Życie...Czy jest jakikolwiek jego sens? Czy moje istnienie jest potrzebne? Wolałbym żeby moje życie zostało oddane komuś innemu. Nie zasługuję aby żyć. Jestem śmieciem. Śmieć zawsze będzie śmieciem. Tej jakże bolesnej prawdy nie da się ominąć. Zostałem porzucony. Nic nie pamiętam. Ale wiem że straciłem ostatniego członka rodziny który był dla mnie ważny. Jednak ważniejsze jest jego szczęście niż mój przeklęty los. Zostałem wyrzucony pod drzwiami jakiegoś dziwnego budynku. Cudem było iż się tam dostałem. Z moim charakterem jak i intelektem nigdy nie byłoby to możliwe. Jednak cudem mi się udało. Zostałem powiadomiony że ktoś czekający na głównym placu tego instytutu ma mnie oprowadzić. Super. Kolejna nie potrzeba znajomość która zaiste przyniesie więcej problemów niż sama będzie warta. Na placu były tłumy studentów tego instytutu .Jednak nie wyglądało aby ktoś miał na mnie oczekiwać, Oparłem się o ścianę budynku i czekałem. Nigdy nie przepadałem za czekaniem, jednak to chwila w której najzwyczajniej nie muszę nic bardzo mnie uspokaja. Jednak po godzinie zaczęło być to uciążliwie. Kiedy ta nieodpowiedzialna i ignorancka osoba się pojawi? Może zapomniała? Lub po prostu wiedziała że to marnotrawstwo jej cennego czasu,N agle usłyszałem czyjeś dyszenie. Gdy się odwróciłem ujrzałem jednego z uczniów.
-Ile kazałeś na siebie czekać? - powiedziałem spoglądając na chłopaka z pogardą.
Jakiś chłopak?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz