Na wzmiance o ciemności skrzywiłam się nieco, ale też uniosłam kąciki ust w górę, przez co wyszedł pół grymas. Nie bałam się, nawet lubiłam świat pod kurtyną mroku, jednak oczywiście były osoby, które nie powinny były się w nią pchać na siłę. Byłam na jakieś dziewięćdziesiąt procent pewna, że szczególna osoba miała szansę po tym wszystkim wylądować w bandażach. Jednakże! Może się bogowie ulitują nad biedakiem i w końcu będzie patrzyła pod nogi. Szanse marne, lecz nadzieje zawsze można było mieć.
- Miejmy nadzieję, że wszyscy wyjdą z tego cało - wymamrotałam, a chwilę potem do mojego nosa dotarł zapach herbaty. Spojrzałam w bok i ujrzałam swoją matkę, szczerzącą się do mnie, a w obydwu dłoniach trzymała kubki z wcześniej wspominanym napojem.
- Herbaty? - spytała wesołym tonem mnie i Aarona, wyciągając w naszą stronę ręce. Z przyjemnością wzięłam od niej przedmiot, mamrocząc ciche podziękowanie i upiłam łyka ciepłego naparu. Przyjemne ciepło rozlało się po moim ciele, zaś cichy pomruk wydostał się z moich ust. Pod względem herbaty niewiele różniłam się od reszty rodzeństwa, ale może to i lepiej.
- Aaron, poznaj moją mamę. Mamo to Aaron. - Prędko ich sobie przedstawiłam, żeby nie zarobić spojrzenia od rodzicielki i liczyłam w duchu, że zamiast dręczenia mnie, wybierze sobie dręczenie chłopaka. Nie, żebym mu źle życzyła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz