Mimo, że do gry pozostało niewiele czasu, opuściłam ognisko oraz resztę towarzystwa, nucąc pod nosem, zaś w tle słyszałam koncert cykad i świerszczy. Przechodząc przez las, przeszukiwałam swoją pamięć, licząc miejsca, do których mogłabym szybko w miarę pójść albo w ogóle nie byłam. Spojrzałam w niebo, a mój wzrok zahaczył o dach. I mamy zwycięzce. Puściłam się biegiem, zapominając o fakcie, że na moich nogach miałam obcasy, które mimo tego, że były niskie, to i tak do biegania nie służyły. Jednak na szczęście bieganie miałam przećwiczone! W tamtej chwili gdzieś bardzo głęboko w duszy dziękowałam swojemu rodzeństwu, że pierwszą rzeczą, którą musiałam się przy nich uczyć to uciekanie w tych butach. Bez większych obrażeń dotarłam na samą górę, po czym pchnęłam drzwi, które najpewniej prowadziły do miejsca, do którego chciałam dotrzeć. Kiedy je pchnęłam, wydały cichy skrzyp.
- Spadaj, Stella. W tym roku nie dam się zaciągnąć na żadne durne podchody. - Oho! Jest towarzystwo. Zobaczyłam brązową czupryne, a głos natychmiastowo dopasowałam do wcześniej poznanej panny od kropek.
- Przeskadzam? - spytałam rozbawiona, opierając się o framugę drzwi, a ręce skrzyżowałam na piersiach, zaś na twarzy pojawił się lekki uśmiech. Nie odwróciłam wzroku, kiedy spojrzała w moje stalowo szare tęczówki.
- Skyler, prawda? - zdałam następne pytanie dotyczące imienia dziewczyny. - Aż tak nie lubisz tej gry? - W moim głosie dało się słyszeć pewną dozę ciekawości.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz