środa, 5 sierpnia 2015

Od Arisy, CD Aaron

Zmrużyłam oczy, kiedy Aaron zaczął rozmowę z moją matką. Czyli będzie na jakąś krótką chwilę zajęta. Teraz miałam zaledwie kilkanaście sekund na przemyślenie czy zostawić chłopaka w szponach matki, czy zostać tu i modlić się, żeby wszystko przebiegło bez żadnych typowo Emmalicowskich pytań? Ech, nie godziło się kompana zostawiać na pożarcie, więc dalej tam tkwiłam, miętosząc w wolnej dłoni materiał sukienki.
- Dziękuję. Tak, dodałam do niej imbiru. Zazwyczaj uspokaja Arisę, gdy jest podenerwowana. - Matka spojrzała na mnie znacząco, po czym odgarnęła mi z twarzy zbłąkany kosmyk włosów za ucho. Lekkie rumieńce pojawiły się na mojej twarzy. Na świętą Minore! Do następnej szkoły jadę z ojcem, wolałam jego żarciki niżeli drażnienie się ze mną matki. Ech, chyba nigdy nie nauczę się maskować zdenerwowania w pobliżu rodzicielki.
- Aaron, czym udało ci się pozyskać sympatię mojej córki? Zazwyczaj zraża do siebie każdą osobę albo już dawno zostawia ją na łaskę mojej osoby - powiedziała wesołym tonem, a ja niemalże zakrztusiłam się herbatą. Zakasłałam kilka razy, mówiąc coś o niebywałej szczerości, przy okazji wplatając w to kilka przekleństw w obcym języku. Wspominałam coś o tym, że ta kobieta była czasami aż do bólu bezpośrednia, szczera i zawsze mnie zaskakuje? Nie? To teraz wspominam.
- Jeszcze trochę i go wystraszysz. Nie pamiętasz, co zrobiłaś ostatnio? - Miałam nadzieję, że jakoś ją przegonię, ale matka najwidoczniej wolała mnie przypilnować i tu zostać na parę chwil dłużej.
- Głupi wypadek - wymamrotała, nieco się krzywiąc na samo wspomnienie o tym.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz