Ciche westchnięcie przerwało niemalże absolutną ciszę, wydobywając się z ust czarnowłosego młodzieńca. Nie wiedział już po raz który jego oczy przemykały po starannym piśmie manuskryptu, linijka za linijką. Zawartość pradawnego zwoju miał niemalże wyrytą w pamięci tak mocno jak wykute były przykazania na kamiennych tablicach w Arce Przymierza. Znudzony odłożył zżółciały kawałek papieru na stertę jemu podobnych i zatrzymał na niej na moment wzrok. To już mu nie wystarczało. To zdecydowanie za mało. Biblioteka, w której się znajdował była pokaźnych rozmiarów, jednak przez ostatnie kilkanaście lat zapoznał się z jej zbiorami wystarczająco wiele razy, aby odczuwać niedosyt wiedzy. Nie dziwota więc, iż przyjął propozycję swojej matki, aby udać się do Instytutu, o którym wspominała mu podczas wspólnego obiadu. Z początku miał pewne wątpliwości o podłożu bezpośrednio związanym z stanem zdrowotnym Sigii, jednakże będąc przekonanym o tym, iż ciotki zajmą się chorowitą, filigranową kobietą lepiej niż on, odrzucił tymczasowo na bok swoje zmartwienie. Oderwał się od pikowanego fotela, aby udać się do swojego pokoju i zabrać z łóżka niewielki bagaż z najpotrzebniejszymi rzeczami. Ostatni raz rozejrzał się po pomieszczeniu, w którym mieszkał od niepamiętnych czasów, a jedno pstryknięcie później obraz rozmazał się przed jego oczyma. Ścianę pokrytą starymi obrazami zastąpiła imponująca budowla ze szkła stanowiąca intrygującą odmianę od jego dotychczasowego lokum. Zupełnie jakby przeniósł się do innego świata – a bynajmniej do innego wymiaru. Zapoznawszy się mniej więcej z rozkładem budynków przed przybyciem w to miejsce rozpoznał w tej gigantycznej szklarni Akademik. Po krótkich poszukiwaniach numeru swojego pokoju, w którym o dziwota i na jego szczęście był póki co sam, pozostawił małą walizkę na łóżku – a po upewnieniu się, iż zawartość pomieszczenia jest bezpieczna, powolnym, niespiesznym krokiem udał się w stronę otwartej przestrzeni w celu zapoznania się z nowym dla niego otoczeniem oraz ewentualnymi współlokatorami. Długo szukać nie musiał. Wkrótce zauważył małą czarną kulkę włosów na pobliskiej ławce. Uznał, iż nie mając i tak nic innego do roboty, dobrze by było zapoznać się z tymże jegomościem.
- Można się dosiąść? - krótkie pytanie rzucone mimochodem napotkało pozytywną odpowiedź, toteż przysiadł się do młodzieńca. Wygodnie oparł się o ławkę, spoglądając karmazynowymi oczyma w krystalicznie czyste niebo.
- Też na pierwszym roku?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz