czwartek, 6 sierpnia 2015

Od Arisy, CD Aaron

I ty, Aaronie, przeciwko mnie?! Nabrałam ochoty trzepnąć chłopaka za jego rozbawienie, ale postanowiłam się jeszcze pohamować, jednak nie umiałam powstrzymać krótkiego przewrócenia oczami, a połowę twarzy ukryłam za kubkiem. Czym zaskrobił sobie moją uwagę i sympatię? Zwaliłam to na brak zajęcia, moje przywiązanie do tej przeklętej kulki, obecność matki i to, że wydawał się całkiem obiecującym znajomym. 
- To może powinnam była wcześniej uciec, a ciebie zostawić na pastwę gradu pytań matki? - Zanim pomyślałam i zdążyłam ugryźć się w język, z moich ust padły rzeczone słowa. Brunetka parsknęła cichym śmiechem, a jej spojrzenie przeskakiwało pomiędzy mną, a przeraźliwie wysokim wielkoludem. Matka doskonale wiedziała o mojej orientacji seksualnej oraz o tym, że na pewno nie żywiłam do niedawno poznanego takiej sympatii, ani tego typu uczuć oraz zainteresowania, więc bawienie się w swatkę mogła sobie odpuścić. Wypuściłam powietrze przez usta i przymknęłam oczy, a kiedy je otworzyłam, z radością zauważyłam, że mi i ciemnowłosemu skończyła się herbata.
- Idę przynieś więcej herbaty. - I chcąc jak najszybciej się wyrwać, chciałam popędzić tak daleko, jak będę mogła na tych szpilkach, oczywiście nie było mi to dane. Natychmiast zostałam powstrzymana przez rodzicielkę, która trzymała w dłoniach dzbanek naparu. Jakim cu... Ech, nie będę pytać, ale jedno jej musiałam przyznać. Przygotowała się.
- Mam nadzieję, że z nią wytrzymasz. Arisa uwielbia pakować innych w kłopoty. - Nalała mi i jemu herbaty, przy okazji nie przestając mówić.
- Bez przesady - wymamrotałam, czerpiąc ciepło z przedmiotu.
- Sone, Camelot, biblioteka, idiotyczne wyzwanie. - Cztery słowa, a tak dużo mówią!
- Nie było tak źle - powiedziałam, przeciągając samogłoski i odwróciłam wzrok.
- Połowa skrzydła była zniszczona...
- Mamo, ostatni głupi wypadek. - Nie ma to jak subtelna zmiana tematu! Matka machnęła lekceważąco dłonią, ale z jej wzroku wyczytałam, że dała za wygraną.
- Więc po prostu nie zawsze wierz niewinnej mince i uśmiechowi Ari - dodała, a ja zastanawiałam się, kiedy coś jeszcze palnie lub zapyta.

Od Aarona, CD Arisa

Skinął nieznacznie głową, zaciągając się przy okazji po raz kolejny zapachem herbaty unoszącym się wraz z obłoczkiem pary znad kubka. Niegdyś, gdy spędzał wiele wieczorów wśród zwojów oraz manuskryptów, często przyrządzał sobie ziołowy napar, aby urozmaicić sobie lekturę. Eksperymentował z rożnymi dobrodziejstwami przyrody takimi jak przyprawy czy zioła. Nie dziw więc, iż rozpoznał w rozgrzewającym wpływie napoju zasługę jakże dobrze mu znanego korzenia noszącego nazwę imbir. Po raz drugi ukrył uśmiech ukazujący się nieznacznie w uniesionych kącikach ust za malowaną porcelaną. Lecz tym razem nie zdołał rady w pełni go zasłonić, albowiem rozbroiło go całkowicie pytanie zadane przez matkę Arisy.
- Gdybym jeszcze wiedział, to z chęcią odpowiedziałbym pani na to pytanie. Jednakże sam pojęcia bladego nie mam w jaki sposób zaskarbiłem sobie jej uwagę. – zerknął na krztuszącą się dziewczynę niemalże z rozbawieniem. A jednak dobrą decyzją było podjęcie pogawędki z kobietą. Dzięki temu miał nieco rozrywki z obserwowania reakcji dziewczyny. Nieomal roześmiał się, słysząc następne słowa. Nie chciał wnikać w rzekomy „wypadek” jaki miał miejsce. Nie sądził bowiem, iż ma zdarzyć się ponownie, a tym bardziej z udziałem jego osoby w roli głównej.
- Ależ skądże moja droga. Dlaczego miałbym się bać, skoro potraktowano mnie tak uprzejmie? – pociągnął kolejny łyk, zauważając iż kubek niemalże opustoszał w magiczny sposób. No tak, prawie by zapomniał, iż w dwumetrowym ciele pokarm znika szybciej niż w małej drobince. Z lekkim zawodem westchnął, dopijając resztkę.

środa, 5 sierpnia 2015

Od Arisy, CD Aaron

Zmrużyłam oczy, kiedy Aaron zaczął rozmowę z moją matką. Czyli będzie na jakąś krótką chwilę zajęta. Teraz miałam zaledwie kilkanaście sekund na przemyślenie czy zostawić chłopaka w szponach matki, czy zostać tu i modlić się, żeby wszystko przebiegło bez żadnych typowo Emmalicowskich pytań? Ech, nie godziło się kompana zostawiać na pożarcie, więc dalej tam tkwiłam, miętosząc w wolnej dłoni materiał sukienki.
- Dziękuję. Tak, dodałam do niej imbiru. Zazwyczaj uspokaja Arisę, gdy jest podenerwowana. - Matka spojrzała na mnie znacząco, po czym odgarnęła mi z twarzy zbłąkany kosmyk włosów za ucho. Lekkie rumieńce pojawiły się na mojej twarzy. Na świętą Minore! Do następnej szkoły jadę z ojcem, wolałam jego żarciki niżeli drażnienie się ze mną matki. Ech, chyba nigdy nie nauczę się maskować zdenerwowania w pobliżu rodzicielki.
- Aaron, czym udało ci się pozyskać sympatię mojej córki? Zazwyczaj zraża do siebie każdą osobę albo już dawno zostawia ją na łaskę mojej osoby - powiedziała wesołym tonem, a ja niemalże zakrztusiłam się herbatą. Zakasłałam kilka razy, mówiąc coś o niebywałej szczerości, przy okazji wplatając w to kilka przekleństw w obcym języku. Wspominałam coś o tym, że ta kobieta była czasami aż do bólu bezpośrednia, szczera i zawsze mnie zaskakuje? Nie? To teraz wspominam.
- Jeszcze trochę i go wystraszysz. Nie pamiętasz, co zrobiłaś ostatnio? - Miałam nadzieję, że jakoś ją przegonię, ale matka najwidoczniej wolała mnie przypilnować i tu zostać na parę chwil dłużej.
- Głupi wypadek - wymamrotała, nieco się krzywiąc na samo wspomnienie o tym.

Od Aarona, CD Arisa

Nieomal parsknął, gdy do jego czułych na dźwięki uszu dotarły słowa rudowłosej. Nadzieja, którą wyłapał w głosie dziewczyny nieco rozbawiła Aarona - bowiem niemalże był pewien, iż jak to na tego typu wydarzeniach bywa, coś się stanie. Śmiał wątpić jakoby wszyscy powrócili cali i zdrowi. Ci, których matka natura nie obdarzyła wzrokiem funkcjonującym nawet po zapadnięciu zmroku zapewne doznają urazów jak skręcenie kostki, a równie oczywistym jak dwa razy dwa jest cztery będzie to, iż wrócą poharatani przez okoliczną florę. Choć i tu ta nadzieja nieco wpłynęła na czarnowłosego, albowiem liczył, iż skończy się tylko i wyłącznie na takich drobnostkach.
Krótkie kalkulacje jakie prowadził po omieceniu wzrokiem kilku tutejszych uczniów przerwała ziołowa woń, która unosząc się w powietrzu przyjemnie pieściła zmysł węchu Aarona. Odwrócił głowę w kierunku jego źródła i w tym samym momencie zauważył dwa kubki w dłoniach nieznanej mu kobiety. Nie zdążył nawet zadać pytania, a już z ust dziewczyny dowiedział się, iż była to jej matka.
- Z chęcią. Dziękuję bardzo. - odparł, sięgając po naczynie pełne ciepłego napoju, rzecz jasna nie omieszkując skosztowania aromatycznej herbaty. Delikatnie pogładził powierzchnię naczynia, czerpiąc przyjemność z gorąca. Co jak co, ale Aaron będąc członkiem rasy demonów ognia uwielbiał wysokie temperatury. Nawet jeśli chodziło o zwykły, wieczorny napar. Cóż, tyle dobrego, iż nie ryzykował oparzenia się.
- Miło mi panią poznać. - lekko skinął głową w stronę kobiety, a następnie zerknął na płomiennowłosą. Ukrył rozbawiony uśmieszek za kubkiem herbaty, gdy zauważył nerwowość na jej twarzy. A więc to tak się rzeczy mają. W myślach już zaczął obmyślać, jak by tu zrobić na przekór Arisie, jednakże nie straszna była mu pogawędka z kobietą stojącą przed nim. Tym razem postanowił więc odpuścić. Odpłaci się dziewczynie przy innej okazji.
- Pyszna herbata. Czyżby dodała pani do niej imbiru? - zapytał, pozwalając po raz kolejny, aby ciecz spływająca po jego gardle rozgrzała w przyjemny sposób ciało.

Od Arisy, CD Aaron

Na wzmiance o ciemności skrzywiłam się nieco, ale też uniosłam kąciki ust w górę, przez co wyszedł pół grymas. Nie bałam się, nawet lubiłam świat pod kurtyną mroku, jednak oczywiście były osoby, które nie powinny były się w nią pchać na siłę. Byłam na jakieś dziewięćdziesiąt procent pewna, że szczególna osoba miała szansę po tym wszystkim wylądować w bandażach. Jednakże! Może się bogowie ulitują nad biedakiem i w końcu będzie patrzyła pod nogi. Szanse marne, lecz nadzieje zawsze można było mieć.
- Miejmy nadzieję, że wszyscy wyjdą z tego cało - wymamrotałam, a chwilę potem do mojego nosa dotarł zapach herbaty. Spojrzałam w bok i ujrzałam swoją matkę, szczerzącą się do mnie, a w obydwu dłoniach trzymała kubki z wcześniej wspominanym napojem.
- Herbaty? - spytała wesołym tonem mnie i Aarona, wyciągając w naszą stronę ręce. Z przyjemnością wzięłam od niej przedmiot, mamrocząc ciche podziękowanie i upiłam łyka ciepłego naparu. Przyjemne ciepło rozlało się po moim ciele, zaś cichy pomruk wydostał się z moich ust. Pod względem herbaty niewiele różniłam się od reszty rodzeństwa, ale może to i lepiej.
- Aaron, poznaj moją mamę. Mamo to Aaron. - Prędko ich sobie przedstawiłam, żeby nie zarobić spojrzenia od rodzicielki i liczyłam w duchu, że zamiast dręczenia mnie, wybierze sobie dręczenie chłopaka. Nie, żebym mu źle życzyła. 

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Nowa uczennica - Nadia Rhenne


Dane podstawowe

Właściciel: Zahar
Imię: Nadia
Nazwisko: Nadano jej Rhenne
Pseudonimy / Ksywki: Nie posiada
Płeć: Kobieta
Wiek: 17 lat
Kierunek: Artystyczny
Klasa: Galaktyki
Drużyna: Pamięci
Ranga: Ogień
Specjalizacje: Malarz, rysownik i projektant
Rocznik: I 
Orientacja: Biseksualna 

Charakterystyka

Charakter:  O stojącej przed Tobą rudowłosej istotce o przenikliwym spojrzeniu niejednokrotnie mówiono, iż jest oceanem - nienaturalnie spokojnym i opanowanym, twardo trzymającym się swoich racji, idei bądź poglądów. Stara się nie wspominać tego co było, potrafi zostawić daleko za sobą wszystko co w jakikolwiek sposób jest powiązane z przeszłością. Wpłynęło to na to, iż nie należy do osób mściwych, trzymających wszystkie nabyte dotychczas urazy w sobie, aby wypominać je do końca wszechświata i dzień dłużej. Niejako przez taką postawę uznano ją za osobę oziębłą. Nie przywiązuje bowiem do niczego specjalnej wagi, w każdej chwili jest gotowa zrezygnować z znajomości, dotychczasowych zainteresowań czy czegokolwiek innego, czym do niedawna była zainteresowana - nie pokazując na swojej twarzy ani zarysu mogącego przypominać żal, tęsknotę czy rozczarowanie. Kontynuując łańcuszek przyczynowo-skutkowo można wywnioskować z powyższych słów, iż jest posiadaczką słomianego zapału, a także silnej psychiki oraz pewności w podejmowanych decyzjach. To pierwsze źle wpływa na rozwijanie jej artystyczności. Po pierwsze nie znosi wszelakiego przymusu bądź presji, jaka może być wywierana przez terminy ukończenia jej prac, a po drugie - woli ukończyć w szybkim tempie swoje dzieła, niźli ślęczeć przy jednym małym płótnie całe dnie, dopracowując misterne elementy i niebanalne szczegóły.
Talent: 1. Odczytywanie przeszłości. Poprzez zetknięcie się z obiektem [np. obrazem, sejfem czy czymkolwiek innym] odtwarza się w jej umyśle w pełni sposób stworzenia danego przedmiotu. Działa to również na ludziach – jednakże tu odczytuje fragmenty wspomnień danej osoby.
2. Wola Puszczy – możliwość przyjęcia pełnej magicznej formy przypominającej po części nimfę, driadę i syrenę. „Zespala” się z naturą na różne sposoby oraz ma możliwość korzystania z jej dobrodziejstw lub niszczycielskiej siły. 
Rasa: Podejrzewano, iż jest półkrwi Siren bądź w jakiś sposób dzieli korzenie z Sybilliami. 
Niektórzy mówili jakoby była driadą. Niektórzy plotkują jakoby spokrewniona z driadami. Jednak do dziś tego nie potwierdzono. 
Zauroczony (kim): Brak danych
Para: Brak danych
Rodzeństwo: Brak danych
Rodzina: Brak danych
Historia: Dla Administracji 
Pokój: Światła
Lubi: Poznawać / Naturę / Spokój
Nie Lubi: Elementów ją irytujących.
Przyjaciele: Brak danych
Wrogowie: Brak danych
Zainteresowania: Szeroko pojęta sztuka. 
Wygląd: Wysokie, smukłe dziewczę o figurze klepsydry zostało obdarzone specyficzną urodą. Twarz o szlachetnych rysach zdobią płomienne włosy, które w najdłuższej swej części sięgają łokci, a najkrótszej – karku. Spod ognistego welonu, odznaczając się wyraźnie na tle bladej skóry na świat spoglądają hipnotyzujące oczy przypominające kocie, wyraźnie. W głębi tej jaskrawej zieleni zdają się wirować ciemniejsze odłamki, przez co ciężko zapomnieć ich właścicielkę. 
Cechy ubioru: Ceni sobie wygodę oraz ciemne kolory.
Inne zdjęcia: 

niedziela, 2 sierpnia 2015

Od Aarona, CD Arisa

Co prawda to prawda. Jednak obserwując aktualne młodociane społeczeństwo Aaron odnosił wrażenie, iż nad ludźmi zapanowała dziwna moda ładowania się w ewentualne problemy na przymus, nawet gdy te się do nich specjalnie nie garną. Cóż, może uznali to za jakiś sposób zwrócenia na siebie uwagi bądź pokazania swojej niezależności? Po części jest on skuteczny, ale konsekwencje jak to z reguły bywa do najprzyjemniejszych nie należą. Choć nie można uogólniać, niektórzy mają najzwyczajniej w świecie takie szczęście, czy też raczej nieszczęście. Porównywał takich ludzi do naładowanych kuleczek. Gdy dwie takie się spotykały było źle, gdyż emitowały dwukrotnie więcej kłopotów. Z reguły działały na siebie siłą wzajemnego przyciągania, chyba czuły się samotnie generując i tak wystarczającą ilość komplikacji. A im więcej, tym jeszcze gorzej. Wielka reakcja łańcuchowa problemów. Toteż starał się unikać grupek, które takie stwarzają, aby sam nie musiał się z nimi borykać. Co nie zmienia faktu, iż nie zawsze udawało mu się w pełni przed nimi uciec. Za przykład może przysłużyć mu jego krewny – opiekować się nim musiał tak czy siak. 
Na słowa dziewczyny przytaknął. Zgadza się. Ci którzy doświadczają tego samego co jakaś osoba, są w stanie najlepiej ją zrozumieć.
- Co prawda to prawda. Pierwszy lepszy przykład to ten olbrzym, którego moment temu poznałaś. – wskazał kciukiem przestrzeń za sobą, mniej więcej w kierunku celu poszukiwań Dantego, czyli akademika. Nie umknął uwadze chłopaka złośliwy uśmieszek, jaki przemknął na ustach płomiennowłosej. Na to zareagował ledwo zauważalnym uniesieniem brwi w formie czegoś pomiędzy zaintrygowaniem a zdziwieniem, połączonym z delikatnym uniesieniem kącika ust. Jednak było to tak szybkie jak mrugnięcie powiekami. Kolejne słowa wywołały niewielki zawód, który starannie ukrył. Szkoda, iż pierwsza osoba, którą poznał w Instytucie nie znajduje się na tym samym kierunku, ale zapewne nie raz będzie mógł nawiązać nowe znajomości. 
- Jak dla mnie zapowiada się interesująco. A z pewnością dla tych, którzy nie boją się ciemności. – odparł, zerkając dyskretnie na jakąś dziewczynę z boku, wyraźnie pokazującej brak entuzjazmu na myśl, iż będzie musiała przemierzać las po zapadnięciu zmroku.

piątek, 31 lipca 2015

Od Arisy, CD Aaron

Gigantyczny magnes na kłopoty? To raczej nie będzie tak źle, niejedną tego typu osobę widziałam, a mogłam zaliczyć do tej kategorii co najmniej  połowę, jeśli nie większość, mojej drogiej rodzinki. Niestety, mnie też można było zaliczyć do tego jakże licznego grona, ale tylko czasami (czyt. niezwykle często) spotykały mnie kłopoty.
- Każdy przyciąga w mniejszej lub większej mierze przyciąga kłopoty, więc pewnie znajdzie się osoba, której uda się w pewien sposób dogadać z nim - powiedziałam z pewnością w głosie. Chwilę później dostałam odpowiedź na swoje wcześniejsze pytanie. Uniosłam zamyślona głowę w stronę nocnego nieba, a na mojej twarzy pojawił się niezauważalny nieco złośliwy uśmieszek. Chyba powoli wracała stara dobra ja.
- Literacki, chociaż magiczny też mnie interesował - odpowiedziałam, wracając do poprzedniego wyrazu twarzy, a mój wzrok powrócił do Aarona. - O! I co sądzisz o grze, która ma się zacząć za... - Tu przerwałam, by zerknąć na zegarek. - Mniej więcej sześć minut? - dokończyłam. 

Od Aarona, CD Arisa

Krótko przytaknął głową na słowa dziewczyny. Dziwnym by było, gdyby nie udał się na poszukiwania. Hmm, pomyślmy. Po szkole pałęta się niepoprawny młodzieniec o wyraźnym upodobaniu do krwi oraz odchyleniach w stronę sadyzmu średniego gabarytu. Dante nie pozwoliłby, aby długo wypracowane skierowanie do Instytutu poszło daleko hen z powodu tego, iż pewien chłopaczyna ślini się wyczuwszy szeroką gamę smaków i zapachów tutejszych uczniów.
- Również mam taką nadzieję. Niestety, jest to typ, który przyciąga kłopoty niczym gigantyczny magnes. 
Jakby było mało - podwójny. Oprócz Reda w tym ciele siedzi mały psotnik o mózgu dziecka. Mimowolnie Aaron już wiedział, iż krewny uzna dywanik u dyrektora niemalże jako drugi dom. Zwrócił gwałtownie w stronę rudowłosej głowę, gdy ta nagle zmieniła temat. Zdecydowanie wolał niezobowiązującą rozmowę takiego pokroju.
- Magiczny. Głównie ze względu na zajęcia z samokontroli oraz zielarstwa. – no i cóż, jako pasjonata prastarych zaklęć oraz zwojów nie mógł oprzeć się pokusie, aby nie udać się na ten kierunek. Początkowo miał dylemat między literackim, a tym, na którym znajduje się w chwili obecnej, ale decyzji swej nie żałuje. 
- A jeśli mogę się spytać, jaki Ty wybrałaś?

niedziela, 26 lipca 2015

Od Rena, CD Ktoś

Ledwo na horyzoncie zamajaczyła okrągła, świetlista sylwetka porannego słońca, a okolicę zbudzili do życia pierzaści mieszkańcy tutejszego boru. Roślinożerne istoty o bujnym porożu oraz sześciu kończynach zakończonych kopytami ruszyły na żer, aby paść się na tutejszych łąkach. W dziuplach, norach i wszelakich innych domostwach zwierzęcych słychać było piski głodnych małych oraz pomruki ich rodziców, którzy zmuszeni zostali opuścić ciepłe, przytulne legowiska aby zdobyć dla swoich pociech pożywienie. W formie akompaniamentu do orkiestry złożonej z licznych dźwięków lasu, gdzieś daleko w tle rozległ się inny. Wysoki, przeciągający się, wibrujący w powietrzu. Zachwycał swoim pięknem, a zarazem wzbudzał w każdej żyjącej istocie niepokój. Wilcze wycie.
- Ren. Pospiesz się, czas ruszać. - głęboki głos ciemnowłosego mężczyzny skierowany był do młodzieńca stojącego przy oknie. Ten ignorując jawnie swego dotychczasowego właściciela wpatrywał się dalej w znikający z nieboskłonu księżyc, jakby zahipnotyzowany. Dopiero trzask spadających za jego plecami butów spowodował gwałtowne odwrócenie się białowłosego. Baron Heisenberg uniósł brew, trzymając w dłoni strój, w który chłopak miał się odziać. Zapadła cisza pełna napięcia. Dosłownie widać było iskrzące pioruny, gdy nawiązali kontakt wzrokowy. A ułamek później rozpoczęła się gonitwa, w której Ren usiłował uniknąć założenia niewygodnej, krępującej jego ruchy tkaniny. Na jego nieszczęście przegranej. Przygotowania trwały aż do samego zmierzchu, albowiem chłopak nie był posłuszny i pokorny. W końcu jednak zakończono je pomyślnie. Zadowolony z siebie Baron poprowadził go do transportu magicznego starszej generacji stojącego już od dłuższego czasu na podwórzu, bowiem nie wiedział jakby młody wilk zareagował na teleport. W sumie nie do końca poprowadził, a zaciągnął na siłę. Na terenie Instytutu objaśnił chłopakowi w jego własnym języku parę kwestii, po czym zostawił go samego. A Ren? Cóż. Nie czuł się komfortowo. Znalazł się na obcym terytorium, opuszczając swoje własne. Ruszył niepewnie przed siebie, zapoznając się z całkiem nowymi dla niego obiektami.

piątek, 24 lipca 2015

Od Arisy, CD Skyler

Mimo, że do gry pozostało niewiele czasu, opuściłam ognisko oraz resztę towarzystwa, nucąc pod nosem, zaś w tle słyszałam koncert cykad i świerszczy. Przechodząc przez las, przeszukiwałam swoją pamięć, licząc miejsca, do których mogłabym szybko w miarę pójść albo w ogóle nie byłam. Spojrzałam w niebo, a mój wzrok zahaczył o dach. I mamy zwycięzce. Puściłam się biegiem, zapominając o fakcie, że na moich nogach miałam obcasy, które mimo tego, że były niskie, to i tak do biegania nie służyły. Jednak na szczęście bieganie miałam przećwiczone! W tamtej chwili gdzieś bardzo głęboko w duszy dziękowałam swojemu rodzeństwu, że pierwszą rzeczą, którą musiałam się przy nich uczyć to uciekanie w tych butach. Bez większych obrażeń dotarłam na samą górę, po czym pchnęłam drzwi, które najpewniej prowadziły do miejsca, do którego chciałam dotrzeć. Kiedy je pchnęłam, wydały cichy skrzyp.
- Spadaj, Stella. W tym roku nie dam się zaciągnąć na żadne durne podchody. - Oho! Jest towarzystwo. Zobaczyłam brązową czupryne, a głos natychmiastowo dopasowałam do wcześniej poznanej panny od kropek.
- Przeskadzam? - spytałam rozbawiona, opierając się o framugę drzwi, a ręce skrzyżowałam na piersiach, zaś na twarzy pojawił się lekki uśmiech.  Nie odwróciłam wzroku, kiedy spojrzała w moje stalowo szare tęczówki.
- Skyler, prawda? - zdałam następne pytanie dotyczące imienia dziewczyny. - Aż tak nie lubisz tej gry? - W moim głosie dało się słyszeć pewną dozę ciekawości.

poniedziałek, 20 lipca 2015

Od Arisy, CD Aaron, Dante

Osobowość wieloraka? O ile dobrze pamiętałam, to Val miała coś tego typu, ale ona nazywała to jakoś inaczej. Licho wiedziało, co się na tym świecie działo. Zaś słowo "nieprzewidywalny" mówiło wszystko, a jednocześnie nic. Czyżby krew się miała polać? Buah, jakoś tym razem wyjątkowo nie chcę się tego nie dowiadywać. Zmrużyłam oczy, kiedy Dante poszedł w stronę budynku, jednak bardziej mnie zainteresował ledwo widoczny w ciemnościach czarny motyl (Tylko dzięki ogniu go zauważyłam, ech. Trzeba poćwiczyć widzenie w ciemnościach.), który minął jasnowłosego, więc go od razu mogłam skreślić z listy osób o krok bliższych śmierci. Miejmy nadzieję, że pozostanie tylko jeden, mimo że nie wiedziałam do kogo "należał" znak.
- Zgaduję, że poszedł szukać brata - mruknęłam do Aarona. - Myślę, że nie będzie tak źle, choć go nie znam - dodałam po chwili namysłu. Mogłam się także mylić, ale cóż, nigdy nic nie wiadomo.
- Właściwie, który wydział wybrałeś? - spytałam ni z gruszki, ni z pietruszki.

Od Meian, CD Artrox

Poszerzyłam uśmiech i zaprowadziłam  (powiedźmy)  kolegę po fachu prosto do domu przeznaczonego dla nauczycieli. Niedługo miała się zacząć (nie)sławna gra, ale póki co mieliśmy jeszcze trochę czasu. Kadra nie miała obowiązku brać w niej udział, ale niektórzy czerpali nieoczekiwaną przyjemność z obserwowania zmagań dzieciarni. Przystanęłam i odwróciłam się do Artroxa, słysząc jego pytanie. Przeczesałam palcami grzywkę i zagryzłam wargę, zastanawiając się nad odpowiedzią, aż w końcu jedynie kiwnęłam głową. 
- Trafił pan idealnie. Empatia, kontakt z duchami i wizjonerstwo. - Skoczyłam na pobliski murek, zaczynając ponownie iść w stronę budynku. Zbudowany na wzór wiktoriański sprawiał wrażenie zadbanego. Mężczyzna podążył za mną, ignorując moje radosne skakanie po ogrodzeniu, machanie rękami dla utrzymania równowagi i fakt, że końcówki moich włosów zabarwił się na błękit. Żyć nie umierać. 
- Czym się pan interesuje? - spytałam dla zamordowania ciszy. O ile mnie nie krępowała, o tyle nie byłam pewna, że mój kompan czuje się w niej równie swobodnie. Wolałam pozwolić moim współpracownikom na bycie sobą, aniżeli ich cisnąć, jednak nie mogłam ograniczyć wrodzonej ciekawości.

Od Skyler, CD ktoś

Czułam się zmęczona. Leżałam plackiem na dachu, otoczona stadkiem kruków, które usilnie próbowały wyżebrać jeszcze trochę okruchów chleba, rzuconych niedbale kilka chwil temu. Już dawno temu zaszło słońce, teren instytutu spowiła wszechobecna ciemność, rozświetlona kilkoma lampionami zawieszonymi w strategicznych miejscach. Mama nie popierała lekceważącego stosunku większości ludzi do zanieczyszczenia światłem, upierając się, że mrok nie jest aż tak zły. Gdybym nie wpatrywała się uparcie w niebo usiane miriadami gwiazd i odwróciła głowę w bok, dostrzegłabym doskonale widoczne ognisko oraz niewyraźne zarysy Duchów, wyskakujących z niebo. Westchnęłam w duchu, przyciągając dłoń z Xnetem do twarzy. Zegarek wyświetlił godzinę dwudziestą trzecią dwadzieścia. Zamknęłam oczy. Jeszcze kilka minut i rozpoczniemy tą dziwną, coroczną grę. Odwróciłam się na brzuch, strasząc ptaki, które uciekły na pobliskie słupy i sznurki do prania, żeby obserwować mnie z bezpiecznej odległości. Westchnęłam, próbując zmusić mięśnie do wstania. Nic z tego, nie miałam ani motywacji, ani niczego, co graniczyłoby z chęcią uczestnictwa w ognisku. Dla mnie było za głośne, zbyt irytujące. Wolałam spędzić czas w spokoju. 
Usłyszałam skrzypnięcie drzwi awaryjnych, którymi sama weszła. Ziewnęłam szeroko.
- Spadaj, Stella. W tym roku nie dam się zaciągnąć na żadne durne podchody - warknęłam ze znudzeniem. 
- Przeszkadzam? - Dobra, to zdecydowanie nie był głos mojej starszej siostry. Otworzyłam oczy, spoglądając prosto w tęczówki mojego rozmówcy.


(Ktoś?)

czwartek, 16 lipca 2015

Nowy Uczeń - Ren

Dane podstawowe

Właściciel: Zahar
Imię: Ren
Nazwisko: Nie posiada.
Pseudonimy / Ksywki: Brak.
Płeć: Mężczyzna
Wiek: Niezdefiniowany. Podejrzewane lat 18.
Kierunek: Wojenny
Klasa: Galaktyka
Drużyna: Perspektyw
Ranga: Ogień
Specjalizacje: Łucznik / Wojownik / Najemnik
Rocznik: I 
Orientacja: Niezdefiniowana

Charakterystyka

Charakter: Ren jest niespodzianką samą w sobie. Żadna istota podobna do ludzkiej dotychczas nie miała z nim styczności, także ciężko jest określić jego charakter. Jednakże opierając się na jego historii oraz dotychczasowej ''rodzinie'' moglibyśmy wywnioskować, iż zapewne jest lojalny, a także głęboko wpojony ma obowiązek chronienia cennych dla niego osobników.
Talent: Dziki Szał / Transmutacja / Bariera Umysłu
Rasa: Wilkołak
Zauroczony (kim): Brak
Para: Brak
Rodzeństwo: Nieznane
Rodzina: Nieznana
Historia: Przeszłość Rena tajemnicą być nie powinna, aby Wam ułatwić nawiązanie z nim konwersacji. Zacznijmy może od faktu, iż nie był wychowywany przez ludzi, a przez zwierzęta. Nie wiadomo dokładnie, kim byli jego rodzice - i tak samo nie wiemy, dlaczego go porzucili na pastwę losu oraz puszczy. Możemy tylko się tego domyślać. W każdym bądź razie przez wiele lat stanowił cząstkę wilczego stada, którego stał się w późniejszym czasie strażnikiem. Oczywistym jest fakt, iż skoro dotychczasowymi przyjaciółmi Rena były jedynie istoty zamieszkujące las, nie poznał on ani ludzkiej mowy, ani obyczajów - natomiast język zwierząt stanowił dla niego codzienność. Zaledwie dwa miesiące temu odnalazł go pewien Baron. Zupełnie przez przypadek, uczestniczył on bowiem wtedy w polowaniu na lisy na terytorium Rena. Zaintrygowany chłopakiem odłowił go, a sam rozumiejąc wilczą mowę ze względu na pochodzenie podobne, jak białowłosego, pokazał mu drogą, człowieczą stronę jego natury. Aby przyspieszyć proces adaptowania do życia w społeczeństwie wysłał go z specjalną depeszą do Instytutu Mysterium. 
Pokój: Drzewa
Lubi: Odkryto dotychczas tylko trzy rzeczy, których obecność wprawia Rena w stan zaintrygowania bądź euforię : Nowe Wonie / Mięso / Inne osobniki wilko lub człowieko-podobne / Tarcza księżyca 
Nie Lubi: Warzyw / Kotowatych / Ostrych perfum
Przyjaciele: Nie posiada
Wrogowie: Nie posiada
Zainteresowania: Dotychczas nie odkryto.
Wygląd: Jako, iż Ren będąc wciąż zdziczałym nie dał się zmierzyć - nie znamy jego dokładnego wzrostu. Gdyby jednak porównać go do innych istot, z reguł ma znaczną przewagę. Także jeśli chodzi o umięśnienie. Po tym aspekcie pierwszą rzeczą rzucającą się w oczy są niebywale długie, śnieżnobiałe włosy, które układają się na karku i plecach młodzieńca niczym wilcza sierść. Unosząc wzrok na jego twarz zauważamy ostre, wyraźne rysy, bladą skórę oraz czarną przepaskę na prawym oku. On sam nie pozwala nikomu dotykać tego skrawka materiału, dlatego też nie wiadomo czy skrywa się pod nią gałka oczna, czy może jest uszkodzona, czy może nie ma jej wcale. 
Cechy ubioru: Nie posiada określonego stylu. Preferuje wygodne ubrania [lub ich brak]
Inne zdjęcia: - 

poniedziałek, 13 lipca 2015

Od Myrii, CD ktoś

Wróciwszy dopiero co z rozmowy z dyrektorką stanęłam w cieniu dębu patrząc na przebiegające obok mnie dzieciaki i pozwoliłam sobie na chwilę rozmyślań nad swoją aktualną sytuacją. O dziwo nie bałam się. Nie miałam też ochoty skakać i drzeć się z uciechy. Po prostu byłam zaciekawiona i pełna nadziei. Czy sobie poradzę? Czy będę dobrą nauczycielką? Czy na dzień dobry nie zrażę do siebie wszystkich uczniów? I wreszcie, czy poczuję się w końcu jak w domu, jak na właściwym miejscu w całym wszechświecie? Tyle pytań. Ale przyszłość przyniesie odpowiedzi. I to przyszłość bardzo bliska. Zaśmiałam się i odwróciłam w ostatniej chwili, aby odskoczyć przed pędzącą dziewczynką. Stwierdziłam że tak być nie może i ze zwinnością wiewiórki wspięłam się na drzewo i usiadłam na solidnie wyglądającej gałęzi. Pal licho moją godność, przynajmniej dożyję dnia jutrzejszego i dobrze będę widzieć podopiecznych. No i… Miałam książkę. Czego chcieć więcej? 

Od Aarona, CD Dante, Arisa

Co prawda to prawda. Mu samemu ciężko było sięgnąć pamięcią do przeszłości, w której oboje byli maluchami i biegali po wzgórzach otaczających ich posiadłość. Ich wspólne ‘rozrabianie’ wyglądało mniej więcej tak, iż podpalali napotkanym na drodze zwierzętom sierść bądź z łąki tworzyli jedno wielkie pogorzelisko. Jednak ostatnim czego teraz chciał, to to, aby ktoś zobaczył rodzinny album ze zdjęciami, kiedy byli małymi pyrpeciami. Miał tylko nadzieję, iż na taki genialny pomysł nie wpadła ich ciotka, która ma manię chwalenia się swoimi siostrzeńcami. Byłby to cios poniżej pasa dla ich męskiej godności. A dziewczyna najwyraźniej zdołała sobie coś wyobrazić, albowiem parsknęła śmiechem. Nie wiedział i wolał nie wiedzieć co to było. Na zadane przez nią pytanie zerknął dyskretnie na Dantego, a nie widząc żadnych obiekcji postanowił wytłumaczyć dziewczynie powód ich zamyślenia.
- Cóż. Przybył z nami jeszcze jeden nasz krewny. Ma osobowość wieloraką. Mówi Ci to coś?
Nie wszyscy posiadali informacje na ten temat. Niewiele osób interesowało się psychologią, a na nich wymusiła to sytuacja rodzinna. Postanowił więc na wszelki wypadek ciągnąć temat dalej.
- Mój kuzyn, a brat Dantego choruje na tą przypadłość. Nie byłoby aż tak źle, gdyby nie fakt, iż jedna z jego… hmmm… jaźni, jest dość nieprzewidywalna. Budzi się właśnie po zapadnięciu zmroku. Niestety, gdzieś się ulotnił, mimo że miał wrócić już kilkanaście minut temu. – ten fakt nie był uspokajający. Najwyraźniej białowłosy zaniepokojony dłuższą nieobecnością Shaitana udał się w kierunku budynku, w którym niedawno zniknął. Nie chcieli mieć tu nieprzyjemnego wypadku pierwszego dnia.

Od Arisy, CD Aaron, Dante

Do wydania kieszonkowego było im bardzo daleko, ale jeśli przypomniałabym sobie zaklęcie zmniejszające, może udałoby mi się ich zmniejszyć. Zgodę trzeba będzie załatwić, uśmiechnęłam się pod nosem na tą myśl, jednak nie powinnam była wybiegać obecnie myślami za bardzo na przód. Kiedy usłyszałam, ile mieli lat, przez moją twarz przemknął niezauważalny cień zaskoczenia, lecz zaraz wróciłam do poprzedniego wyrazu twarzy. Innymi słowy byli niewiele starsi ode mnie.
- Cóż, jakoś trudno mi sobie wyobrazić ciebie jako małego, rozrabiającego szkraba - powiedziałam z rozbawieniem, spoglądając na jasnowłosego. Chociaż gdybym postawiła obok nich niziutką Leie albo małą Genevive... Na to wyobrażenie parsknęłam cichym śmiechem, wyglądaliby jak dziecko z rodzicem. Zapewne chichrałabym się dłużej, ale na widok ich zmartwienia ucichłam. Hmm... Czyżby się coś działo?
- Wybaczcie, pewnie to nie moja sprawa, ale coś się stało? - zadałam kolejne pytanie, a po chwili zauważyłam, że zapadł całkowity zmrok. Innymi słowy gra niedługo się zacznie i James za chwilę nabawi się wielu obrażeń, znając jego niezdarność oraz koordynację ruchową. Po chwili namysłu schowałam małą kulkę do kieszonki sukienki, mając nadzieję, że po tym wszystkim nadal będzie się tam znajdować. Kiedy po kilku upewnieniach, że przedmiot był bezpiecznie schowany, na powrót spojrzałam na dwójkę nowopoznanych. 

niedziela, 12 lipca 2015

Od Artroxa, CD Meian

- Nie myli się pani. - odparłem z lekkim uśmiechem. - Jeśli można to czy możemy teraz się udać do pokoi? 
-Dobrze- odpowiedziała a my zaczęliśmy iść w stronę szkoły. Po drodze mijaliśmy ognisko. Tak jak przedtem wszyscy uczniowie dobrze się bawili. Wszędzie rozbrzmiewały wesołe krzyki adeptów. Wśród nich krążyło kilka kremowych piw i dużo butelek coli. Gdy z ognia wyskakiwały duszki i wręczały młodym Xnety, większość odskakiwała w popłochu, a reszta śmiała się głośno. Po ochłonięciu i ci 'zaatakowani' dołączali się do wesołej gadaniny.
Wieczór był dość ciepły i jasny. Szliśmy w milczeniu ścieżką wzdłuż lasu, prowadzącą zapewne do pokoi nauczycieli. Spojrzałem się na mój Xnet. Nie pasował do reszty ubioru. Zdjąłem go i myślałem co z nim zrobić, gdy nagle zmienił się w coś rodzaju przypinki, którą przyczepia się do ubrania. W ładną przypinkę. Byłem dość zaskoczony tą zmianą kształtów, co najwidoczniej zauważyła Meian i zaczęła się śmiać.
- Xnety zmieniają kształt w zależności od tego czego się chce. - wytłumaczyła mi nie zaprzestając się śmiać. Przypiąłem go do ubrania i ruszyliśmy dalej. Drużka wydawała się dość długa.
- Przepraszam za ciekawość, ale czy nie posiada pani talentu wizjonerstwa, empatii i czegoś związanego z duchami?- zapytałem chcąc przerwać ciszę.

Nowa Nauczycielka - Myria Anastasia Neptun

Dane podstawowe

Właściciel: Elsker
Imię: Myria Anastasia
Nazwisko: Neptun
Pseudonimy / Ksywki: Mi
Płeć: Kobieta
Wiek: 25 lat
Ranga: Moderator/Mentor
Nauczany przedmiot: Opieka nad stworzeniami, kaligrafia, malarstwo i rysunek
Kierunek: Brak
Klasa: Brak
Drużyna: Perspektyw
Rok nauczania: I
Orientacja: Heteroseksualna.

Charakterystyka

Charakter: Jak na driadę wyjątkowo serdeczna. Marzycielka, przeważnie zamknięta w sobie i cicha. Spokojna, nie lubi hałasu ale umie się śmiać. Miewa huśtawki nastroju, bywa dosyć nieprzewidywalna ale z natury jest dobra, więc trzeba się bardzo postarać aby wyprowadzić ją z równowagi. Inteligentna, artystyczna dusza, często dostrzega to czego inni nie są w stanie zobaczyć. Bywa złośliwa, ale jej celem nie jest ranienie innych chyba że wyjątkowo bardzo się jej narażą.
Talent: rozumienie mowy zwierząt, kontakt z roślinami, chwilowa niewidzialność
Rasa: Driada
Zauroczony (kim): -
Para/Związek: -
Rodzeństwo: -
Rodzina: -
Historia: Wykiełkowała na podwórku pewnej bardzo miłej rodziny i szybko związała się z młodziutką jabłonką pod oknem domu. Para szybko ją znalazła i wzięła za porzucone dziecko. Przygarnęli ją, załatwili wszystkie papiery i zajęli się nią jak własną córką. Jednak dziewczynka szybko zaczęła czuć się inna. Już w przedszkolu zrozumiała, że pozostałe dzieci nie rozumieją mowy zwierząt ani nie odczuwają więzi z roślinami. Bały się i zazdrościły jej jednocześnie, więc wszystkie, jak jeden mąż z czasem odsunęły się od niej. To osamotnienie trwało dwa lata. Z czasem jednak zaczęła zauważać że nie tylko ona jest „inna”. Dostrzegła innych ludzi (czy aby na pewno?), również obdarzonych nadzwyczajnymi zdolnościami. Oni pokazali jej drogę do Akademii.
Lubi: książki o tematyce przygodowej, cichych ale miłych ludzi, spędzanie czasu na łonie natury, grę na gitarze, szermierkę i jazdę konną.
Nie Lubi: kłamstwa, ludzi fałszywych i wyrachowanych, tego jak (niestety) rozwija się współczesna rzeźba i malarstwo, kiepskich romansideł.
Przyjaciele: -
Wrogowie: -
Zainteresowania: Historia, literatura, sztuka, broń biała, jeździectwo.
Wygląd: Dziewczyna szczupła, wysoka (170 cm.), o delikatnych rysach twarzy, oczach koloru żywicy i długich, falowanych, kasztanowych włosach.
Cechy ubioru: Jako artystyczna dusza nie ogranicza się do konkretnego stylu ubioru. Ubiera się raczej elegancko, kobieco ale i wygodnie.
Inne zdjęcia: -

Od Shaitana, CD Akihiro

Parę sekund po tym, jak białowłosy jegomość otworzył swoje usta i przemówił, Vincent już był pewien co do jednego. Ten rok nie będzie usiany różami. A stojący przed nim współlokator nie należał do najsympatyczniejszych istot, porównując go do tych poznanych w swoim wymiarze. Choć co do dwóch faktów mógł się z nim zgodzić całkowicie.
- Zgadza się i rozumiem. Ostatnim moim życzeniem byłoby zyskać nieprzyjaciół w tym kampusie, a także na równi cenię sobie ciszę i spokój. – odparł, opuszczając dłoń z swojej krtani. Coraz ciężej przychodziła mu samokontrola i doskonale wiedział, iż niedługo nadejdzie czas ‘nocnego’ wcielenia czarnowłosego.
‘Intrygująca istotka. Gdyby nie pachniał tak smakowicie, może bym się z nim dogadał…’
O wilku mowa. Wyczuwał budzącego się do życia Pana Obdzieracza Kotów, dla którego swoistą przyjemnością było obserwowanie jak słabnie. Tak, cieszył się na samą myśl, iż to on za moment przejmie kontrolę nad tą cielesną powłoką i będzie mógł zaspokoić swoje pragnienie. Odczuwanie podniecenia tej istoty nie należało do rzeczy najprzyjemniejszych, wierzcie mi. A niestety nie da się tego uniknąć, jeśli jesteś uwięziony w wnętrzu czyjejś osoby wraz z dwoma innymi. Gdzieś daleko w tle swojej podświadomości słyszał psychopatyczny śmiech Reda oraz nucenie dziecinnego Shino. Cóż, zanim więc odda pałeczkę demonowi chociaż powiadomi swojego współlokatora o tej specyficznej przypadłości.
- Nie wiem dokładnie, ile posiadasz o mnie informacji, ale wolę ostrzec zawczasu, niż potem tego żałować. Słyszałeś może o przypadkach osobowości wielorakiej? Cóż. Nie jestem dokładnie paniczem Shaitanem. Tak nazywa się to ciało. Na imię mi Vincent i tyle o ile ze mną można porozmawiać, to z pewną istotą, która za moment przejmie kontrolę – już niekoniecznie.
Tak. Czuł już wbijające się lodowate szpony, mające za moment brutalnie go oderwać od kontroli. Miał coraz mniej czasu, z sekundy na sekundę było gorzej. Po czole spływały mu zimne krople potu.
- Radziłbym Ci zapewnić sobie środki ochrony po zapadnięciu zmierzchu. Nie jestem w stanie Ci powiedzieć, co może uczynić ten demon. Nad nim nie ma kontroli.
Pierwsze symptomy zmiany osobowości? Stopniowa zmiana koloru tęczówek. Wirujący w błękitnym oceanie lód zabarwiał się niczym od świeżej krwi. Wewnątrz umysłu coraz donośniejszy się stawał śmiech Nocnego. Szlag by to. Parę sekund później Vincent został gwałtownie strącony w głęboką pustkę umysłu. Na usta czarnowłosego wypłynął lekki, sadystyczny uśmiech.
- Miło mi poznać. Jestem Red.

Od Aarona, CD Arisa, Dante

Widok zakłopotania dziewczyny spowodowanego pojawieniem się kolejnego zadziwiająco rosłego młodzieńca był doprawdy zabawny. Ponownie tego wieczoru docenił urok bycia osobnikiem swojej rasy. Dzięki temu życie nie będzie nudne. A zadane przez nią pytanie jeszcze bardziej poprawiło i tak już dobry humor czarnowłosego.
- Niestety nie produkują nas w wydaniu kieszonkowym. Istnieje tylko taki egzemplarz. 
Nie wiedział kto projektował ich rasę. Uznał jednak, że ten ktoś podczas szkicowania pierwowzoru musiał się nieźle schlać, skoro popełnił takie błędy w obliczeniach. Zapewne był to jeden z słabych dowcipów Stworzyciela, takich jak doczepienie kozich kopyt do twarzy jednego podrodzaju demonów w ich wymiarze. W każdym bądź razie misja na dzień dzisiejszy, której Aaron nadał miano priorytetowej została wypełniona. Spodziewał się większych trudności w nawiązywaniu kontaktów z tutejszymi, z reguły w takich miejscach obstawiałby, iż napotka samych arogantów z nosem na kwintę, korzystający z wszelkich możliwości aby chełpić się swoim bogactwem oraz szlacheckim pochodzeniem. Na szczęście są też ludzie, jak ta osóbka stojąca przed nim, która chyba za punkt honoru tego wieczora uznała zadawanie zabawnych pytań.
- Pan obok jest już osiemnastoletni, rok starszy ode mnie. Ale wbrew pozorom to ja częściej muszę robić za matkę i pilnować, aby niczego nie nabroił. – po tej wypowiedzi odczuł wrzynające się w jego plecy urażone spojrzenie Dantego. Zapomniałby, niedopuszczalnym jest porównywanie go do kłopotliwego dziecka. Ach ta jego duma. Jednak a pro po zapominania i małych dzieci… Zastanawiał się, gdzie podziewa się ich najbardziej problematyczny krewny Shaitan. Zapadł całkowity zmrok. Pory dnia były swoistego rodzaju wyznacznikiem pojawiania się kolejnych jaźni chłopaka. Wyjątkiem był dziecięcy Shino, który skory do płatania figli ukazywał swoje oblicze kiedy chciał i jak chciał. Teraz jednak był czas pewnego sadystycznego osobnika… I wolał nie pozostawiać go o tej porze bez opieki. Nigdy nie wiadomo, co zechce uczynić. Szybko przerwał bujanie w obłokach, wracając do teraźniejszości. Tą sprawę postanowił pozostawić Dantemu. W końcu to jego brat.

Od Akihiro, CD Shaitan

Nigdy więcej.To był chyba mój największy życiowy błąd jaki popełniłem. Postaram się nie popełnić tego żałosnego błędu. To było okropne. Co zrobiłem? Ruszyłem na spacer w upał. Ale to nie jest żaden problem.Wyszedłem w długim ciepłym i czarnym płaszczu. Super. Każda osoba napotkana na mojej drodze spoglądała na mnie jak osobę chorą psychicznie. Ciekawe nieprawdaż? Osoba która tak gardzi innymi żywymi istotami opuściła swoją siedzibę. A czemuż to uczynił? Naszły go słuchy iż będzie posiadał nowych dwóch współlokatorów. Mam bynajmniej nadzieję iż dam radę jakoś z nimi wytrzymać. Choć nie wiem czy jakiekolwiek próby nawiązania znajomości z inną istotą mają jakikolwiek sens.W końcu jak ktoś cię lepiej pozna będzie wiedział w większym stopniu jak można się ciebie szybko pozbyć. Przyjaciel i wróg to dwie strony tej samej bezużytecznej karty. Posiadaniem takowych znajomości prowadzisz jedynie do bólu i swojego własnego cierpienia.Po jaką cholerę w ogóle o tym myślę? Najpierw muszę znaleźć jakieś miejsce gdzie w końcu będę mógł pobyć sam ze sobą. Tylko jestem ciekaw czy takowe miejsce istnieje w tym instytucje. Ruszyłem w stronę lasu. Promienie słońca koncentrowały się na moim czarnym ubiorze. Może czas już się poddać i ruszyć w stronę akademiku? Chyba nie mam innego wyjścia jak mam zamiar nie ugotować się w tym płaszczu. Ruszyłem w stronę akademiku. Może bynajmniej jego korytarz o tej porze będzie pusty? Ta piękna myśl przyszła mi do głowy. Tak jak przypuszczałem nikogo nie było. Jestem uratowany.Usiadłem na ziemi opierając się o ścianę .Czy aby samotność nie jest piękna? Bardziej fascynującego i miłego uczucia jeszcze nie doświadczyłem i nie myślę aby takie istniało. Wyjąłem z kieszeni telefon i zacząłem sprawdzać spam przychodzący od Nagisy. Jakieś osiemdziesiąt nowych wiadomości. To na pewno będzie fascynujące. Całe streszczenie jego życia codziennego. Jakby kiedykolwiek interesował mnie jego codzienny grafik. Kolejna wiadomość mnie zatkała. Niby dzisiaj przyjechał do instytutu i mnie szuka? Kolejna wiadomość. Wie gdzie jestem.
-No super... Nawet nie ma gdzie się zaszyć aby mnie nie znalazł.
Okazało się że nie byłem tam sam. Podszedł do mnie jakiś podejrzany chłopak również zdziwiony moją obecnością.
-Nie myślę aby moja godność była twoją sprawą. Śmiem sądzić że mam przyjemność z paniczem Shaitan'em? Zostaniemy a raczej już jesteśmy współlokatorami. Wiec że nie mam zamiaru wpieprzać się w twoje życie osobiste czy nawiązywać z tobą jakichkolwiek relacji. Jednak pragnę abyś nie miał względem mnie żadnych urazów. Chcę tylko spokój i nie mam zamiaru w żaden sposób uprzykrzać ci twojego życia. Mam nadzieję że choć trochę się rozumiemy.

sobota, 11 lipca 2015

Od Arisy, CD Aaron, Dante

Chryste! Nie, czekajcie, poprawka. Minore! A myślałam, że to empy są przerośnięte. Otóż, zza Aarona, jak się później dowiedziałam, pojawił się jeszcze jeden, acz wyższy, osobnik. Teraz nie dość, że czułam się wcześniej przy ciemnowłosym jak skrzat, to uczucie się spotęgowało przez jasnowłosego chłopaka. 
- Nie da się was jakoś zmniejszyć? - palnęłam, zanim zdążyłam się zastanowić. Kulkę trzymałam kurczowo w dłoni, a jakiś głosik wewnątrz mnie zastanawiał się, gdzie moja złośliwość i wredność, jednak zrzuciłam to na krab, że to były nowe osoby, potrzeby zaznajomienia się z kimś innym niż własna rodzina i kazanie matki. Tak, to zdecydowanie te trzy rzeczy.
- Jestem Arisa, miło mi - powiedziałam z nieznacznym uśmiechu. Dobra, musiałam się po tym wszystkim ogarnąć, a najlepiej podczas tej całej gry.
- Może to niegrzeczne pytanie, ale ile wy właściwie macie lat? - Pytanie godne ciekawskiej młodszej siostry, ale to pomińmy i skupmy się na tych dwóch. Przy okazji próbowałam wybadać jakiej są rasy, bez używania evencoru, bo matka mnie znów będzie dręczyć. 

Od Aarona, CD Arisa, Dante

Ostatnie czego się spodziewał tego wieczora, to tego, że podczas rozmowy z tą sympatyczną nieznajomą wtrąci się ten rosły zabijaka. Zmierzył kuzyna karcącym wzrokiem [pomimo różnicy wzrostu niejednokrotnie to on musiał być tym poważniejszym z całej gromadki], wzdychając. Nie wiedział czemu, ale pojawiał się z reguły właśnie wtedy, gdy najmniej się go spodziewał. Czyżby tu była jakaś zależność? Jakiś algorytm? Mniejsza. Uniósł dłoń w uspokajającym geście, dając do zrozumienia białowłosemu, iż nic się nie stało i nie ma czym się przejmować. Wbrew pozorom empatyczny z niego olbrzym.
- Szukasz Shaitana? Radziłbym Ci go szybko znaleźć. Zbliża się zmierzch. Nie chciałbym znaleźć na łóżku krwawej ofiary. – powiedział, gdy ten wyraźnie rozglądał się wkoło. A widząc iskierkę w szkarłatnych oczach chłopaka uznał, że trafił w dziesiątkę. Czyli nie dość, iż nie posiadał informacji o tym, że to właśnie dziś przyjechał Dante – to na dodatek teraz miał na głowie nierozgarniętego kuzyna z rozerwaną jaźnią na trzy części. A wieczór zapowiadał się tak wyśmienicie. 
Ponownie zwrócił swój wzrok na rudowłosą, która teraz trzymała kurczowo w swoich dłoniach znalezioną przez niego zgubę, najwyraźniej mającą dla niej sporą wartość sentymentalną.
- Wybacz mi za nierozgarniętego krewnego. To jest Dante. Ja mam na imię Aaron, miło mi Cię poznać. Czy mógłbym poznać Twoje imię? – zapytał lekko unosząc kącik ust w ledwo widocznym uśmiechu.

Od Dante i Shaitana, CD Aaron, Arisa, Akihiro

Irytujące. Światło wpadające przez niewielką szczelinę tworzącą się pomiędzy topornymi zasłonami drażniło spokojnie śpiącego młodzieńca. Bynajmniej parę chwil wcześniej spokojnego i śpiącego, gdyż teraz nieco zaspany podpierał się rękoma o pościel. Powoli rozejrzał się po pokoju, w którym żył od urodzenia, a pomimo to spoglądał na każdy element jak na nowość. Stare firany. Dywan. Pikowany fotel. Lustro. Żyrandol. Powieszone, martwe koty. Komoda. Szafa.... Zaraz... Koty?!
''Witaj Vincencie. Jak Ci się spało? Zostawiłem Ci malutki prezent na przyjemny początek dnia...''
Dobrze mu znany głos rozbrzmiał w umyśle, skierowany prosto do obecnie panującej jaźni, która z zdegustowaniem spoglądała na obdarte ze skóry stworzenia.
- Zdajesz sobie sprawę, że jeśli tu wejdzie Dante to Ci tego nie daruje? Ma alergię na koty. - westchnął wstając, aby zabrać się za odcinanie byłych ofiar Reda, drugiego stanu przejściowego Shaitana. Przy okazji kątem oka zauważył malunek. Płótnem była ściana, a farbą najwyraźniej krew puszystych istot. Dwa wisielce. Parę kruków. Czarna dziura. Jak zwykle od dzieł najdziwniejszego z całej trójki biła niebywała melancholia oraz przygnębienie.
''Wujciu Red, ciemu nie nalysujesz cegoś weselszego?''
Tak, kolejna jaźń Shaitana. Poznajcie Shino. Jego jedyny sens istnienia to sprawianie dodatkowych problemów, jakby było ich za mało. Dziecko w dorosłej skórze. Ewenement do dziś nie wyjaśniony. Podobnie jak ja, czy ten sadysta, który właśnie grozi maluchowi, że z chęcią uczyni z nim to samo, co z truchłami odcinanymi kolejno przez czarnowłosego. 
- Dajcie już spokó... - nie zdążył dokończyć, albowiem do pokoju wkroczył jasnowłosy olbrzym, hacząc przy okazji głową o futrynę drzwi nieprzystosowanych do jego wzrostu. Pierwsze co zrobił wchodząc do pokoju, to szybkie zerknięcie na martwe koty z obrożami z liny leżące na podłodze. Tak jak się spodziewał Vincent, otrzymali porządną burę za zapaskudzenie pokoju - przy czym Red jak zwykle milczał, nie zaprzeczając, ani nie próbując usprawiedliwić, a mały Shino obraził się na najstarszego braciszka za reprymendę. Może nie do końca ze sobą współpracując wyczyścili na tyle, na ile mogli pomieszczenie [paląc przy okazji zwłoki zwierząt na pył] – a następnie wezwani ponownie przez białowłosego do salonu zabrali ze sobą jedynie niewielki bagaż. Tak, to był ten dzień. Mieli udać się do rzekomego Instytutu. Mieli nadzieję, iż w końcu zostanie wyjaśnione, dlaczego w jednym ciele żyją tak skrajnie różne osoby. Może nawet uda się ich rozdzielić? Choć w to niezbyt wierzyli, to była szansa jak jedna na bilion – przy czym przez te lata zdążyli się nauczyć ze sobą żyć i jako tako funkcjonować. Po długim pożegnaniu z matką oraz ciotkami, w końcu mogli wyruszyć. Wybrali jednak bardziej przestarzałą formę transportu niż z reguły niezawodny teleport. Rodzaj międzywymiarowego wehikułu. Było znacznie wygodniejsze od powyżej wspomnianego, a na dodatek nie wywoływał nieprzyjemnych skutków ubocznych jak zawroty głowy czy odruch wymiotny.
- Gdzie jest Aaron? – ciszę przerwał Vincent, odwracając się do starszego brata zapatrzonego gdzieś w pustkę Edenu.
- Wyruszy za parę godzin teleportem. Rzekomo miał coś jeszcze do zrobienia. 
Parę jednostek czasu później zapadł zmierzch, a dwójka rosłych młodzieńców szła terenem szkoły, uważnie zapoznając się z nowym otoczeniem. Po dłuższej chwili odnaleźli wzrokiem ognisko oraz sporą gromadkę ludzi wkoło niego. A nad nią widoczna była głowa czarnowłosego kuzyna, wyraźnie odznaczającego się na tle innych swoim wzrostem.
- Wiesz co, pójdę poszukać łazienki. Idź się z nim przywitać, zaraz dołączę.
Dante skinął jedynie głową, a następnie odprowadził sylwetkę Shaitana do murów budowli, w której wnętrzu zniknął. A zaraz po tym udał się szybkim krokiem do Aarona, któremu znienacka rozczochrał bujną grzywę.
- Nie widzieliśmy się cały tydzień. Gdzieś się ukrywałeś?
Dopiero po chwili zauważył, że przerwał konwersację kuzyna a rudowłosej dziewczyny. Miał ochotę się palnąć za swoją porywczość.
- Wybaczcie, że przerwałem. - ujrzał tylko unoszącą się dłoń w formie gestu uspokajającego. O dziwo zadziałało, albowiem zażenowanie Dantego ze względu na swoje zachowanie nieco spadło. Teraz jednak rozglądał się za swoją zgubą. Gdzież podziewa się Shaitan?

Cóż, Vincent zaczął czuć, iż kończy się jego czas. Ku szczerej radości Red’a, który niemalże zacierał ręce z podniecenia.
‘Tyle świeżej, nowej krwi. Tyle potencjalnych ofiar. Czy trafiłem do samego raju?’
- Nie zagalopuj się, nikt z nas nie chce stąd wylecieć pierwszego dnia. – odburknął pod nosem idąc szybkim krokiem przez korytarz. Lekko dysząc , wbijając palce w krtań zaczynał biec. O dziwo, usłyszał czyjś głos, pomimo iż był pewny co do braku obecności jakichkolwiek istot w holu. Szlag by trafił zakłócenia kontroli nad umysłem.
- Przepraszam bardzo, ale kim jesteś? – zapytał niskim głosem. Po rogach rozpoznał, iż z pewnością jest jakimś rodzajem demona. Ale jakim – tego określić nie zdołał.

Nowy Uczeń - Dante

Dane podstawowe

Właściciel: Zahar
Imię: Dante
Nazwisko: D'Hellfyer.
Pseudonimy / Ksywki: Brak.
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 18 lat
Kierunek: Wojenny
Klasa: Galaktyki
Drużyna: Czasu
Ranga: Ogień
Specjalizacje: Wojownik / Szermierz / Strateg
Rocznik: I 
Orientacja: Heteroseksualna

Charakterystyka

Charakter: Dante jako najstarszy z rodzeństwa zmuszony był ponosić odpowiedzialność za młodszych braci oraz siostry, toteż ta cecha weszła mu niezwykle szybko w krew. To samo tyczy się cierpliwości, która jest czymś naturalnym podczas posiadania na swojej głowie ruchliwej gromadki 4 szkrabów - przy czym jeden jest maluchem w ciele dorosłego [rzecz jasna mowa tu o Shaitanie, a dokładniej jego odmianą Shino].
Jednakże te obie cechy nie zmuszają go do bycia oazą spokoju. Wręcz przeciwnie, Dante znany jest jako wulkan energii. Głównie fizycznej. 
Zdecydowanie należy do osób o silnym charakterze. Jeżeli coś sobie ubzdurał bądź uparł się przy swoim zdaniu, bardzo ciężko będzie go przekonać do innej możliwości - tak, jest uparty. Bardzo uparty. Na równi z tym jest honorowy, a wychowywany przez trzy kobiety ma wpojony szacunek wobec płci pięknej. Inteligentna z niego bestyjka, jednakże nikt nigdy nie nauczy go tego, czym sam się nie zainteresuje. I tyle o ile da się zdobyć jego zaufanie, to straconego nie da się odbudować. Bowiem jak wszyscy członkowie rodziny Dantego ma niebywałą pamięć [a przy okazji i mściwość za urazy]. 
Podobnie jak swój kuzyn Aaron nie należy do osób specjalnie gadatliwych jeśli chodzi o swoją osobę - w przeciwieństwie do niego nie jest już tak dobrym słuchaczem. A także łatwiej mu przychodzą riposty oraz cięty język.
Talent: Szał berserkera [krótkotrwałe, ale bardzo silne wzmocnienie siły oraz wytrzymałości cielesnej, pełne opanowanie Berserkera jest czasochłonne - niewłaściwe użytkowanie może skutkować pozbawieniem kontroli nad umysłem] 
Żywioł Ognia / Tłamszenie woli [agresywna umiejętność]
Rasa: Zaidar
Zauroczony (kim): Nikt
Para: Wolny 
Rodzeństwo: Shaitan oraz innych dwóch braci poza Instytutem
Rodzina: Trzech braci [w tym Shaitan], młodsza siostra, dwie ciotki i kuzyn Aaron. 
Historia: ,,Tylko dla administracji"
Pokój: Szeptu
Lubi: Dania mięsne, Woń krwi, Walkę, Woń palonego drewna, Miękkość końskich chrap oraz sierści, Koncentrację, Spokój, Wilki.
Nie Lubi: Kobiet rozwiązłych, Brak szacunku wobec starszych oraz przedstawicielek płci żeńskiej, Pyszałków, Kotów [alergia], Słodyczy.
Przyjaciele: Brak danych.
Wrogowie: Niegdyś z pewnością.
Zainteresowania: Treningi, Obcowanie ze zwierzętami, Jazda konna, Szermierka.
Wygląd: Najwyższy mężczyzna w rodzinie G'Hellyer - mianowicie został obdarzony imponującymi dwoma metrami oraz dwunastoma centymetrami w tak młodym wieku, a zapowiada się, iż to nie koniec jeśli chodzi o wzrost. Różni się nieco sylwetką od swoich braci, od dzierżenia miecza przypominającego olbrzymi, zespawany ze sobą kawał żelaza zdolny zapewne rozpołowić niedźwiedzia ma bardziej imponujące umięśnienie. Jest unikatowy w całej swojej rasie - przyszedł bowiem na świat jako albinos. Cera jest niemalże alabastrowa, a po niej na klatce piersiowej, plecach oraz barkach plączą się liczne znamiona tworząc w ten sposób zawiły wzór. Włosy podobnie jak skóra są niezwykle jasne, zaprzeczając genom Zaidarów słynących z kruczoczarnych włosów. Dorównują im jednak jedwabistością oraz gęstością. Naturalnie ma bursztynowe oczy, zmieniające swą barwę tylko podczas przyjmowania cech demonicznych na szkarłatną. W tejże postaci ma dłuższe paznokcie, przypominający szpony - włosy dotychczas końcówkami muskające kark rosną aż do bioder, a na czole wyrastają dwa rogi. W tej postaci rozrasta się również i wzór na jego ciele, obejmując również twarz. Kły natomiast są nieodłącznym aspektem Dantego, ma je niezależnie od formy.
Cechy ubioru: Nie ma określonego stylu, chociaż znaczną część jego szafy zajmują wybrane przez rodzinę tradycyjne japońskie szaty.
Inne zdjęcia:

Nowy Uczeń - Shaitan


Shino:

Red:

Vincent:

Dane podstawowe

Właściciel: Zahar
Imię: Shaitan
Nazwisko: D'Hellfyer
Pseudonimy / Ksywki: Dziwadło.
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 16 lat
Kierunek: Rodzina wybrała mu Literactwo 
[głównie ze względu na zajęcia z samokontroli]
Klasa: Galaktyki
Drużyna: Perspektywy
Ranga: Płomyk
Specjalizacje: Pisarz, Kaligraf
Rocznik: I 
Orientacja: Niepewna

Charakterystyka

Charakter: Zacznijmy od tego, iż Shaitan nie jest 'sam'. Cóż, Na Shaitana składają się trzy osobowości. Każda każe nazywać siebie inaczej, a dzięki zachowaniu można je łatwo rozróżnić. 
Pierwsza najbardziej dominująca każe siebie nazywać po prostu Shino. Zachowanie tej jaźni jest porównywalne do kilkuletniego dziecka. Psoty oraz wtykanie swojego nosa wszędzie tam, gdzie nie należy to ulubione zajęcia tego malucha w tym niemałym ciele. Pojawia się kiedy chce i jak chce.
Druga jest połączeniem średnich dawek sadyzmu i oziębłości z wyraźnym fetyszem na punkcie krwi. Zwie się Red. Nie jest specjalnie przyjazna, chyba że oferujesz jej za darmo swoją posokę - wtedy uzna Ciebie za potencjalny bank krwi i tym samym szanse na zawarcie znajomości [o dość chorym podłożu] wzrosną. Pojawia się z reguły w nocy.
Ostatnia to Vincent. Jeśli tak to można ująć najnormalniejsza i poważniejsza jaźń od dwóch powyżej wymienionych. Występuje najczęściej przez cały dzień, od świtu do zmierzchu.
Talent: Red może kierować innymi jak lalkarz marionetkami.
Shino z reguły atakuje pączkami, ale posiada moc iluzji.
Vincent natomiast panuje podobnie jak ich kuzyn Aaron nad żywiołem ognia.
Rasa: Zaidar
Zauroczony (kim): Nikt a nikt.
Para: Nikt.
Rodzeństwo: Jaźnie się liczą względem siebie? Jeśli nie, to posiada trzech braci,
z czego jeden, Dante również uczęszcza do tego Instytutu.
Rodzina: Matka, dwie ciotki, troje braci oraz jedna siostra.
Historia: ,,Tylko dla administracji"
Pokój: Jaśminu.
Lubi: Wszystko zależy od aktywnej jaźni, ale wymienię najważniejsze u Reda i Shino:
Pączki / Ogólnie słodycze / Krew / Krew / Wspominałam już, że krew? / Woń świeżo skoszonej trawy / Gdy coś się dzieje 
Nie Lubi: Ziaren kakao [pomimo tego lubi czekoladę] / Brokuł / Zapachu ras innych niż Zaidarowie [to cecha Reda] / Nauki na siłę.
Cóż... Vincent jest ich przeciwieństwem w większości aspektów.
Przyjaciele: Raczej nie posiada.
Wrogowie: Pewnie jacyś byli...
Zainteresowania: Walka. Jedzenie. Walka. Jedzenie. Jedzenie i Walka.
Wygląd: Niski jak na Zaidara [albowiem metr osiemdziesiąt dziewięć] szczupły młodzieniec o kruczoczarnych włosach przyciętych tuż przy karku. W zależności od aktywnej jaźni oczy Shaitana są niczym turkus z wirującymi odłamkami szkła, bądź karmazynowe jak świeża posoka. Podobnie jak pozostali członkowie rodziny ma atletyczną sylwetkę - lecz w porównaniu do swojego rosłego kuzyna ma delikatniejsze rysy twarzy, które w większości odziedziczył po matce.
Cechy ubioru: Nie posiada jednolitego stylu ubierania się. Bądź co bądź Shaitan jest nosicielem trzech różnych osobowości.

Od Arisy, CD Aaron

O ile samą ciemność lubiłam, to szukanie w niej zgubionych rzeczy było udręką. Gdybym nie była mną, to bym poprosiła o pomoc Gen, ale jako, że ja nigdy nie proszę jej o pomoc, to nie. Zaś innym powodem było to, że nie chciało mi się jej szukać, skoro przedtem gdzieś mi mignęła między innymi osobami. Po chwili przeklinania w myślach (W towarzystwie na głos nie wypada.) i bezowocnego szukania, miałam się po prostu poddać, jednak kiedy usłyszałam głos chłopaka, na którego wcześniej wpadłam, uniosłam wzrok. Kiedy wyciągnęłam dłonie przed siebie, kilka sekund później znalazła się moja zguba, znaleziona przez ciemnowłosego.
- Dzięki... Em... Jak masz na imię? - spytałam, przypominając sobie, że nie mam zielonego pojęcia jak się zwał. Co prawda, każda osoba na moim miejscu pewnie odpuściłaby i przestała szukać tak błahej rzeczy, ale to nie była jakaś tam kulka, a przynajmniej nie dla mnie. Przy okazji powinnam zawrzeć nowe znajomości, bo potem nie będzie tak kolorowo ze mną.

Od Aarona, CD Arisa

Rozglądając się po zgromadzonym tu dość licznym towarzystwie poczuł, jak coś obija się o jego plecy. Raczej nie coś, a ktoś, stwierdził obracając się w stronę znacznie niższej dziewczyny. Kątem oka zdążył zauważyć jak z dłoni płomiennowłosej wypada niewielki obiekt, turlając się w nieokreślonym bliżej kierunku. 
- Spokojnie, nic się nie stało. - pokręcił głową, nieznacznie się uśmiechając. Nie należał do tego grona osób, które pienią się za naruszenie ich przenajświętszej przestrzeni na otaczający ich świat. 
Na zadane przez nieznajomą pytanie mimowolnie uniósł z zdziwienia brwi. Doskonale wiedział, iż wygląda poważnie, a wzrost mu wcale nie pomagał, tylko dodawał kilka dodatkowych lat do autentycznego wieku - jednak nigdy jeszcze nie spotkał się z zapytaniem, czy należy do kadry nauczycielskiej. Uznał, iż zapisze to w serii kierowanych w jego stronę nietypowych pytań, ustawiając je na równi z "Czy to pańskie dziecko?". 
- Pierwszoroczniak. - odparł, śledząc wzrokiem kręcącą się na boki głowę dziewczyny. Postanowił jej pomóc, najwyraźniej miała kłopoty z widzeniem w ciemnościach. Sam takich problemów nie miał i po raz wtóry dziękował swojemu dziedzictwu za tak proste, a jakże przydatne cechy.
- Pewnie tego szukasz. - stwierdził, gdy znalazł leżącą w ściółce małą, szklaną kuleczkę. Wstał i wyciągnął dłoń w stronę jej właścicielki, trzymając w niej zgubę.

Od Arisy, CD Aaron

Z zainteresowaniem wodziłam wzrokiem za Genevive, która gdzieś gnała, mamrocząc coś pod nosem. Najwidoczniej coś musiało się stać, gdyż rzadko brunetka wyglądała na tak wyprowadzoną z równowagi. Cóż, później się dowiem, na razie moje myśli pochłaniała wspomniana gra. Innymi słowy moje zainteresowanie tym miejscem podskoczyło na wyższy poziom. Zacisnęłam dłoń na małej, szklanej kuleczce, którą trzymałam i po chwili rozluźniłam rękę, obracając przedmiot między palcami. Na przykładzie swojego rodzeństwa powinnam była wiedzieć, że latanie myślami pośród tłumu było niezbyt dobrym posunięciem, ale co poradzić? Jak było do przewidzenia, wpadłam na kogoś, a przedmiot wypadł mi z ręki. Przeklęłam w myślach, jednak na szczęście nie straciłam równowagi i nie upadłam na ziemię.
- Wybacz, moja wina. - przeprosiłam, unosząc głowę do góry i skoro myślałam, że rodzina przyjaciółki mamy jest wysoka, to się myliłam. Osobnik stojący przede mną tylko to potwierdzał. O ile wcześniej jeszcze w miarę dawałam radę patrzeć komuś w oczy, to tutaj mogłam nabawić się niezłego bólu karku. Skoro był chłopakiem to i pierwszorocznym, bo jeśli pamięć mnie nie myliła to była szkoła dla dziewcząt, która dopiero w tym roku zaczęła przyjmować chłopców. Chociaż, mógł być to równie dobrze nauczyciel. Nie zaszkodzi się upewnić. - Pierwszoroczny czy nauczyciel? - spytałam, odwracając wzrok i zaczynając szukać zguby, ale w tych ciemnościach to było niemożliwe.

Od Aaron, CD David

Po jednym słowie ze strony chłopaka został utwierdzony w swoim przekonaniu, iż tak samo jak on, tak i czarnowłosy jest pierwszakiem. Natomiast kilkanaście sekund później zaczął się zastanawiać, czy jegomość zawsze ma w zwyczaju używać pojedynczych słów zamiast zdań złożonych. Cóż, lepsze to, niż niekończące się trajkotanie gadatliwej dziewczyny, która uznała, iż koniecznością będzie opowiedzenie Ci historii swojego życia: od momentu spłodzenia, po dzieciństwo, pierwszą randkę oraz inne szczegóły o istnieniu których wolałoby się nie wiedzieć. 
- Aaron. A Ty? 
Korzystając z krótkiego ułamka czasu po zadaniu pytania, kruczowłosy rozejrzał się wkoło. Najwyraźniej w najbliższym czasie miało się tutaj odbyć jakieś wydarzenia… albo zawody? Tak bynajmniej przyjął, obserwując zgromadzonych, przeskakując wzrokiem z jednego na drugiego oraz starając się wyłapać poszczególne słowa, mogące mu pomóc ustalić co ma nastąpić. Wielokrotnie do jego uszu dotarło „Gra”, więc uznał, że zapewne będzie to rodzaj konkursu grupowego. Tyle się domyślał, pewności stuprocentowej jednak nie miał. Nie zapytał się jednak o powód unoszącego się w powietrzu podekscytowania co poniektórych, pozwolił, aby nęciła go własna ciekawość. Dość interesujące uczucie.

Od Davida, CD Aaron

Wraz z pytaniem, które padło z ust chłopaka, zyskałem pewność, że był na pierwszym  roku. Czyli niestety nie był potencjalną osobą, która by mi opowiedziała o instytucie. Cóż, później się dowiem, miałem czas. Zerknąłem na niego i pierwsza rzecz rzucająca się w oczy, był jego wzrost. Nowo przybyły był straszliwie wysoki, a ja do najniższych nie należałem, choć z pewnością byłem niższy niż przeciętny emp w moim wieku. Na idiotę nie wyglądał i miałem nadzieję, że nim nie był, gdyż następne spotkania z osobą tego rodzaju, bym nie zdzierżył.
- Pierwszy. - odpowiedziałem nieco obojętnie. Nadal byłem zły na tamtą idiotkę, a mogłem ją zabić, wyświadczyłbym przysługę temu światu. Palcami postukałem kubek, w którym znajdował się napój. Do gry była jeszcze niecała godzina, a ja nadal nie miałem pojęcia jak ją wykorzystać lub przeżyć. Ech, raz się żyję i warto byłoby zapoznać się jeszcze z kimś w miarę ogarniętym.
- Imię? - spytałem chłopaka obok mnie.

piątek, 10 lipca 2015

Nowa uczennica - Kuro Neko



Właściciel:FireHors
Imię: Kuro
Nazwisko: Neko
Pseudonimy / Ksywki: Nekośia 
Płeć: Kobieta
Wiek: 16
Kierunek: Muzyczny
Klasa: Galaktyki
Drużyna: Krzyku
Ranga: Płomyk
Specjalizacje: Wokalista , Tancerz
Rocznik: I 
Orientacja: Homoseksualna 


Charakter: Jestem niemiła, nieprzewidywalna, niemiła, nieprzewidywalna, nieostrożna, tajemnicza, sarkastyczna, ironiczna, ci którzy jej nie znają myślą że mam schizofrenie... ale to nie prawda.... chyba..... nie ważne.... jestem lekkim ignorantem, nie słuchałem się nigdy nikogo więc trudno mi się przyzwyczaić do Instytutu, żyłam kiedyś samotnie, nienawidzę siedzieć i nic nie robić to mnie wkurza,jestem także agresywna, tajemnicza, po bliższym poznaniu, pod tą agresywną, twardą i ciemną skórą jest czuły, romantyczna i miła dziewczyna potrzebuje siły by się wykrzyczeć za wszystkie krzywdy za młodu.

Talent: Dar języków, Oko Horusa, Zamienianie się w kota , 
Rasa: Kotołaczka
Zauroczony (kim): Nikt mnie jeszcze nie zainteresował.
Para: - 
Rodzeństwo: - 
Rodzina: Nie ma .
Historia: ,,Tylko dla administracji"
Pokój: Krzyku 
Lubi: Koty / Sport / Śpiewać / Lody / Słodkości / Gry Komputerowe / Siedzieć na FB 
Nie Lubi: Nudy / Spokoju 
Przyjaciele: -
Wrogowie: -
Zainteresowania: Koncertowanie 
Wygląd: Nekośia ma króciutkie blond włoski i odstające czarne uszy . Jest bardzo chuda i płaska . Ma czerwone , duże oczy i małe usta . Ma także czarny długi ogonek.
Cechy ubioru: Nosi czarna koszulkę a na nią czarną kamizelkę i czerwony krawat .Zawszę nosi czarne trampki z czerwonymi sznurówkami . Na uszach ma czerwono - czarne słuchawki . Ma czarne spodnie a na nich różne złote gadżety . Na szyi nosi czarny krzyżyk.
Inne zdjęcia: 





Od Davida, CD Tris (Uwaga wszyscy)

Postanowiłem zacząć pisać dziennik, a dzisiejszy dzień opatrzyć przypisem ,,Nigdy nie powtarzać i wyrzucić z pamięci!". Niemiłosiernie się nudziłem, na tyle, żeby w końcu wstać, samemu rozpoczynając opowieść. Na szczęście miałem w pamięci zlepki legend axtońskich, które połączyłem w jedna, dziwną historię. Podstawą zdolności oratorskich nie jest treść, a wprowadzenie klimatu. Uwielbiałem, gdy inni jedli mi z ręki. Manipulowanie ludźmi było zadziwiająco prostą czynnością. Wystarczyło mieć trochę oleju we łbie, upewniając się, że ani razu nie skłamiesz. Zresztą, większość osób nie wierzy w prawdę, a rzucanie delikatnych aluzji również jest swego rodzaju sztuką. Historia pisze się sama, to jak z plotkami. A poza tym - terytorium należało oznaczyć pierwszego dnia. Potem należało to powtarzać w regularnych odstępach czasu, żeby miejscowe chłopstwo nie zapomniało, kto tu rządzi. Po mojej opowieści (jak zawsze po każdym moim wystąpieniu) pojawiła się cisza. Cieszyłbym się bardziej z owacji na stojąco, tym bardziej, że ciszę wywołało powstanie jakiejś kobiety.
- Wiem, że się dobrze bawicie i strasznie mnie to cieszy - powiedziała i wrzuciła garść jakiegoś proszku do ognia, przez co w górę poleciała burza iskier. - Dlatego postaram się streścić, bo też nie lubię ogłoszeń parafialnych.  Cisza nocna w Akademiku zaczyna się o północy i kończy o szóstej rano. Jeżeli ktokolwiek z kadry znajdzie osobę poniżej szesnastego roku życia z alkoholem, mogę zapewnić, że nie cierpiał ten, kto ogni piekielnych nie zaznał. Palić nie można w obrębie akademiku, radzę wam żyć z Edenem w zgodzie, bo to kapryśna ziemia jest i z tego co obserwowałam, to ma alergię na tytoń. W akademiku jest kuchnia, ale udostępniamy również darmową stołówkę, jeżeli mielibyście ochotę na przekąszenie czegoś i brak chęci do gotowania. Dalej. Co tydzień jest organizowany wyjazd do pobliskiego miasteczka, o nazwie Arcadia Bailey, zapisać się można również przez Xnetu. I coś może bardziej intymnego, ale też do ogarnięcia. O ile rozumiem młodzieńce hormony, o tyle, jeżeli okaże się, że ktokolwiek współżył przed piętnastym rokiem życia, może się uważać już za martwego. To samo dotyczy, jeżeli partner bądź partnerka byli młodsi. Wszelkie pytania możecie kierować do kadry. Niedopuszczalna jest przemoc, bo to jedynie wyraz słabości, mam nadzieję, że będziecie o tym pamiętać - powiedziała i uśmiechnęła się szeroko. - Za godzinę zaczynamy Grę w Podchody, mam nadzieję, że będziecie się dobrze bawić. - Odwróciła się i odeszła w stronę osób, które wyglądali na nauczycieli. Uśmiechnąłem się do siebie, gra, co? 

Od Aarona, CD David

Ciche westchnięcie przerwało niemalże absolutną ciszę, wydobywając się z ust czarnowłosego młodzieńca. Nie wiedział już po raz który jego oczy przemykały po starannym piśmie manuskryptu, linijka za linijką. Zawartość pradawnego zwoju miał niemalże wyrytą w pamięci tak mocno jak wykute były przykazania na kamiennych tablicach w Arce Przymierza. Znudzony odłożył zżółciały kawałek papieru na stertę jemu podobnych i zatrzymał na niej na moment wzrok. To już mu nie wystarczało. To zdecydowanie za mało. Biblioteka, w której się znajdował była pokaźnych rozmiarów, jednak przez ostatnie kilkanaście lat zapoznał się z jej zbiorami wystarczająco wiele razy, aby odczuwać niedosyt wiedzy. Nie dziwota więc, iż przyjął propozycję swojej matki, aby udać się do Instytutu, o którym wspominała mu podczas wspólnego obiadu. Z początku miał pewne wątpliwości o podłożu bezpośrednio związanym z stanem zdrowotnym Sigii, jednakże będąc przekonanym o tym, iż ciotki zajmą się chorowitą, filigranową kobietą lepiej niż on, odrzucił tymczasowo na bok swoje zmartwienie. Oderwał się od pikowanego fotela, aby udać się do swojego pokoju i zabrać z łóżka niewielki bagaż z najpotrzebniejszymi rzeczami. Ostatni raz rozejrzał się po pomieszczeniu, w którym mieszkał od niepamiętnych czasów, a jedno pstryknięcie później obraz rozmazał się przed jego oczyma. Ścianę pokrytą starymi obrazami zastąpiła imponująca budowla ze szkła stanowiąca intrygującą odmianę od jego dotychczasowego lokum. Zupełnie jakby przeniósł się do innego świata – a bynajmniej do innego wymiaru. Zapoznawszy się mniej więcej z rozkładem budynków przed przybyciem w to miejsce rozpoznał w tej gigantycznej szklarni Akademik. Po krótkich poszukiwaniach numeru swojego pokoju, w którym o dziwota i na jego szczęście był póki co sam, pozostawił małą walizkę na łóżku – a po upewnieniu się, iż zawartość pomieszczenia jest bezpieczna, powolnym, niespiesznym krokiem udał się w stronę otwartej przestrzeni w celu zapoznania się z nowym dla niego otoczeniem oraz ewentualnymi współlokatorami. Długo szukać nie musiał. Wkrótce zauważył małą czarną kulkę włosów na pobliskiej ławce. Uznał, iż nie mając i tak nic innego do roboty, dobrze by było zapoznać się z tymże jegomościem.
- Można się dosiąść? - krótkie pytanie rzucone mimochodem napotkało pozytywną odpowiedź, toteż przysiadł się do młodzieńca. Wygodnie oparł się o ławkę, spoglądając karmazynowymi oczyma w krystalicznie czyste niebo.
- Też na pierwszym roku?

Od Akihiro, CD ktoś

Życie...Czy jest jakikolwiek jego sens? Czy moje istnienie jest potrzebne? Wolałbym żeby moje życie zostało oddane komuś innemu. Nie zasługuję aby żyć. Jestem śmieciem. Śmieć zawsze będzie śmieciem. Tej jakże bolesnej prawdy nie da się ominąć. Zostałem porzucony. Nic nie pamiętam. Ale wiem że straciłem ostatniego członka rodziny który był dla mnie ważny. Jednak ważniejsze jest jego szczęście niż mój przeklęty los. Zostałem wyrzucony pod drzwiami jakiegoś dziwnego budynku. Cudem było iż się tam dostałem. Z moim charakterem jak i intelektem nigdy nie byłoby to możliwe. Jednak cudem mi się udało. Zostałem powiadomiony że ktoś czekający na głównym placu tego instytutu ma mnie oprowadzić. Super. Kolejna nie potrzeba znajomość która zaiste przyniesie więcej problemów niż sama będzie warta. Na placu były tłumy studentów tego instytutu .Jednak nie wyglądało aby ktoś miał na mnie oczekiwać, Oparłem się o ścianę budynku i czekałem. Nigdy nie przepadałem za czekaniem, jednak to chwila w której najzwyczajniej nie muszę nic bardzo mnie uspokaja. Jednak po godzinie zaczęło być to uciążliwie. Kiedy ta nieodpowiedzialna i ignorancka osoba się pojawi? Może zapomniała? Lub po prostu wiedziała że to marnotrawstwo jej cennego czasu,N agle usłyszałem czyjeś dyszenie. Gdy się odwróciłem ujrzałem jednego z uczniów.
-Ile kazałeś na siebie czekać? - powiedziałem spoglądając na chłopaka z pogardą.
Jakiś chłopak?

Od Davida, CD Gen, ktoś

Statystycznie rzec biorąc, życie powinno być proste. Ot, nie wymagało ani myślenia, ani jakiegoś sensownego planowania. Nawet byle idiota powinien być w stanie w spokoju przeżyć kilka chwil, nie wpadając w kłopoty. Natomiast istniał jeszcze podgatunek rasy ,,homo idiotus", którzy, delikatnie mówiąc, sprawiali, że traciłem wiarę w ludzkość. W tej chwili winny był korzeń, zdecydowanie. Prychnąłem pod nosem, mój pobyt tutaj nie zapowiadał się dobrze. Od samego wyjścia z samochodu wątpiłem w czystość intencji mojej matki, gdy mnie tu posyłała. Westchnąłem w duchu, powinienem znaleźć sobie jakiekolwiek sensowne zajęcie, bo inaczej nie wyżyję. W sumie? Ciekawił mnie przede wszystkim tutejszy plan zajęć oraz jego możliwości. Cóż, trzeba będzie się popytać albo ogarnąć co i jak z kadrą.
- Mała, spływaj - warknąłem chłodno, trzeba trzymać poziom. Póki co nie chciałem jeszcze nikogo mordować, a przynajmniej nie pierwszego dnia. - Uznajmy, że mam dzień dobroci dla zwierząt. A tak przy okazji, morderstwa bywają złem koniecznym - prychnąłem na odchodnym i rozejrzałem się wokoło, poszukując duszy nie tyle znajomej, co gotowej żeby mi pomóc. Jak na złość - nikogo takiego w rejonie. Oszaleć można. Całkowicie zrezygnowany usiadłem na ławie, przyjmując od kogoś napój. Cały czas rozglądałem się wokoło, szukając punktu zaczepienia. Hm... Co by tu porobić?
- Można się dosiąść? - Spojrzałem w górę, słysząc czyjś głos. Przesunąłem się na bok.
- Jak chcesz. - Wzruszyłem ramionami. 

Od Tris, CD David



Opowiadanie "strasznych historii" było niezłym pomysłem, gdyby tylko te historie były straszne. Gdy jeszcze miałam w miarę normalne życie i chodziłam do normalnej szkoły, na jednej z wycieczek opowiadaliśmy sobie straszne historie, mój najlepszy przyjaciel opowiedział taką, że każdy potem bał się wejść do pokoju, nawet mnie przeszedł wtedy dreszcz. Zaraz potem przypomniało mi się, że po tej wycieczce, mój ojciec zabił matkę, przed oczami pojawił mi się obraz jej ciała, aż przeszedł mnie dreszcz, z zamyślenia wyrwał mnie głos Davida. Wyszczerzyłam oczy ze zdziwienia.
- Przepraszam, pytałeś się mnie? - to ostatnie pytanie, jakiego bym się spodziewała, że zada.
- Nie jestem taki zły, przecież o mnie myślałaś - i znowu ten ironiczny uśmiech.
- Jesteś naprawdę irytujący - westchnęłam. Chwilę potem, ktoś się spytał, czy ktoś chce opowiedzieć jakąś historię. Ku mojemu zdziwieniu zgłosił się David. Na chwilę wymknęłam się do pokoju po moją skórzaną kurtkę, bo robiło się już zimno. Gdy wracałam, doszłam do wniosku, że chłopak musiał opowiedzieć niezłą historię, bo wszyscy byli cicho, jak nigdy i nawet starsi byli wystraszeni. Z twarzy Davida nie schodził ten wkurzający, ironiczny uśmiech.

Nowy Uczeń - Aaron


Dane podstawowe
Właściciel: Zahar
Imię: Aaron
Nazwisko: Evrihne
Pseudonimy / Ksywki: Wędrowiec
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17 lat
Kierunek: Magiczny
Klasa: Galaktyka
Drużyna: Pamięci
Ranga: Ogień
Specjalizacje: Strażnik oraz Mag 
Rocznik: I 
Orientacja: Zdecydowanie heteroseksualny 

Charakterystyka
Charakter: Z natury osobnik zwany Aaronem ma spokojne usposobienie. Może nie tyle spokojne, co kłopoty się do niego nie garną, a on ich nie przyciąga bez potrzeby. Nie rozwiązuje konfliktów ani swoim sprytem, ani siłą fizyczną – najzwyczajniej w świecie stara się ich nie wywoływać, aby nie być zmuszonym stosować powyżej wspomnianych metod. Jeśli sprawa nie dotyczy bezpośrednio jego, stara się wtedy pójść na kompromis, aby zażegnać spór. Natomiast jeśli ma do czynienia z obelgą bądź jakimkolwiek uszczerbkiem na honorze Aarona czy też członka jego rodziny… Cóż, młodzieniec ten nie przymknie oka na taką urazę i jak najmniej przyjemnie dla drugiej strony będzie chciał wyrównać rachunki. Bądź co bądź jest niebywale pamiętliwy, a gdy spod stoickiej powłoki wychylają się lekko diable rogi – wtedy jest również niebywale mściwy. Ale jest to tak wielka rzadkość, jak ujrzenie na ulicach swojego miasta kobiety z zarostem sięgającym do podbrzusza.
Potrafi rozmawiać z innymi. Tak, jeśli chodzi o zwykłe pogawędki podczas przerwy między lekcjami. Jednak najczęściej ogranicza się tylko do takich niezobowiązujących rozmów. Nie lubi opowiadać zbyt dużo o sobie, jest natomiast znakomitym słuchaczem, lubi wiedzieć z kim ma do czynienia oraz znać jego ewentualne słabości. Tak na wszelki wypadek. Woli mieć obszerną i mocną talię kart w zanadrzu. 
Cierpliwość jest jedną z bardzo rzadkich cech współczesnego społeczeństwa. Aaron wykazuje jednak, iż jest posiadaczem tego przymiotu. Stalowe nerwy ma zarówno do niezwykle gadatliwych trajkotek, jak i ludzi, którzy wylewają z siebie hektolitry arogancji i pyszałkowatości, chcąc go wyprowadzić z równowagi. Co nie zmienia faktu, iż mając do wyboru niezwykle głośne i irytujące towarzystwo, a starą przyjaciółkę ciszę – logiczne będzie, że wybierze wariant numer dwa. Pomimo życzliwego, a bynajmniej obojętnego sposoby bycia względem innych Aaron również ma granice swojej wręcz anielskiej cierpliwości [co trochę powiewa kpiną, patrząc na jego pochodzenie] i ma prawo mieć gorszy humor. Rzecz jasna nie zmienia się wtedy [z reguły] w krwiożercze bydlę mające ochotę rozszarpać wszystko i wszystkich, ale bywa opryskliwy. Ach tak, zapomniałabym. Będąc jednym z Zaidarów zdarzają mu się chwilowe napady agresji – poprzedza je jednak złe samopoczucie, toteż Aaron z reguły w takim momencie czmycha w ustronne miejsce.

Talent: Podróże astralne, Transmutacja oraz Pirokineza 
[lub jak kto woli kontrola nad żywiołem ognia]
Rasa: Zaidar - link
Zauroczony (kim): Nikt nie zajmuje ani jego serca, ani myśli
Para: Wolny
Rodzeństwo: Brak
Rodzina: Matka oraz jej siostry; dwie ciotki, czworo kuzynów, 
jedna kuzynka. Ojciec nieznany.
Historia: ,,Tylko dla administracji" 
Pokój: Tajemnicy
Lubi: Zapach świeżych oraz palonych ziół, Swoje ‘wędrówki’, Trenować [zarówno zdolności magiczne, jak i swoje ciało], Mięso [obowiązkowy składnik jego diety], Ceni sobie szczerość i prawdomówność, Taekwondo, Samotność, Obserwowanie, Egzotyczną kuchnię, Muzykę [o dość szerokim zakresie; od celtyckiej po tzw. metal], Długie włosy u kobiet, Walkę bronią białą oraz wręcz [preferuje stójkę niż parter], Ukrywa fakt, iż pociąga go woń krwi.
Nie Lubi: Pyszałków oraz arogantów, Zbędnych konfliktów, Fałszywości, Pomidorów,
Przyjaciele: Nie posiada
Wrogowie: Nic mu o tym nie wiadomo
Zainteresowania: Runy, Rozszyfrowywanie starych zwojów, Ćwiczenia sprawnościowe oraz siłowe, Medytacja, Różne rodzaje broni, Rysownictwo.
Wygląd:  Trzeba być szczerym. Pod względem wzrostu Matka Natura była przerażająco wręcz hojna wobec Aarona. Być może na jego dwa metry i cztery centymetry miała wpływ krew, jaka płynie w jego żyłach. Może nawet nie być może, a jest to potwierdzony fakt przez badaczy, którzy spisali charakterystykę osobników tej rasy. W każdym razie jest rosłym młodzieńcem o stosownym do swoich gabarytów umięśnieniu, które nie stawia go oni w lidze kulturystów, ani chuderlaków. Ma zdecydowanie atletyczną figurę. Jego sylwetkę gdzieniegdzie przepasają wyryte w jasnej skórze tatuaże, zdobiące głównie jego ramiona, bądź nabyte w trakcie jego siedemnastoletniego żywota blizny, nadające mu tego specyficznego smaczku, gdy osaczy się go wzrokiem. Jednakże unieśmy już wzrok znad jego klatki piersiowej oraz brzucha, aby zerknąć na twarz Aarona. Cóż, i tu Natura nie poskąpiła mu urody, choć wszystko zależy od gustów [a każdy ma inny i nikomu się nie dogodzi]. Ma ostre rysy, mocno zarysowany podbródek, prosty nos oraz silne szczęki, które nierzadko pokrywa krótki, jedno bądź góra dwudniowy zarost. Od razu zauważamy długie, najczęściej związywane w koński kucyk włosie. Niebywale gęste i miękkie w dotyku, a zarazem bardzo mocne, o dość nietypowej barwie. Mianowicie kruczej. W zależności od promieni słońca oraz kąta ich padania możemy ujrzeć barwę czysto czarną, granatową, a nawet ujrzeć gdzieniegdzie odcienie fioletu. Z reguły jednak mają ciemną barwę.
Cechy ubioru:  Ręce od nadgarstka aż do łokci najczęściej są owinięte bandażami, z reguły bowiem zapomina ich odwiązać po treningu. Stały się nieodłącznym elementem jego wyglądu. Często nosi na sobie tradycyjne, japońskie stroje, ale nie stroni również od prostych dżinsowych spodni czy luźnej koszulki. Najważniejsza jest bowiem dla niego wygoda, więc jeśli napotkacie go w obcisłym stroju – to właśnie ujrzeliście Cud nad Wisłą.
Inne zdjęcia: