Poznanie kuzynostwa okazało się być jedną wielką przyjemnością. Naprawdę nie mogłam zrozumieć dlaczego ciocia Emm ukryła ich przed naszym wzrokiem. Zanuciłam coś i usiadłam obok Skyler na parapecie, spychając ją odrobinę, zaskarbiając sobie zirytowane spojrzenie od siostry. Myślami krążyłam wokół rozpoczęcia roku. Zerknęłam przez okno, dostrzegając kilka osób, wylewających się z bramy. Prowadziła je Sahar, jak matka gąska, za którą rządkiem idzie gromada małych gąsek. Zachichotałam i wróciłam myślami do rzeczywistości.
- Em, wydaje się fajny? - odparłam niepewnym tonem, co zabrzmiało bardziej jak pytanie, aniżeli odpowiedź. - Wydaje się fajny. - Poprawiłam się,
Laptop Skyler ni stąd, ni skąd zaczął syczeć, żeby po chwili wokół rozległo się spokojne piknięcie. I potem zgasł ekran. Następnie rozpoczął się Armagedon.
- No, chyba, kurwa, nie! - wrzasnęła, zaczynając wściekle bębnić w klawisze. Z zepsutego sprzętu zaczął unosić się dym. Odsunęłam się, nie chcąc być w polu rażenia. Moja młodsza siostra podjęła kilka prób uruchomienia uciążliwego sprzętu, ale skończyło się na tym, że po prostu się zapalił.
W ciszy, całą gromadą, wpatrywaliśmy się malutkie ognisko, które powoli roztapiało śrubki, stapiało metal i ogółem rozchrzaniało maszynę.
- Cóż, to był dobry komputer - powiedziałam szybko, chcąc zabić krępującą ciszę.
- Zamorduję, zabiję, zagryzę. Będą błagać o litość - zaczęła wyliczać Skyler, kontynuując swoją tyradę bez przerw na wzięcie oddechu. Dobra, zrozumiałam, że pora się zmyć. Kiwnęłam głową stronę drzwi i już po chwili znajdowaliśmy się na zewnątrz pokoju.
- Myślę, że będzie lepiej, jeżeli teraz znajdziemy nasze mamy. Sky traktuje swój sprzęt jak własne dziecko i przeczuwam napad szału, a raczej wolałabym, żebyście nie znaleźli się pierwszego dnia w polu rażenia. - Wyjaśniałam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz