Poszerzyłam uśmiech i zaprowadziłam (powiedźmy) kolegę po fachu prosto do domu przeznaczonego dla nauczycieli. Niedługo miała się zacząć (nie)sławna gra, ale póki co mieliśmy jeszcze trochę czasu. Kadra nie miała obowiązku brać w niej udział, ale niektórzy czerpali nieoczekiwaną przyjemność z obserwowania zmagań dzieciarni. Przystanęłam i odwróciłam się do Artroxa, słysząc jego pytanie. Przeczesałam palcami grzywkę i zagryzłam wargę, zastanawiając się nad odpowiedzią, aż w końcu jedynie kiwnęłam głową.
- Trafił pan idealnie. Empatia, kontakt z duchami i wizjonerstwo. - Skoczyłam na pobliski murek, zaczynając ponownie iść w stronę budynku. Zbudowany na wzór wiktoriański sprawiał wrażenie zadbanego. Mężczyzna podążył za mną, ignorując moje radosne skakanie po ogrodzeniu, machanie rękami dla utrzymania równowagi i fakt, że końcówki moich włosów zabarwił się na błękit. Żyć nie umierać.
- Czym się pan interesuje? - spytałam dla zamordowania ciszy. O ile mnie nie krępowała, o tyle nie byłam pewna, że mój kompan czuje się w niej równie swobodnie. Wolałam pozwolić moim współpracownikom na bycie sobą, aniżeli ich cisnąć, jednak nie mogłam ograniczyć wrodzonej ciekawości.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz