeć, żeby po chwili wokół rozległo się spokojne piknięcie. I potem zgasł ekran. Następnie rozpoczął się Armagedon.
         - No, chyba, kurwa, nie! - wrzasnęła, zaczynając wściekle bębnić w klawisze. Z zepsutego sprzętu zaczął unosić się dym. Odsunęłam się, nie chcąc być w polu rażenia. Moja młodsza siostra podjęła kilka prób uruchomienia uciążliwego sprzętu, ale skończyło się na tym, że po prostu się zapalił.
         W ciszy, całą gromadą, wpatrywaliśmy się malutkie ognisko, które powoli roztapiało śrubki, stapiało metal i ogółem rozchrzaniało maszynę.
         - Cóż, to był dobry komputer - powiedziałam szybko, chcąc zabić krępującą ciszę.
         - Zamorduję, zabiję, zagryzę. Będą błagać o litość - zaczęła wyliczać Skyler, kontynuując swoją tyradę bez przerw na wzięcie oddechu. Dobra, zrozumiałam, że pora się zmyć. Kiwnęłam głową stronę drzwi i już po chwili znajdowaliśmy się na zewnątrz pokoju.
         - Myślę, że będzie lepiej, jeżeli teraz znajdziemy nasze mamy. Sky traktuje swój sprzęt jak własne dziecko i przeczuwam napad szału, a raczej wolałabym, żebyście nie znaleźli się pierwszego dnia w polu rażenia. - Wyjaśniałam.

czwartek, 25 czerwca 2015

Od Arisy, CD Orion, Stella

   Robienie psikusów innym chyba było moim ulubionym zajęciem. Chociaż straszenie i niewytłumaczalne wciągnięcia pod wodę dzięki naszyjnikowi, który "pożyczyłam" od Aminy też jest jakimś sposobem na zabicie nudy. Nie wspominając już o innych rzeczach, gdy poszłam na dalsze zwiedzanie po instytucie. Co prawda, wywołałam niemałe zamieszanie wśród uczennic placówki, a reakcje niektórych dziewczyn były wprost przeuroczne.
   Cóż, przynajmniej nie będę miała kłopotów do przyswojenia sobie tej zmiany, to miejsce przypominało mi Camelot, co tylko bardziej pomagało się mej osobie przyzwyczaić. Jednak kiedy wiewiórkopodobne coś prawie spaliło mi włosy, już tak bardzo się nie śmiałam. Najwidoczniej był to znak, że czas skończyć, a poza tym póki matka była na terenie szkoły nie miałam szans zmalować czegoś większego.  Co jak co, ale złość mamy nie należała do najprzyjemniejszych przeżyć. Więc niech tymczasowo się wszyscy cieszą, bo będą w miarę bezpieczni. Na razie.
   Schowałam wisiorek do kieszeni i poszłam w kierunku akademika. Choć "poszłam" to zbyt delikatne słowo, wpadłam do pomieszczenia jakby goniło mnie stado moich najgorszych koszmarów. Ech, kończą mi się porównania.
   Rozejrzałam się po pomieszczeniu, a mój wzrok padł na Gen, która otwierała usta, by się odezwać.  Posłałam jej spojrzenie, mówiące "Nawet nie pytaj" i zaraz je zamknęła, wpatrując się w moje osmalone końcówki. Po chwili przeniosłam je na chłopaka, który zapewne skierował swe pytanie do mnie. Jak gdyby nigdy nic, moja dłoń powędrowała w stronę kryształka znajdującym się na rzemyku i zaczęłam go okręcać pomiędzy palcami.
   - O! Gracie w pytania? - spytałam czysto retorycznie z niewinnym uśmiechem. - Zależy w jakim znaczeniu, ale tak to jestem Arisa, siostra tych oto istot chodzących po tym wszechświecie. Jeśli chodzi o moją rasę, zwykła Sybillia - odpowiedziałam, wzruszając ramionami i przestałam dręczyć bogom winny przedmiot. Evencore zawsze przydatny.
   - Stella, co myślisz o Jamesie? - spytałam o to takim tonem, jakbym pytała o pogodę i przygładziłam włosy. Zdecydowanie muszę coś z nimi zrobić.

Od Oriona, CD James, Arisa

        To było naprawdę irytujące. Dokładniej? Bawarskie kropki zaczęły mnie swędzieć, poza tym były w miejscach, o które nawet nie podejrzewałem, że mogłyby się tam znaleźć. Czas płynął nie ubłagalnie, a ja potrzebowałem jak najszybszego antidotum. Byłem gotowy się nawet pokajać, ale nie przed Sky. Równie dobrze mogłem iść do matki, ale znając życie skończyłyby się na wysłaniu mnie z listą książek, które musiałbym przeczytać żeby znaleźć składniki na durny, odwracający efekty żartu, eliksir. Po zastanowieniu to jednak naprawdę badziewny dzień. I nawet perspektywa spotkania z Alexem nie była w stanie sprawić, żebym zmienił opinię.
        Wzruszyłem ramionami, słysząc pytanie. Jestem empem, czy trzeba dodawać coś więcej?
        - Emp całkowity. - Widząc niezrozumiałe spojrzenie chłopaka postanowiłem powiedzieć nieco więcej. - Znaczy, że mieszanka ras jest zbyt duża i długo by wymieniać, dlatego łatwiej skrócić i określić się jako emp całkowity.
        Do pomieszczenia wpadła jak burza jakaś dziewczyna, a patrząc po spojrzeniach reszty kuzynostwa, musiała być jedną z nich. Cóż, można powiedzieć, że gra, prawda?
        - Hm, Ruda, kim jesteś? - Machnąłem ręką w stronę nowo przybyłej.

środa, 24 czerwca 2015

Od Jamesa, CD Stella, Orion

   Czyli mama znała tutejszą dyrektorkę. Więc wielu rzeczy jeszcze nie wiemy o naszej rodzicielce. Pytanie brzmiało, jak wiele?
   Z rozmyślenia wyrwały mnie chichoty bliźniaków i pytanie Stelli. Po chwili zdezorientowania i gdy dotarło do mnie jej pytanie, na moich policzkach pojawiły się krwiste rumieńce. Naprawdę zachowywałem się gorzej niż dziewczyna.
   - Nie - odpowiedziałem krótko, nadal się czerwieniąc, ale mój głos był spokojny. Uśmiechy Sonneverów nieco zrzedły, a ich mijesce zastąpiło zdziwienie, zaś Genevive wydawała się rozbawiona i obracała butelkę wody w dłoni.
   - Powinniśmy pytać? - spytali chórem, a bijącą od nich ciekawość można było wyczuć z kilometra. Potrząsnąłem głową, tym samym zaprzeczając. Zmrużyłem oczy, zastanawiając się nad pytaniem i nad osobą, której powinienem je zadać.
   - Orion, jakiej jesteś rasy? - Oparłem się o ścianę i schowałem dłonie do kieszeni.

Od Stelii, CD Leith, Leia, Gen, James, Sky, Orion

          - Naszą mamą? - odpowiedziałam niepewnym tonem, marszcząc czoło. Nie wiedziałam, jak inaczej miałabym to wytłumaczyć, ale kpiące parsknięcie Sky uświadomiło mi, że niekoniecznie o to chodziło. - Znaczy jest tutaj dyrektorką. No i Mistrzynią Eliksirów. I w sumie za dyplomatkę czasem robi. I jest Anonim, ale to chyba bez znaczenia. - Wzruszyłam ramionami i zamyśliłam się. W sumie? Kusiło mnie zapytać o kilka rzeczy, ale wolałam mocniejsze pytania zostawić na końcówkę gry.
          - James masz dziewczynę? - spytałam z uśmiechem, sprawiając, że Skyler zakrztusiła się pitą właśnie colą.
          - Borze Wszechlistny, jakby ktoś pytał, to ja was nie znam - prychnęła pod nosem, ale mogłam dostrzec jej rozbawiony uśmiech. Jakby spojrzeć na to z innej perspektywy, to sam James rumienił się wściekle, ale za to cała nasza reszta miała na twarzach czysty śmiech.

Od Lei, CD Skyler, Orion, Stella

   Leith zamilkł, gdy dziewczyna odpowiedziała na jego pytanie, zaś ja nadal stałam za plecami bliźniaka z zaciętą miną i dłońmi zaciśniętymi w pięści. Mamrotałam pod nosem jakieś niezrozumiałe wiązanki przekleństw, jednak po chwili przestałam, słysząc swoje imię. Uniosłam wzrok na brunetkę, a gdy zadała pytanie, nieco złowieszczy uśmieszek pojawił się na mojej twarzy.
   - Na początek na pewno dopilnowałabym, że nie ruszyłby się z miejsca nawet o milimetr. Potem mała wymiana z bratem, a bolałoby go dokońca jego marnego żywotu. A tak na serio to najchętniej bym go udusiła, poćwiartowała, spaliła, a prochy wrzuciła do najgłębszych czeluści piekła. Nawet sama Elain by mu nie pomogła. - Bardziej krwawe tortury zatrzymałam dla siebie, ostatnio gdy wyrzuciłam z siebie wszystkie  groźby, odbiło się to na Nyan i przez kilka najbliższych tygodni mieliśmy istny zlot mściwych dusz.
Pewna cząstka mnie nadal miała ogromną ochotę go zamrozić, ale się powstrzymywałam. Zerknęłam ba Stellę i zastanowiłam się nad pytaniem.
   - Kim jest wasza mama? - spytałam blondynkę, zadając pierwsze pytanie, które przeszło mi przez głowę.

sobota, 20 czerwca 2015

Od Skyler, CD Leith, Gen, #itakdalej

          Pokręciłam z niedowierzaniem głową, wpatrując się tępo w ekran laptopa, na którym zaczęły migotać różnokolorowe napisy. Całość sprawiała dość nenonowe wrażenie i szybko zaczęły boleć mnie oczy, cholerny wirus. Wiedziałam, że nie mam szans jako przeciętna jednostka na wyłączenie wszystkich tych reklam, dlatego przełączyłam się na system awaryjny i machnęłam wyszukiwanie wszelkich zmian w rejestrze, niezarejestrowanych z klucza dostępu oryginalnego. Już po chwili grodziłam po kolana w danych, brnąc ku adresie IP gościa, który ośmielił się próbować wlepić mi łatkę na moim terenie, a co ważniejsze na moim sprzęcie. Przecież to, to, to nawet na litość nie zasługuje! I w istocie jej nie miałam, gdy znalazłszy numer telefony rzekomego inteligentnego hackera - wątpiłam, że to homo sapies, żaden człek rozumny nie rypnąłby mi po ambicji. Tym bardziej, że w internecie wyłapałam sobie już opinię. Albo nowicjusz, albo jakiś nazbyt zadufany w sobie arogant. Jeden kij i tak zginie. Wykupiłam minutę na dwóch tysiącach komputerów w Lichtensteinie. Dwie trzecie wysłały co sekundę wiadomość tekstową na koncie ofiary, co samo w sobie powinno już na dobre wyłączyć mu telefon z użytku przez następne kilka dni. Całej reszty użyłam do szukania śladów danego adresu na internecie. Cóż, ze mną się nie zadziera. Zwłaszcza jeżeli chodzi o dobro moich słodkich maleństw, jak pieszczotliwie nazywałam swoją maszynerię.
          Podniosłam wzrok i wbiłam niezainteresowane spojrzenie w chłopaka, który zadał pytanie.
          - Za głupotę, ignorancję i brak szacunku do innych. - Wyjaśniłam zimno, zaciskając ręce w pięści. - Ktoś nieźle przez nich oberwał, pół biedy, bo w teorii to dzieci, że niby się bały kary za to co zrobiły. Natomiast były na tyle głupie, żeby dać mi się nagrać na kamerach, jak ładnie omawiały plan, jakby tu zajebać na sumieniu dziecku, które nasza mama chce adoptować, a ja osobiście lubię, sądziły, że ujdzie im to płazem. Cóż, wyprowadziłam je z błędu. - Prychnęłam. Gdybym nie powstrzymała tych dwóch idiotek, najpewniej skończyłoby się poważnym urazem dla Młodej. Takie małe, a już takie wredne, po kim one to mają?
          - Moja kolej, tak? - Upewniłam się. - Leia, prawda? Co zrobiłabyś Orionowi za zadane wcześniej pytanie? - Oczy dziewczyny zalśniły, także mogę spodziewać się ciekawego opisu tortur, patrząc po jej mimice.

Od Leitha, CD Orion, Skyler, Stella, Leia

   Mój uśmiech nieco zbladł, a jego miejsce zastąpiło zwykłe zaskoczenie i palące rumieńce. Na domiar złego oczy Lei zaczęły się niebezpiecznie świecić, więc idąc za odruchem, chwyciłem ją za skraj bluzy, po czym schowałem ją za sobą. Nie musiałem się odwracać, że w tej chwili wbijała swój wściekły wzrok, klnąc na wszystko co żywe lub nieżywe.
   Kiwnąłem głową, kiedy spytał o moje imię, a wypieki nie chciały mnie opuścić. Jedyną osobą, którą znałem i mogła zadać pytanie wprost bez najmniejszej oznaki zakłopotania, zmieszania czy innych jej zdaniem kłopotliwych uczuć, była Sugar, ale jej tutaj nie było.
   - Najprawdopodobniej hetero. Chyba. Nie jestem pewien. - Plątałem się w odpowiedzi, ale koniec końców odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
   Moja bliźniaczka nadal mamrotała jakieś wiązanki przekleństw pod nosem, a ja wziąłem głęboki oddech na uspokojenie, by po chwili zastanowić się nad pytaniem.

Od Oriona, CD Gen, James, Stella, Sky, #dużowastujest

           Prychnąłem i wypiłem łyk napoju, którego zgarnąłem z blatu.Zastanowiłem się przez chwilę nad odpowiedzią, w końcu wzruszyłem ramionami.
           - Zemsta - wyjaśniłem krótko, skierowałem się w stronę kanapy, rozsiadłem się wygodnie i włączyłem telewizor, zaczynając oglądać jakąś durną komedię. Machnąłem ręką, a zeszyt, który leżał na stole uniósł się i przelewitował prosto do moich rąk. Kiwnąłem głową i opadł mi na dłonie. Otworzyłem go, następnie zacząłem komponować, pozornie ignorując towarzysko, wystukując rytm opuszkami palców na kolanie. W rzeczywistości zastanawiałem się nad pytaniem. No, dobra, coś, żeby ogarnąć towarzystwo.
           - Ty, blondyn, jakiej ty orientacji jesteś? - spytałem tego, jak mu tam było? Laith? Lethi? A, nie, Leith chyba.- Leith, prawda? - spytałem. Zignorowałem jawne warczenie jego młodszej siostry, która posłała mi piorunujące spojrzenie. Z drugiej strony barykady Stella zdusiła w sobie westchnięcie, a Skyler walnęła głową o klawiaturę.
           - Orion, byłbyś mniej oczywisty, błagam - jęknęła ze śmiechem.
           Ze zmarszczonymi brwiami odwróciłem się do tej piekielnej gromadki, z miną ,,O co wam chodzi?". Zorientowałem się w sytuacji, gdy zobaczyłem rumieniec na twarzy dzieciaka. Naprawdę? W sumie, to nawet słodkie. Odwróciłem się, ponownie zaczynając komponować, ale jednocześnie czekałem na odpowiedź.

czwartek, 18 czerwca 2015

Od Gen, CD Stella, Skyler, Orion

   Uniosłam głowę na dźwięk skrótu od swojego imienia i zamieniłam się w słuch. Czyli na pierwszy ogień poszłam ja i moje umiejętności. Uśmiechnęłam się lekko, jak najprościej to ująć? Że byłam chodzącym i żywym GPSem? Osobą, która zazwyczaj znajdywała wszystkie zagubione rzeczy i osoby? Taa, jakoś tak.
   - Lemoniadę poprosimy, jeśli jest. - Głosy bliźniaków, którzy odezwali się w tym samym momencie, wyrwały mnie z zastanowienia nad odpowiedzią i rzuciłam okiem na towarzystwo. Nieznany mi z imienia osobnik w kropki z wcześniej okazał się być Orionem, Sky miała bluzkę w pepsi, a Stella chowała uśmiech za szklanką. James ruchem głowy odmówił, a ja poprosiłam po prostu o wodę.
   Skoro mowa o umiejętnościach, ciekaw byłam czy tylko antidotum, byłoby wstanie wymazać te kropki? Później o tym pomyślimy albo skierujemy swoje pytanie do najlepszego źródła.
   - Jak to klarownie wyjaśnić? - spytałam sama siebie na głos, po czym znów utkwiłam wzrok w blondynce. - Chyba jednak zostanę przy chodzącym i żywym GPSie. Wystarczy, że chcę coś, jakieś miejsce lub kogoś znaleźć, pójść do niego, a droga sama się pokaże. Przydaje się, gdy się zgubisz - powiedziałam, parskając śmiechem. Hmm... Przyda się na tych podchodach, gdy będę szukać członków drużyny z konkretnym kolorem, chociaż patrząc na to, że mogłam na razie wyświetlić maks dwie drogi, a tam będzie ich co najmniej kilkaset osób, to nie zapowiadało się zbyt kolorowo.
   - Orion, prawda? Czemu aż tak ci zależy na księdze i dysku twardym, że godzisz się na chodzenie w kropkach po instytucie? - spytałam, wybierając go, nawet jeśli nie miał zamiaru uczestniczyć w grze. Jeśli odpowie, oznacza, że się będzie grał. Uśmiechnęłam się w duchu. Arisy nie było, co oznaczało, że nie będzie żadnych pytań, które trafiały w czułe punkty, a ona miała do takich dar.

Od Stelii, CD Gen, Jaes, Leith, Leia

          Kiwnęłam głową na znak, że rozumiem i zastanowiłam się. W sumie było wiele 
pytań, które chciałam im zadać. Przede wszystkim, wyglądało na to, że nic nie słyszeli o mnie i moim rodzeństwie. Było to trochę dziwne, gdyż ciocia Emm, co prawda nie bywała długo, ale często, w jakiś sposób stałą się częścią rodziny, choć nie było między nami więzów krwi. Nie mówiła o swoich dzieciach za dużo, ale również nie ukrywała ich istnienia. Pomijając fakt, że była moją chrzestną, uwielbiałam ją.
          -  Gen, jakie posiadasz zdolności? - spytałam dziewczynę, wybierając ją na pierwszy ogień. Uśmiechnęłam się, podeszłam do blatu i zaczęłam wyjmować szklanki oraz napoje.
          - Macie może ochotę na coś do picia? - Rzuciłam puszką pepsi w Skyler, która złapała ją w locie, nawet nie spoglądając w moim kierunku. Uparta małolata. Otworzyła, wypiła łyk i przeklęła głośno, gdy napój wylał się jej na bluzkę. Parsknęłam śmiechem.
          Do pokoju ponownie przylazł Orion, tym razem już odświeżony, ale nadal cały w kropkach. Uparty osioł, na jego miejscu już dawno błagałabym o antidotum. Zerknęłam niezbyt dyskretnie na zegar i wybuchłam głośnym śmiechem.
          - Orion, randa odwołana? - spytałam, kryjąc uśmiech za szklanką. Na wiele się to nie zdało, bo była przezroczysta, ale kij. 

Od Gen, CD Stella, James, Leith, Leia

   - Po prostu zadajesz pytanie wybranej osobie, a potem ta osoba musi odpowiedzieć szczerze. I jedna zasada. Osoba, która dostała pytanie może zostać wybrana po raz kolejny dopiero po dwóch osobach, chyba, że liczba osób jest dość mała. Podobne do gry w butelkę, ale zrezygnowaliśmy z niej po tym, jak prawie wszyscy zaczęli używać telekinezy - wytłumaczyła młodsza bliźniaczka, a ja uśmiechnęłam się na wspomnienie o telekinezie. Cóż, to było akurat w gronie osób ze szkoły i bliskich, co równoznaczne było z tym, że tych osób było o wiele więcej, a wyszło jak wyszło. Jedna osoba zaczęła, a część poszła w ślady za nią. Oczywiście, ja jestem niewinna! Przecież taka porządna niewiasta jak ja, nie mogłaby oszukiwać.
   Kiedy weszliśmy do pokoju głównego, zastaliśmy dość nietypową sytuację (A może typową? Nie mam pojęcia, to mój pierwszy dzień.). Najwidoczniej wcięliśmy się w środek ochrzanu dla dwóch uczennic od Skyler. Skończyło się na tym, że obydwie wyszły, z czego jedna wybiegła z płaczem, a brunetka zagłębiła się w czeluściach swojego laptopu.
   - Jesteśmy przyzwyczajeni. - Nie musiałam mieć umiejętności czytania z oczu (Którego nota bene i tak nie miałam, ale nie żałowałam.), żeby wiedzieć o kim pomyślał Leith.
   - Czyli gramy w te pytania? Jeśli chcesz Stella, możesz zacząć i wybrać pierwszą ofiarę - zachichotałam pod nosem. To może być ciekawe.

środa, 17 czerwca 2015

Od Stelii, CD James, Gen, Leia, Leith

        - Jeżeli nauczycie mnie w to grać, to nie ma problemu - roześmiałam się.
        Wróciliśmy tą samą ścieżką do akademika, rozmawiając na przyziemne tematy. Zaczęliśmy od pogody, ale już po chwili większość z nas poczuła się w miarę komfortowo. Co prawda, część rodzeństwa nadal wydawała się nieśmiała, ale miałam wielką nadzieję, że szybko im to minie i łatwo się zaklimatyzują.
        Skierowaliśmy się prosto do pokoju głównego, w którym na swoim tradycyjnym miejscu, czyli na parapecie, urzędowała już Skyler, mało powiedziane. Łajała Carline i Scarlett, mało nie doprowadzając ich do płaczu. W końcu młodsza z dziewcząt stwierdziła, że Sky jest okropna, następnie wybiegła z płaczem. Starsza szybko za nią podążyła. Sama Shadow pokręciła z niedowierzaniem głową, pokręciła się trochę, żeby znowu przyjąć wygodną, pół-leżącą pozycję na parapecie i ułożyła sobie laptop na kolanach. Następnie, nie zwracając na nic uwagi rozpoczęła z niespodziewaną nawet jak na nią prędkością, uderzać w klawisze klawiatury. Miałam wrażenie, że zaraz odskoczą. Niewiele rzeczy mogło naprawdę zdenerwować moją młodszą siostrę, zastanawiałam się co zrobiły małolaty, że tak je zrugała.
         - Powinnaś być dla nich milsza - westchnęłam.
         Oczywiście zostałam zignorowana, nie rzuciła mi nawet spojrzenia.
         - Normalnie panuje tu bardziej ogarnięta atmosfera - zwróciłam się do kuzynów.

wtorek, 16 czerwca 2015

Od Jamesa, CD Stella, Gen, Leia, Leith

   James Młodszy? Hmm... Nie będę pytał. Zerknąłem na zwierzaka jeszcze raz, ale tym razem zdecydowanie krócej. Naprawdę przypominało małą, puchatą kuleczkę. Taką, którą chce się wytu... Zdecydowanie muszę ograniczyć moją miłość do zwierząt, bo zaczyna mi odbijać.
   - Cel: nasza mama. - powiedziała wesoło Genevive, a ja spojrzałem na nią jak na wariatkę. Trzeba jej wyperswadować ten pomysł w trybie natychmiastowym. Pchała się w paszczę lwa, jednak nie wiedziałem w jakim celu.
   - Chcesz, żeby któryś z budynków przeszedł całkowity remont? - spytałem z nutą niepokoju, a brunetka potrząsnęła głową, zaprzeczając. Przynajmniej tyle dobrego.
   - Jeśli ten wybór ci nie pasuje, to może być akademik -  stwierdziła, wzruszając ramionami, jednak przez jej twarz przemknął cień rozczarowania. Ech, co w tych głowach się działo? Najpierw Sugar, teraz Gen, a do evencoru nie miałem zamiaru się zniżać. A poza tym miałem jeszcze chęci do życia, bo śmierć z rąk Vene nie należała do najprzyjemniejszych wizji.
   - To niech będzie akademik. Idziemy? - Uśmiechnąłem się do Stelli, uprzednio upewniając się, że bliźniaki nie miały żadnych oznak sprzeciwu. Nie, więc droga wolna.
   - A zagramy w pytania? - spytała Leia, podnosząc rękę, jakby się zgłaszała do odpowiedzi.

Od Stelli, CD James, Gen

         Roześmiałam się i pogłaskałam psinkę za uchem.
         - Niestety, to pies Lilith. Zabiera go ze sobą zawsze, gdy przyjeżdża, a mama uparła się, żeby spędzała większość świąt i część wakacji z nami. Teraz pomaga pewnie w kuchni, ale znając życie, raczej kłóci się z James`em Młodszym. - Wzruszyłam ramionami, kontynuując pieszczenie zwierzaka.
         Do zeszłego roku było tutaj siedem wydziałów, ale mama doznała jakiegoś oświecenia i postanowiła zrobić kompletną rewolucję. Na tyle, żeby nie dać się wyrolować nawet własnym dzieciom. Zamknęła się na trzy dni w pokoju, zamknęła go na siedem spustów, trzy kłódki i gdy gdziekolwiek wychodziła, rzucała piekielnie silne czary zamykające, jakby bała się, że dorwiemy się do stosu jej papierów i planów.
         Cóż, zważywszy na to, że urządziliśmy sobie domowy konkursik jej obawy okazały się słuszne. Od pierwszego dnia czatowaliśmy pod jej drzwiami, próbując zgarnąć co smaczniejsze kąski z papierzysk, żeby przekazywać je dalej. Skończyło się na tym, że wszystko będzie na dzisiejszej ceremonii.
         - Podział prawdopodobnie będzie, ale więcej powiedzieć nie mogę, bo nie wiem. Pewien ktoś dostał szału na punkcie zmian i nic nam nie powiedział - wymamrotałam.
         Nie lubiłam być nieświadoma jakichkolwiek faktów, zwłaszcza tych, które mnie dotyczyły. Dwa lata temu zrezygnowałam ze szkoły z internatem, ale przez rok nauki w Mysterium zawładnęła mną swego rodzaju rutyna, a niezbyt lubiłam zmiany.
         - To gdzie teraz? Wasza mama, dom główny czy wracamy do akademika i się lenimy? - spytałam towarzystwo z promiennym uśmiechem, który całkowicie przeczył moim czarnym myślom.

Od James, CD Stella, Gen

   Rzuciłem podejrzliwe spojrzenie Sugar, która szczerzyła się szeroko, a w oczach igrały złośliwe iskierki. Czułem kłopoty, a jeśli to dotyczyło Arisy tym bardziej nie powinienem był się mieszać. Zaciskając palce na małym krysztale, który wisiał na rzemyku, tak. Zdecydowanie się denerwuję. Ruszyłem za resztą, mając nadzieję, że niczego nie zmaluje. W sumie, póki mama znajdowała się gdzieś na terenie szkoły, nie powinno być problemów. Chociaż... Nigdy nic nie wiadomo, nie chwalmy dnia przed zachodem słońca.
   Czyjeś gwizdanie wyrwało mnie z zamyślenia, zaś na widok szczeniaka, który pędził w naszym kierunku, a raczej Stelli, zaświeciły mi się oczy. Chyba powinienem ograniczyć czas spędzany ze zwierzętami, ale coś mi mówiło, że nie będzie to możliwe, a to miejsce pewnie zostanie jednym z moich ulubionych.
   - Twój? - spytałem, wskazując ruchem głowy puchatą kulkę.
   Oderwałem spojrzenie od Silvera, a przynajmniej tak nazwała go blondynka, po czym utkwiłem je w dziewczynie, która opowiadała o rozpoczęciu roku. Podchody? Ciemność i las równa się wystające korzenie, a kiedy dodamy do tego mnie... Czyli będę musiał się spodziewać wiele sińców po tej przygodzie, ale czemu nie? Skoro i tak jest obowiązkowa, to raczej nie miałem zbyt wielkiego wyboru.
   - Znając życie, gdy znajdziemy Jamesa, będziemy musieli go zbierać z ziemi - wymamrotała Gen, uśmiechając się lekko. Powstrzymałem się przed wymownym przewróceniem oczu, kiedy to usłyszałem.
   - Jest jakiś konkretny podział na klasy lub wydziały? - spytałem Stellę, ignorując wcześniejsze słowa młodszej siostry. I dobrze, i źle, że byliśmy w tej samej szkole. Dobrze, bo mogłem mieć na nią oko. Źle, bo za dużo o mnie wiedziała, zbyt dużo. A przy okazji mogłem się dowiedzieć trochę o instytucie, więc trzeba korzystać, póki można.

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Od Stelli, CD Gen

         Zostawiliśmy Arisę samą sobie, a wspólnie skierowaliśmy się w stronę ,,Zwierzyńca", jak pieszczotliwie nazywałam nasze małe, szkolne zoo. Na pierwszy plan wysuwała się drewniana zagroda, która przylegała do stodoły, stajni, obory, kurnika i domu, w którym trzymane były mniejsze zwierzęta. Zadbano o to, żeby Mysterium było pod wieloma względami samowystarczalne. Z jednej strony imponowało mi to, z drugiej nie wiedziałam ile w tym było panicznego strachu mojej matki przed zależnością od kogokolwiek.
         Podeszłam do płotu, usiadłam na nim i zagwizdałam. Z domu wyleciał szczeniak, rasy cavalier king spaniel na pierwszy rzut oka, ale doskonale wiedziałam, że to mieszanka. Mimo długich uszu, charakterystycznej długości sierści, nie miał odpowiedniej maści, ale do tej pory nie udało mi się ustalić, co to za krzyżówka. Biała, puchata kulka przydreptała do nas, co z każdą chwilą wyglądało śmieszniej. Ciągle potykała się, robiła fikołki i tuż przed naszymi butami zaryła nosem o trawę. Schyliłam się, żeby ją pogłaskać.
         - Silver, nie pędź tak, bo jeszcze krzywdę sobie zrobisz - wymamrotałam. - Nie jest tak źle. - Wzruszyłam ramionami, zwracając się do kuzynowskiej gromadki. - Jest ognisko. Nie ma jakiegoś obowiązku przedstawiania się czy czegoś takiego. Po prostu musisz wrzucić garść pyłu w misce, która będzie stała z tyłu do ognia.  Potem z ognia teoretycznie jakimś cudem prosto do twoich rąk leci to dziwne coś, ale mając postać po prostu obręczy, którą możesz założyć na rękę. Do tej pory nie potrafię odgadnąć, jakie zajęcie teleportujące jest przy tym używane, skoro nie działają one w tak wysokiej temperaturze, ale wracając do tematu... Tak jak mówiłam, myślą kształtujesz jej kształt. A potem jest obowiązkowa gra w pewnego rodzaju podchody, ale nigdy nie wiesz, kto znajduje się w jakiej drużynie. Ustalane są trzy drużyny, gracze są losowo rozsiani po lesie. Przy starcie na bransoletce wyświetli się jeden z kolorów - czerwony, niebieski, żółty. Celem jest zebranie każdej osoby z ekipy z danym kolorem w drużynę i rozwiązanie kilku zagadek. - Uśmiechnęłam się.

Od Gen, CD Stella, Arisa

   Parsknęłam cichym śmiechem, słysząc jej słowa. Cóż, będę musiała mieć się na baczności w tej szkole, bo nie wiadomo jakie niespodzianki czekają tuż za rogiem. Witaj zwariowany wszechświecie! Przy okazji dowiedzieliśmy się, że dziewczyna ma dość dużą gromadkę rodzeństwa.
   Stella zaprowadziła nas w kierunku lasu i kilka chwil później znaleźliśmy się nad jeziorkiem, którego otaczały z każdej strony drzewa. Zauważyłam, że na plaży kręciło się kilka uczennic, a na zawołanie blondynki wyłoniła się z wody dziewczyna z białą czupryną. Chyba niektórzy znali mamę jako "ciocię Emm", czułam się urażona, że ja jej rodzona córka nic nie wiedziałam! No i że mam tak interesujących kuzynów (Bo mogę ich nazwać kuzynami, prawda? Jak nie, to jakoś dostanę pozwolenie.).
   Głos dziewczyny wyrwał mnie z zamyślenia, a kiedy usłyszałam słowa o pływaniu, natychmiast potrząsnęłam głową, jednak jedyna Sugar postanowiła zostać.
   - Możecie kontynuować wycieczkę beze mnie, jakoś sobie poradzę. - Czytaj, "Nie mam w obecnej chwili ochoty przebywać z wami". Ta to wiedziała, jak subtelnie coś przekazać, gdybym jej nie znała tak dobrze, to bym nie wiedziała jakie intrygi w tej główce się rodzą. Wzruszyłam ramionami i tak jak zechciała Arisa, wyruszyliśmy w dalszą podróż po terenie szkoły bez niej.
   - Stella, jak wygląda u was rozpoczęcie roku szkolnego? - spytałam się, przypominając sobie, że w niektórych szkołach rozpoczęcia były dość... Szczególne. Więc, wolałam wiedzieć, czego się spodziewać. 

niedziela, 14 czerwca 2015

Od Stelii, CD Gen, James, Leith, Leia itakdalej. xd

          Oprowadziłam ich po ogrodzie, akademiku, dziedzińcu, bibliotece, domu głównym i budynku, w którym odbywają się lekcje.
          Zachichotałam słysząc pytania, na pierwsze kiwnęłam głową.
          - Tak, oprócz nich mam jeszcze jednego młodszego brata i sześć sióstr. Jesteśmy dość liczną, ale wybuchową gromadką. Dowiedzieliście się, że jednej osoby od nas irytować nie należy, uwierzcie mi, jeżeli porządnie zaleziecie Sky za skórę, chcielibyście żeby skończyło się jedynie na kropkach - parsknęłam śmiechem. - O ile w kropkach nie, o tyle w ręczniku jak najbardziej. - Poszerzyłam uśmiech i poprowadziłam ich w stronę lasu. Przeszliśmy kawałek i w ciągu paru minut znaleźliśmy się nad jeziorkiem. Było zewsząd otoczone drzewami, w najgłębszym miejscu woda sięgała do dwóch i pół metra, a piasek z mini-plaży przyjemnie parzył stopy. Na plaży opalało się kilka osób, parę uczennic pływało w jeziorze,
          - Nibal, ciotka Emm przyjechała! - krzyknęłam, a zaraz z wody wynurzyła się biała kaskada długich włosów. Podpłynęła do brzegu, owinęła się ręcznikiem i biegiem przywędrowała w naszą stronę.
          - Myślałam, że w tym roku nie da rady przejechać. Jest już u mamy? Dobra, nie odpowiadaj, na pewno tam jest, dzięki za informację, ja lecę - wyrzuciła z siebie potok słów z szybkością karabinu maszynowego, żeby nie czekając na moją odpowiedź pobiec w kierunku domu.
          - Dobra, poznaliście kolejną moją młodszą siostrę, czasem nie wiem gdzie ona się tak wiecznie śpieszy, ale prawie nie da się jej złapać. - Wzruszyłam ramionami. - Zostały ostatnie punkty programu, znajdują się za laskiem. Stajnie, swego rodzaju schronisko, padok oraz arena ćwiczebna. Chyba że wolicie popływać? - Machnęłam ręką w stronę wody.

Od Gen, CD Stella, Orion, Skyler

   Doprawdy, na nudę dziś nie miałam prawa narzekać. Ich kłótnia przypominała mi kłótnie Ravela i Yolaine, ale tam było więcej krzyków, trzaskania drzwiami, latających rzeczy i krwi. Głównie Jamesa, który przychodził w nieodpowiedniej chwili i obrywał wazonem, grubym wolumenem, tudzież jaśkiem przeznaczonym dla kompletnie innej osoby.
   Przysłuchiwałam się ich wymianie zdań, już z odsłoniętymi ustami, a wyszczerz nie chciał zejść z mojej twarzy. Skyler koniec końców zniknęła za drzwiami, a nieznany mi z imienia chłopaka stał cały rozwścieczony. Stella stwierdziła, że lepiej jak pójdziemy na to zwiedzanie i po chwili sami opuściliśmy pokój. Słuchanie blondynki było samą przyjemnością, a boląca szyja będzie warta, całego wykręcania głowy na wszystkie strony świata, byleby wszystko obejrzeć.
   - Stella, czy wszystkie trzy spotkane dzisiaj osoby, były twoją rodziną? - spytałam po dłuższej chwili milczenia i powtarzania większości dzisiejszego dnia w głowie. Szliśmy w tradycyjnej kolejności, a blondynka szła przodem.
   Zastanawiało mnie także to, ile jeszcze poznamy dzisiaj osób i czy będą jeszcze jakieś zaskakujące, a zarazem zabawne wydarzenia? No i dowiedziałam się jednej rzeczy, nie denerwować rzeczonej Skyler, bo moje życie może skończyć się marnie. Chociaż kropki nie są złe, to jednak wolałam uniknąć losu wcześniej spotkanego chłopaka.
   - O! I czy mamy się spodziewać następnej osoby chodzącej w samym ręczniku i całej w kropkach? - dodał z rozbawieniem Leith z nieschodzącym z twarzy uśmieszkiem.

Od Skyler, CD Orion, Stella, Leia

           - Owszem, jest, żebyś tylko wiedziała co on zawiera - prychnął Orion, próbując zebrać w sobie resztki swojego roztrzaskanego na kilkaset maluteńkich kawałków ego.
           - Dla pewności, to przypomnę ci, że ty też nie wiesz, ale i tak chcę go z powrotem - warknęłam, ale w moim głowie można było wyczuć nieskrywane rozbawienie.
           - Błagam cię, bronisz tego durnego dysku, jakbyś trzymała tam najgorsze porno z najgłębszych otchłani internetu.
           - Naprawdę wnerwia cię fakt, że nawet księgi nie możesz otworzyć, co? - Roześmiałam się i wypiłam jeszcze łyk pepsi. - Cóż, Alex pisał, że randkę macie na czternastą, więc życzę powodzenia z szukaniem sposobu na zmycie kropek. - Ja lecę, Stella, postaraj się ich nie zagadać, błagam. - Przewróciłam oczami i skierowałam się ku drzwiom, W sumie miałam plany na dzisiejszy dzień. Trzeba sprawdzić system, poprawić zaporę ogniową, dodać łatki do bransoletek. W sumie, to też akademikowi przydałaby się aktualizacja. Muszę też usunąć algorytm z prysznica Oriona, gdyby ciągle lądował w kropkach, to stałoby się nudne. Hm... A może by tak zmienić ustawienia startowe szklarni?
           Skierowałam się prosto do mojego pokoju, w którym jak na zawołanie pojawiło się drugie łóżko. Cóż, przynajmniej mój współlokator ma w miarę dobry gust, może nie będzie tak źle. Przyłożyłam rękę do obrazu, zatwierdzając pokój, następnie wyobraziłam sobie kolejne biurko i mój kochany laptop, czekający na mnie. Po chwili całkowicie schowałam się w kodzie, który zaczęłam namiętnie pisać.

Od Lei, CD Skyler, Stella, Orion

   Przysłuchiwałam się i przyglądałam wymianie zdań, jakbym oglądała mecz tenisa. Tak samo Leith, który na przemian spoglądał na Stellę i na Skyler. W sumie wszyscy staliśmy jak zaklęci i słuchaliśmy ich rozmowy. Słysząc słowa o psychopacie, zerknęłam na ułamek sekundy na Jamesa, który ani trochę nie przypominał, ani nie był psychopatą. Raczej irytującym altruistą, który bez przerwy potyka się o własne nogi. Otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, ale przeszkodziło mi wejście niespodziewanego gościa. Kiedy zmierzyłam go wzrokiem od stóp do głów, odwróciłam głowę w inną stronę i zasłoniłam usta dłonią. Drżałam od tłumionego śmiechu, a szeroki uśmiech nie chciał zejść z mojej twarzy. Nie słyszałam, żeby ktokolwiek się śmiał, ale z pewnością byli równie rozbawieni, co ja albo mniej lub bardziej. Moje przypuszczenia potwierdziły słowa Skyler, a Arisa dostała odpowiedź na swoje wcześniejsze pytanie. Zerknęłam na bliźniaka, który stał tam ze swoim enigmatycznym uśmieszkiem, jakby to go nie ruszyło, jednak zdradzały go wesołe iskierki w oczach.
   - Zawsze tak jest? - spytałam, wracając do poprzedniego wyrazu twarzy i odwróciłam się w stronę dziewczyn. Jeżeli tak, to będę musiała brać ze sobą aparat, tak na pamiątkę mi zostaną. Jeśli nie, tym bardziej będę musiała go ze sobą brać. Jedno wiedziałam, z pewnością nie będę się tutaj nudziła i spotkam pewnie kilka interesujących person. Hah, czułam się już jak w domu z trójką Illyonów i Selow.
   - I pytanie, czy dysk twardy i księga są warte chodzenia wszędzie z kropkami? - wymamrotał Leith, bardziej do siebie, a ja spojrzałam w kierunku rodzeństwa. James uśmiechał się lekko, Arisa powstrzymywała śmiech, a Gen najwidoczniej obrała tą samą taktykę, co ja przed chwilą. Tak, to zdecydowanie jest zabawne. Przecież niecodziennie do pomieszczenia nagle wpada chłopak w samym ręczniku z żądzą mordu w oczach i kropkami na całym ciele.

Od Skyler, CD James, Stella, Orion

            - Człek - machnęłam dłonią w stronę Stelli. - Mnie kij tam wie. - Wzruszyłam ramionami i ziewnęłam. Zdecydowanie chciało mi się spać, przez tego nadpobudliwego idiotę nie mogłam się wyspać i byłam do tej pory cholernie zmęczona. Przeciągnęłam się i zgarnęłam jeszcze jedną puszkę pepsi z lodówki.
            - Możemy ruszać na zwiedzanie. - Stella posłała wszystkim promienny uśmiech, ostatnimi resztkami silnej woli utrzymałam odruchy wymiotne. Przewróciłam oczami, nigdy nie rozumiałam idei bycia tak wielkim optymistą, jakim była moja siostra. Raz, że nienaturalność od tego biła, dwa, że każda rasa miała wpisany w kod genetyczny odrobinę wredności. Błagam, bez tego byłoby nudno. 
            - Nie zagadaj ich na śmierć - rzekłam do siostry i przysunęłam do siebie rozpiskę. - Hej, ktoś mi się już do trzynastki wpakował? - jęknęłam, uderzając głową w blat. - Błagam, powiedź, że to tym razem nie ta blond masochistka, przysięgam tym razem ją zabiję, powinna dostać sądowy zakaz zbliżania się do mnie. 
            Z nieznanego dla mnie powodu sama Stella wybuchła niekontrolowanym śmiechem. Dobra, czyli powiedziałam coś nie teges? Wypiłam łyk napoju, kręcąc głową nad wszechobecnym wybuchem radości.
            - Dla pewności, z tego, co wiem to faktycznie dostała. I nie, Niebo zajął chłopak. - Słysząc melodyjny głos Light zakrztusiłam się pepsi. To jakiś żart, tak?
            - Przypomnij mi, to nie jest damska szkoła? - spytałam po ataku kaszlu. 
            - Od tego roku już nie, coś ty robiła przez ostatnie dwa miesiące? - spytała z rozbawieniem.
            - Hej, ja próbowałam przeżyć, gdy ty wygrzewałaś się na Karaibach. W tym roku, to ty zapierniczasz na koniec świata, bo kochanej Livernell się zachciało świat zwiedzać po ludzku, jakby nie mogła robić to samemu. Do tej pory mam uraz do tych upierdliwych piranii. - Przeszedł mnie dreszcz, nigdy więcej nie dam się wrobić w urocze wakacje z tą wariatką. 
            - A co robiłaś wczoraj, jak Sarah wszystko wyjaśniała? - Jak ona może nadal się ze mnie śmiać? Błagam, moje życie jest przekichane. Nawet najgroźniejsze groźby nie sprawią, że z metrem pięćdziesiąt będą wyglądać przekonująco. Plan na dziś - znaleźć sposób na szybki wzrost. Plan na jutro - poćwiczyć groźne miny przed lustrem.
            - Naprawdę ją słuchasz? Dla mnie brzmi to jak ,,Bla, bla, bla", przy którym zasypiam, wiesz? - Westchnęłam i wypiłam jeszcze łyk z puszki. - Nieważne. - Przeczesałam palcami włosy. - Póki będzie mieścił się w przeciętnej metryce zwyczajności i nie będzie psychopatą jest okey. 
            - Shadow! - Wydarł się Orion, wpadając do pokoju. - Jesteś już martwa! - warknął. Może bym się tym przejęła, gdyby nie fakt, że miał na całym ciele bawarskie kropki, ściekała z niego woda, jego włosy były w jeszcze większym nieładzie niż zwykle i od razu można było zauważyć, że musiał brać właśnie prysznic. Nie miał na sobie nic oprócz białego ręcznika, który obwiązał wokół pasa, zakrywając strategiczne części swojego ciała, przytrzymując go jedną ręką. Uniosłam puszkę, jak do kieliszkowego toastu.
            - Przepis na zejście kropek dostaniesz jak tylko ja dostanę z powrotem swój dysk twardy i księgę. Bez tego nawet nie wracaj, tak poza tym, to powodzenia na randce - wysyczałam, nawet nie próbując powstrzymywać rozbawienia.
            - Jesteście gorsi niż dzieci - prychnęła Stella, ale zauważyłam, że za szklanką soku z porzeczki ukrywa szeroki uśmiech.  

Od Jamesa, CD Stella, Skyler

   Nerwowy uśmiech pojawił się na mojej twarzy, kiedy blondynka powiedziała, że będę miał współlokatorkę. Miałem nadzieję, że sobie poradzę i się jakoś z nią dogadam. Chociaż, znając życie się pewnie się zbłaźnię, ale nie nastawiajmy się na same czarne scenariusze. Lekko podskoczyłem, kiedy Genevive klasnęła w dłonie z radości, a ja próbowałem sobie przypomnieć pytanie, które przed chwilą padło. Kiedy już mniej więcej się ogarnąłem i przypomniałem sobie o co chodzi, spojrzałem w stronę Skyler, która z niewiarygodną szybkością wystukiwała coś na klawiaturze. Zaskoczony złapałem plakietkę lecącą w moją stronę. Przysłuchiwałem się temu, co dziewczyna mówiła, przy okazji zakładając rzeczony przedmiot na szyję.
   - Sybillie - odpowiedziałem na pytanie Sky, a Gen natychmiast zaprzeczyła gwałtownym ruchem głowy.
   - Ja człek - powiedziała, szczerząc się, a ja spojrzałem na nią przelotnie. Leith i Leia wymienili rozbawione i tajemnicze spojrzenia, jakby wiedzieli o czymś, o czym kompletnie nie powinni, a Sugar kaszlnęła, maskując śmiech. Cóż, jest wyjaśnienie, czemu nie chciała pokazać swojego formularza.
   - Z grzeczności nie zaprzeczymy. - Uśmiechnąłem się i wróciłem spojrzeniem do dwóch poznanych dzisiaj osóbek. - A wy to? - spytałem, choć w głębi duszy spodziewałem się, któregoś z wymienionych przez dziewczynę. Wolałem dowiedzieć się od nich niżeli, tak jak Arisa korzystać z evencornu.

Od Stelii, CD James, Arisa, Skyler

          Drgnęłam, gdy chłopak powiedział swój numer. Łej! Skyler będzie musiała przeboleć w tym roku współlokatora. Zwykle starsze uczennice na wstępie informowały okoliczne nowicjuszki, żeby uciekały czym prędzej od trzynastki. Po pierwsze - pokój miał swoje tajemnice, perypetie. Po drugie - zdecydowanie za często wydarzały się tam dziwne rzeczy. Po trzecie - stanowił osobiste sanktuarium mojej młodszej siostry, niczym Mickiewiczowa świątynia dumania, nieskalana cudzym jestestwem. Cóż, mam nadzieję, że się dogadają.
          - Będziesz miał jeszcze dziewczynę w pokoju - poinformowałam chłopaka, w myślach życząc mu szczęścia. Będzie tego potrzebował, skoro chcąc-niechcąc wylądował z Shadow. Po wejściu bliźniaków zapisałam wszystkie informacje na rozpisce. Hm... W sumie, można władować im do pokoju Oriona, nie? Choć z drugiej strony, wątpię, żebym zdołała go wyrwać ze strychu, który sobie upodobał.
          - Może chcecie pozwiedzać? Od razu przedstawię was wszystkim, tylko na razie musimy załatwić wam jakieś identyfikatory czy coś, żebyście się nie zgubili, ani duchy was nie nachodziły. Sky, mogłabyś? - Rzuciłam, zdawałoby się w niebyt kosmiczny, ale moja siostra raczyła westchnąć, zeskoczyć z parapetu i podejść do nas. Z jej rąk zniknął wcześniejszy manuskrypt, który aktualnie wylądował równiutko ułożony na półce. Czasem się zastanawiałam jakim cudem może to robić, nie używając magii. Podejrzewałam, że albo ja jestem ślepa, albo ona za szybka.
          Złapała Arisę za rękę, przesunęła dłonią nad jej nadgarstkiem i puściła ją. Zaraz potem skierowała się w stronę szafek, wyjęła ukrytego w jednej z nich laptopa, następnie rozsiadła się na stołku przy blacie, zaczynając pisać jakiś kod. Jej palce śmigały po klawiaturze, nie odrywając wzroku od ekranu. Dla mnie był to jedynie niezrozumiały ciąg liter, nic nieznaczące liczby i stek bzdur. Nigdy nie zrozumiałam, co ona widzi w tych swoich komputerach, ale i tak efekty zwykle zaskakiwały mnie na tyle, żeby nic nie mówić.
          Po minucie wyciągnęła spod blatu kilkanaście kolorowych plakietek na smyczach.
          - Wprowadziłam ich do systemu, ale licencja wygaśnie za parę godzin, także pamiętaj, żeby dostali dobre bransoletki. - Rzuciła im odpowiednie plakietki, na których pojawiły się ich zdjęcia oraz imię. - Działają jak bransoletki, ale nie posiadają możliwości teleportacji. - Wyjaśniła i zeskoczyła, wypijając łyk napoju z puszki. - Wszyscy jesteście rodzeństwem? - spytała ich z obojętnością, machając ręką w stronę zbiorowiska i wypijając kolejny łyk. Następnie oparła się  o blat. - Empy? Sybilie? Ludzie? Zmiennokształtni? - Zasypała ich serią propozycji.

Od Jamesa, CD Stella, Skyler

   Zapamiętać na przyszłość, każda droga jest niebezpieczna niezależnie od jej budowy, nawet te równe, bez dziur i innych pułapek. Właśnie taka myśl przemknęła mi przez głowę, kiedy się potknąłem o własne nogi i wylądowałem na podłodze. Cud, że wcześniej się nie wywróciłem, ale najwidoczniej moja niezdarność znalazła sobie taki czas. Na moje szczęście (Aż dziw, że jakieś jeszcze mam.) Gen, Stella i bliźniaki byli zajęci, a Arisa mnie zignorowała, znikając za którymiś drzwiami ze swoimi rzeczami. Wzdychając cicho pod nosem, wstałem na równe nogi i otrzepałem się z niewidzialnego kurzu. Zostawiłem walizkę Genevive na podłodze i sam poszedłem na poszukiwania. Chociaż, słowo "poszukiwania" to raczej za dużo powiedziane. Polegały one tylko na otworzeniu drzwi, przed którymi dosłownie padłem chwilę temu, i tyle.
   Mimowolnie spojrzałem na drzwi i tak jak mówiła blondynka, był tam obraz z chmurami na błękitnym tle. Niebo. Uniosłem kąciki ust w górę i przyłożyłem dłoń do niego. Zaraz na dole wyświetliła się trzynastka. Rozejrzałem się po pomieszczeniu i przy okazji zacząłem się rozpakowywać.
   Czarne ściany wyglądały, jakby ktoś ochlapał je różnokolorowymi farbami, sosnowe meble, porozwieszane lampki na górze ścian. Mimo, że miałem przeczucie, że uda mi się polubić to miejsce, wykiełkowało we mnie ziarenko zdenerwowania. Pewnie niepotrzebnie, bo często się denerwowałem, a potem pakowałem się zawsze w kłopoty.
   Jeden z regałów wypełniłem książkami, które zajmowały połowę jednej z walizek, wypakowałem także rzeczy do malowania i rysowania, a potem resztę. Puste walizki odłożyłem tak, żeby nie przeszkadzały nikomu. Wziąłem jeszcze długopis i notatnik, który schowałem za bluzą, nigdzie się bez niego nie ruszałem. Tak z przyzwyczajenia.
   Wyszedłem z pokoju i skierowałem się do czarnych drzwi, za którymi była Stella. Najwidoczniej przybyłem przed resztą rodzeństwa, a myślałem, że chociaż Vene przyjdzie pierwsza. Ogarnęła mnie niepewność i nerwowość, nie najlepiej radziłem sobie z nowopoznanymi.
   - Hej - odezwałem się cicho i odsunąłem się w bok, żeby nie blokować wejścia. Gdy uniosła głowę, zobaczyłem niebieskie tęczówki, a kiedy się uśmiechnęła, nieśmiało odwzajemniłem go. Nieco zdezorientowałem się, gdy zalała mnie pytaniami i próbowałem nadążyć.  Nie potrzeba było evencoru, żeby czytać ze mnie jak z otwartej księgi.
   - Na obrazie było namalowane niebo, więc zapewne nieba, numer trzynaście. Co do współlokatorów to nie mam nic przeciwko i obojętnie jakiej płci, ale wolałbym, żeby ilość osób nie była zbyt przytłaczająca. - Podrapałem się po policzku, odpowiadając na jej pytania. Skinąłem głową, kiedy wypowiedziała moje imię. Powoli zaczynałem się do niej przyzwyczajać podczas rozmowy, a do pomieszczenia weszła Gen, która także została zarzucona pytaniami. Odpowiedziała na pytania i także odpowiedziała na nie, ale zdecydowanie lepiej poradziła sobie ode mnie. Potem byli bliźniacy, którzy spojrzeli na siebie.
   - Pokój Światła, numer...
   - ... Osiemnasty. Jeśli chodzi o współlokatorów to...
   - ... Nie mamy nic przeciwko, płeć dowolna, liczba obojętna. - Kończyli za siebie zdania, co było bardzo w ich stylu.
   - Jeśli będziesz spędzać w ich towarzystwie dużo czasu, to się przyzwyczaisz - powiedziałem odrobinę rozbawiony.
   Na samym końcu przyszła Arisa i także odpowiedziała na pytania, ale przerwało jej wejście następnej nieznajomej nam osoby. Cóż, to raczej normalne w nowej szkole. Uśmiechnąłem się niepewnie do Sky, gdy blondynka wszystkich przedstawiła, ale ta była zajęta skrobaniem w książce. Skrzywiłem się nieznacznie, widząc i słysząc jak jedna z kartek została przebita.
   - Zabić kogo? - spytała zainteresowana Arisa. Miałem ochotę ukryć twarz w dłoniach i się załamać. Rudowłosa objawiała zainteresowanie, tylko wtedy kiedy obierała sobie następne cele. A teraz zdecydowanie chciała nawiązać kontakt wzrokowy z brunetką, by uzyskać informację. - Auć! - syknęła, gdyż Gen z pełną premedytacją nadepnęła jej na stope.
   - Wybacz, ale kiedy tak robisz, zaczynam się irytować. - Uśmiechnęła się niewinnie brązowowłosa i odwróciła się od niej. - Mam nadzieję, że wylądujesz z samymi chłopakami w pokoju, będzie mniej łez i awantur - wymamrotała niewyraźnie pod nosem. Sugar prychnęła pod nosem, a ja westchnąłem zrezygnowany.
   - Może poznamy innych, czy będziemy cały czas tu siedzieć? - spytałem wszystkich, tym samym odwracając uwagę od Ari. Widziałem, że Leia i Leith mieli ochotę zapytać, co zrobiłem ze starym Jamesem, ale siedzieli cicho, jakby chcąc zobaczyć, co będzie dalej.

sobota, 13 czerwca 2015

Od Stelli, CD Gen, James, Arisa

     Posłałam bliźniakom przyjacielski uśmiech i odprowadziłam wzrokiem Gen. Coś czuję, że właśnie znalazłam zacne grono przyjaciół. Pokręciłam głową na zadane pytanie.
     - Nie martwcie się. Maksymalna liczba osób w danym pokoju wynosi pięć, mogą być koedukacyjne, po prostu musicie dotknąć oboje obrazu w tym samym momencie - wyjaśniłam i odesłałam ich do pokoi. Sama skierowałam się w stronę wspólnego salonu, od razu idąc prosto lodówki. Było piekielnie gorąco, nawet mimo zaklęć chłodzących i grubych, zimnych ścian upał dawał się we znaki. Cichaczem marzyłam, żeby ceremonia rozpoczęcia przebiegła sprawnie, a przede wszystkim szybko. Im szybciej się skończy, tym szybciej wyląduje w cudownie chłodnej wodzie, w pobliskim jeziorze...
          Wyjęłam kostki z lodem, butelkę wody mineralnej, coli i tymbarka jabłko-mięta, rzucając machnięciem dłoni zaklęcie utrzymujące niską temperaturę. Większość czarodziei potrzebuje różdżki, żeby odpowiednia ukierunkować przepływ magii albo ustalonych ruchów. Natomiast wszystko leży w granicach, dokładniej moc zależy od miejsca, w którym postawi się jej ultimatum, wtedy ląduje się w ślepym punkcie. Zasada Mysterium dwudziesta pierwsza - Nie bój się badać granic. Sam Instytut posiadał nieoficjalny spis zasad, jakimi powinni kierować się jego uczniowie. W czasie roku nauki do głowy wchodziły zwykle te najważniejsze, odnoszące się do właściciela pamięci. W sumie, to nie wiem, kto je wymyślił. Pierwszą chyba zapoczątkowała moja mama - Nie bój się strachu, obecnie znajdowała się na miejscu ósmym. Potem zasady dodawały się wręcz same z biegiem lat. Kiedyś się nawet śmiałyśmy z dziewczynami, że gdzieś na terenie posiadłości ukryty jest spis wszystkich zasad, ale nikt do tej pory go nie znalazł. Nalałam sobie coli z lodem, dodając łyżkę elfiego wina dla lepszego smaku. 
          - Hej - cichy, wręcz nieśmiały głos wyrwał mnie z zamyślenia. Uniosłam głowę, zrównując wzrok z niesamowitymi, bursztynowymi tęczówkami.
          - Witaj. - Poszerzyłam uśmiech. - Który pokój wybrałeś i jaka jest jego nazwa? Wolisz jedynkę czy chciałbyś mieć współlokatora? Jeżeli to drugie, to ile osób i jakiej płci? - Zarzuciłam go gradem pytań i wskazałam na prawie pustą listę, leżącą na blacie. - Muszę rozpiskę zanieść wieczorem mamie, a w ten sposób od razu będę mogła zaklepać w systemie, że ewentualnie nie chcesz lokatora i wyłączyć twój pokój z możliwych rejestracji. James, prawda? - Miałam niby dobrą pamięć, ale wolałam się upewnić, że nie pomyliłam go z połówką bliźniaczej pary. Ten drugi się chyba Leth nazywał? Leith? Coś takiego, mniej więcej...
            Zaczęliśmy rozmowę, a po chwili pomieszczenie zaczęło zapełniać się moimi ,,kuzynami", w sumie, to można nazwać nas kuzynami, mam rację? Wszystkim zadałam te same pytania co chłopakowi, gdy do pokoju wpadła jak burza Shadow, uderzając boleśnie barkiem o ramę drzwi, jednocześnie zahaczając bluzą o klamkę. No, cóż, teraz już wiem, dlaczego prawie wszystkie jej ubrania mają wiecznie dziury, mimo usilnych prób łatania. 
            - Zamorduję go - wymamrotała pod nosem, przeczesała palcami włosy i rozejrzała się wokoło, zauważają zgromadzenie. Kiwnęła głową, niezbyt przyjaźnie, raczej jakby z wymuszoną uprzejmością (podejrzewałam, że zrugała ją Sarah za zeszłoroczną kłótnię z pierwszoklasistką i wolała zacząć nieco spokojniej ten rok szkolny). Podeszła do lodówki, schyliła się, zgarnęła pepsi w puszce z lodów i raźnym krokiem skierowała się na szeroki parapet, na którym się usadowiła. Obok okna znajdowała się dość spora biblioteczka, wypełniona najdziwniejszymi pozycjami. Wybrała pierwszą lepszą książkę, otworzyła na pierwszej stronie i wyjęła z kieszeni ołówek. Po chwili słychać było jedynie nasze oddechy oraz skrobanie grafitu po starym papierze. Pokręciłam z niedowierzaniem głową i przeniosłam spojrzenie na ,,wesołą gromadkę".
            - Poznajcie Sky, Sky poznaj James`a, Gen, Arisę, Leith`a i Leia - tak jak przy przedstawianiu Viveki, przy danym imieniu wskazywałam na jego właściciela, następnie zwróciłam się do nowych, ale już swoich. - Nie zrażajcie się, normalnie jest nieco bardziej przystępna. - Udałam, że nie słyszę charakterystycznego dźwięku przebicia drogocennej kartki ostrym narzędziem. Biedny biały kruk, trafił w ręce, które są dziś żądne mordu. Swoją droga, ciekawe co ją dziś ugryzło.

Od Gen, CD Stella

   Nasza towarzyszka chyba się odrobinę zamyśliła, jednak po chwili wróciła na ziemię i zwróciła się do mamy. Kobieta uśmiechnęła się szeroko i skinęła głową na słowa blondynki. 
   - Bawcie się dobrze. - Pomachała w naszą stronę na odchodne i poszła w tylko sobie znanym kierunku. Aż świerzbiło mnie, by użyć mocy, jednak powstrzymałam się. Kiedyś za tą ciekawość będę smażyć się w najgłębszych czeluściach piekła. Cóż, takie życie.
   Pomaszerowaliśmy za dziewczyną w towarzystwie latających walizek, a jako że nie lubiłam być w tyle, to prawie szłam obok niej. Za mną, w tradycyjnej kolejności, bliźniaki, które z fascynacją rozglądały się, jednak Leia nieco bardziej dyskretnie niż jej brat. Po nich szła Arisa, która chyba chciała wypalić w moich plecach dziurę z jakiegoś powodu albo po prostu śniła na jawie. Zaś na samym końcu wlókł się James z delikatnym uśmieszkiem na twarzy. Jedno wiedziałam na pewno, wszyscy bardziej lub mniej uważnie słuchaliśmy Stelli, no chyba może Arisa będzie wyjątkiem, ale znając ją jakoś sobie poradzi.
   - Czyli możemy odpuścić sobie rysowanie mapy dla Jamesa - wymamrotał pod nosem Leith, a James słysząc to, przewrócił oczyma, jednak jego uśmiech nieco się poszerzył. Ja na jego miejscu pewnie z lekka bym się oburzyła, ale to Cotton, on zawsze taki jest. No i nie umie za bardzo się złościć, co często perfidnie wykorzystujemy.
   Kilka chwil później dotarliśmy do jednego z budynków, który okazał się być akademikiem. Tym razem nie umiałam powstrzymać ciekawości i się rozejrzałam. Kiedy blondynka skończyła mówić, Leia i Leith wymienili niepewne spojrzenia.
   - Czyli my... - zaczęła bliźniaczka.
   - Musimy się rozdzielić? - dokończył chłopak i obydwoje spojrzeli na Stellę z uroczo niepewnymi i identycznymi minami. Zaśmiałam się cicho pod nosem, ale bliźniacy nie otrzymali odpowiedzi na swoje pytanie, gdyż podeszła do nas dziewczyna z pytaniem, czy jesteśmy nowi. Blondynka odpowiedziała za nas i przy okazji sobie przedstawiła. Po krótkim przywitaniu Viveka poszła w swoją stronę, a nierozłączki popatrzyły znów na Stellę.
   - Mała separacja od siebie, by wam nie zaszkodziła - powiedziałam żartobliwym tonem, ale Leia machnęła lekceważąco dłonią w moją stronę. Wzruszyłam ramionami i przechwyciłam swoją walizkę, po czym poszłam wybierać pokój tak jak James i Arisa. Podrapałam się po głowię i spojrzałam na wszystkie drzwi, prawie wszystkie dębowe, oprócz tych czarnych. Westchnęłam i pchnęłam pierwsze lepsze bez numeru.
   Spojrzałam na obraz, który znajdował się na drzwiach, a na nim widniał obrazek drzewa. Przyłożyłam dłoń, tak jak powiedziała, zaś wnętrze powoli zaczynało się zmieniać, a na dole obrazu pojawiła się dziewiątka. Uniosłam lekko kąciki ust w uśmiechu i zerknęłam na wystrój.
   Na błękitnych ścianach namalowane były białe klucze, kątem oka dostrzegłam także kilka map i książek. Meble z jasnego drewna, wielkie okno, z którego pewnie będę częściej korzystać niż z drzwi. W kącie widziałam jeszcze sztalugę, czyli jakaś część mnie jeszcze chcę malować, choć maluję niczym czterolatka. Chociaż nie, poprawka. Czteroletnie dziecko malowało lepiej ode mnie.
   Wypakowałam swoje rzeczy, choć nieco powolnie. Regały wypełniły książki i część moich rzeczy, ścianę dodatkowo ozdobiły zdjęcia, na biurku wylądował mój blok i kilka ołówków, do kreślenia map. Walizkę wsadziłam pod łóżko i zgarnęłam włosy z warkoczykiem za ucho.
   Kiedy upewniłam się, że wszystko jest tak jak jest, wyszłam z pomieszczenia i ruszyłam w kierunku czarnych drzwi. Za nimi zastałam Stellę i Jamesa, którzy rozmawiali. Uśmiechnęłam się w ich stronę, a po chwili przyszli bliźniacy, a najpóźniej Arisa.

Od Stelli, CD Gen

      Z uśmiechem obserwowałam przybyszów. O ile ciotkę Emm znałam - pomijając fakt, że była moją chrzestną - to wielokrotnie była zapraszana przez mamę, co prawda zawsze przyjeżdżała samotnie, upewniając się, że nikt jej nie śledził. Kiedy byłam młodsza uważałam, że to paranoja. Eden był naprawdę dobrze strzeżony, malował mi się jako twierdza nie do zdobycia. Zaklęcia i tarcze ochronne rozciągały się wokół granic Arcadii, nie pozwalając przeniknąć nikomu z zewnątrz. Na straży stała Królowa Motyli, raczej nie chcę wiedzieć, jakim cudem mojej matce udało się ją ściągnąć, ale i tak zapewniała praktycznie nieprzeniknione poczucie bezpieczeństwa. Instytut leżał na terenie rezerwatu, ale został otoczony solidnym murem stworzonym z sieci psychokinetycznej, nad którą pieczę sprawowała właścicielka szkoły. Dzięki temu mogła bez problemu kontrolować ruch, a jej zdolności pozwalały na sprawdzenie intencji przybywających. Całość dopełniały duchy, który podążały ścieżkami, chodnikami, drogami, patrolując teren. Większość z nich dzięki temu miała odkupić swoje grzechy i ,,przejść poziom wyżej", jak mawia Orion. Zawsze uważałam, że nie ma lepszego, a przede wszystkim bezpieczniejszego miejsca na ziemi.
      A potem ktoś zamordował kilka duchów. W sumie do tej pory nie wiem, co się dokładnie zdarzyło. Po prostu, w którymś momencie staliśmy na polanie, a po chwili mama stała przed nami i warczała coś w obcym języku. Cokolwiek chciało nas zaatakować zniknęło. W wiadomościach podawali, że wiele szkół zostało jednego dnia zaatakowanych, ale żadnych sensownych informacji niestety nie było. 
      Wróciłam myślami do rzeczywistości i kiwnęłam głową w stronę cioci. 
      - Nie ma problemu, mama prosiła żeby ci przekazać, że czeka u siebie w pracowni. - Od rana warzyła jakiś skomplikowany eliksir, potrzebny do czegoś na wczoraj i zdecydowała się póki co nie odstawiać chochelki, licząc na organizacyjny zapał Sahar, która paliła się do roboty. James wywinął się, twierdząc, że pomoże mamie i prawdopodobnie również znajdował się w pracowni. W kuchni rządziło stado skrzatów, które wraz z kilkoma uczennicami, które zostają u nas również na wakacje urządziło ogólne pichcenie na uroczysty obiad, Sky pewnie znowu zasiedziała się w pokoju, a reszta gromady zapewne nadal nie wstała. Pstryknęłam palcami i wszystkie walizki uniosły się w górę, gotowe podążać za swoimi właścicielami. Jeden z nich musiał znać czary, bo podniósł kilka, ale nie chciałam, żeby reszta dźwigała swoje. 
      - Miło was poznać - zwróciłam się z uśmiechem do nowych znajomych, których w myślach swobodnie ochrzciłam już mianem kuzynostwa. - Pierwszą rzeczą, którą musicie zrobić po wejściu do pokoi jest przyłożenie dłoni do obrazu, który został przybity na drzwiach wewnątrz pomieszczenia. Resztę zrobi magia, zeskanuje wasz odcisk palca, sprawdzi kartę medyczną i przystosowuje pokój do waszych oczekiwań oraz pragnień. Można to zrobić raz w roku, dlatego wybierajcie mądrze. Dopiero po tym na drzwiach pojawi się numer, który będzie wyświetlał się również na dole obrazu. Wszelkie komunikaty, ogłoszenia, plany lekcji czy coś takiego również będą ukazywały się na obrazie. Rzecz, która na nim widnieje nawiązuje do nazwy waszego pokoju. - Poprowadziłam ich w stronę akademika ścieżką z szarych kamieni, prosto przez kwiatowo-ziołowy ogród. 
      - Teren jest wielki i na początku można się gubić, ale wystarczy sprawdzić na Xnecie mapkę - odwróciłam się, idąc tyłem uniosłam lewą rękę, pokazując pozornie zwykłą bransoletkę. - Potem je dostaniecie, przydział będzie wieczorem na ognisku. Są trochę jak różdżki, to one wybierają właściciela, nie właściciel ich. Są zaklęte, więc mogą dowolnie zmieniać kształt w zależności od waszych myśli. Poza tym służą jako przenośne teleportery. W przypadku zagrożenia wystarczy dotknąć ich i pomyśleć gdzie chcecie się znaleźć. Na większość pomieszczeń nałożono tarczę przeciw niezarejestrowanej teleportacji, ale zamiast się odbić, zostaniecie przeniesieni na dziedziniec, bądź do swojego pokoju. I głównie robią za przenośne tablice informacyjne - potarłam swoje zbiorowisko rzemyków, żeby wyświetlić listę pokoi z zeszłego roku. Chwilę potem ją zamknęłam, gdy dotarliśmy do akademika. Z zewnątrz przypominał ogromną, podłużną szklarnię, ale szklane ściany nie pozwalały zobaczyć co jest wewnątrz, odbijając świat zewnętrzny jak lustra.  Weszliśmy do środka i stanęliśmy w długim, kamiennym korytarzu, z którego rozchodziło się mnóstwo dębowych drzwi.
      - Powodzenia z wyborem pokoju. Jak się już zadomowicie będę tam - machnęłam dłonią w stronę pierwszych drzwi, które jako jedyne wyróżniały się od reszty - były czarne. - Znajdziecie tam coś w rodzaju pokoju wspólnego. Barek, kuchenka normalna i mikrofalowa, lodówka, kanapa, telewizor, mini biblioteka. - Wyliczyłam i uśmiechnęłam się, widząc ich wyrazy twarzy. - Nie będzie tak źle. Po tygodniu już będziecie się czuć jak w domu. 
      - Witajcie, jesteście nowi? - Odwróciłam się w stronę jednego z pokoju, z którego właśnie wyszła moja siostra. Rudowłosa podeszła do nas krokiem lekkim jak piórko, wyglądała jakby unosiła się nieco nad ziemią, delikatna, biała sukienka na ramiączkach falowała w rytm jej kroków. Tym razem rude kołtuny zostały zaczesane w wysokiego koka. Szaro-niebieskie oczy błyszczały figlarnie, a na twarzy błąkał się przyjazny, pozornie nieco nieśmiały uśmiech.
      - James, Arisa, Gen, Leith, Leia poznajcie Vivekę. Vi, poznaj dzieci cioci Emm - poszerzyłam uśmiech, przy wymienianiu konkretnego imienia wskazując na jego właściciela.
      - Miło mi was poznać - wyciągnęła rękę i przywitała się z każdym, ale w odwrotnej kolejności niż przedstawiałam, zatrzymując się nieco dłużej przy najstarszym z gromadki. - Mam nadzieję, że będziecie zadowoleni z pobytu w Instytucie - dodała. - Wybaczcie, ale się śpieszę. Mam nadzieję, że potem poznamy się bliżej. - Zniknęła tak szybko, jak się pojawiła. Cóż, ona zwykle gdzieś się ciągle śpieszy.