- Nie myli się pani. - odparłem z lekkim uśmiechem. - Jeśli można to czy możemy teraz się udać do pokoi?
-Dobrze- odpowiedziała a my zaczęliśmy iść w stronę szkoły. Po drodze mijaliśmy ognisko. Tak jak przedtem wszyscy uczniowie dobrze się bawili. Wszędzie rozbrzmiewały wesołe krzyki adeptów. Wśród nich krążyło kilka kremowych piw i dużo butelek coli. Gdy z ognia wyskakiwały duszki i wręczały młodym Xnety, większość odskakiwała w popłochu, a reszta śmiała się głośno. Po ochłonięciu i ci 'zaatakowani' dołączali się do wesołej gadaniny.
Wieczór był dość ciepły i jasny. Szliśmy w milczeniu ścieżką wzdłuż lasu, prowadzącą zapewne do pokoi nauczycieli. Spojrzałem się na mój Xnet. Nie pasował do reszty ubioru. Zdjąłem go i myślałem co z nim zrobić, gdy nagle zmienił się w coś rodzaju przypinki, którą przyczepia się do ubrania. W ładną przypinkę. Byłem dość zaskoczony tą zmianą kształtów, co najwidoczniej zauważyła Meian i zaczęła się śmiać.
- Xnety zmieniają kształt w zależności od tego czego się chce. - wytłumaczyła mi nie zaprzestając się śmiać. Przypiąłem go do ubrania i ruszyliśmy dalej. Drużka wydawała się dość długa.
- Przepraszam za ciekawość, ale czy nie posiada pani talentu wizjonerstwa, empatii i czegoś związanego z duchami?- zapytałem chcąc przerwać ciszę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz