Doprawdy, w jednym pomieszczeniu z nimi czułam się jak krasnal, a jedyną niższą osobą ode mnie była mała Leia, która także nie wyglądała na zadowoloną i zadzierała głowę do góry, by każdemu się przyjrzeć. Zwłaszcza moją uwagę przykuła postać stojąca niedaleko mamy. Pierwsza myśl, mężczyzna, ale słysząc jej głos, okazało się, że to kobieta, a jeśli połączyć fakty, to najprawdopodobniej matka Stelli i innych. Wraz z krzesłami podskoczyłam i ja, tyle że z zaskoczenia, a chichot Arisy sprawił, że na mojej twarzy pojawił się nieznaczny grymas niezadowolenia. Ostrożnie usiadłam na krześle, jakby miało zaraz znów się ruszyć z miejsca. Reszta już siedziała na swoich miejscach, a po chwili dołączyła do nas dyrektorka.
- To jak się nazywacie i jakie kierunki was interesują? - spytała kobieta, a mojej uwadze nie uszedł fakt, że mama uśmiechnęła się do niej niewinnie, trzepocząc rzęsami, po czym parsknęła cichym śmiechem.
Pierwsza odezwała się Leia, która uśmiechała się, pokazując całe swoje uzębienie. I gdzie ten mój aparat, który chowałam na zjawiska zwiastujące zbliżającą się katastrofę?
- Leia, kierunek muzyczny. - Po raz pierwszy... Nie, cofam te słowa. Najprawdopodobniej po raz któryś z kolei, ale za Chiny Ludowe nie pamiętałam który, widziałam, jak blondynka tak szeroko się szczerzyła.
- Leith, kierunek artystyczny - odezwał się zaraz po bliźniaczce, tym samym wyrywając mnie ze zdziwienia nad uśmiechem dziewczynki. Rozejrzałam się, a mój wzrok zahaczył o wyczekujące spojrzenia rodzeństwa posyłane w moją stronę. A! Zaczynaliśmy od najmłodszych, a myślałam, że to James się pofatyguje jako pierwszy zacząć albo polecimy losowo. Odchrząknęłam cicho, po czym odzyskałam rezon, spoglądając na dyrektorkę.
- Genevive, kierunek niezdecydowany. - Nie musiałam zerkać na resztę, by wiedzieć, że mają zaskoczone miny, oprócz mamy i zapewne Arisy, ją mało co obchodziło. Była przy moim kilkogodzinnym znęcaniu się nad wyborem. Próbowałam dosłownie wszystkiego! Losów, rzutek, mocy (Nie pytajcie w jaki sposób), ruletka, a nawet przeklinanie mojego niezdecydowania nie pomagało. A teraz siedziałam przed dyrektorką instytutu i uśmiechającą się obok matką, mówiąc, że nie zdecydowałam na jaki kierunek idę.
- Arisa, kierunek literacki. - Rudowłosa odpowiedziała, nie siląc się na bardziej zainteresowany ton, bawiąc się jedną z zawieszek na bransoletce i uparcie unikała wzroku matki.
- James, kierunek artystyczny. - Brat jak zwykle powiedział to typowym dla siebie cichym tonem i nieśmiałym uśmiechem.
- To jak się nazywacie i jakie kierunki was interesują? - spytała kobieta, a mojej uwadze nie uszedł fakt, że mama uśmiechnęła się do niej niewinnie, trzepocząc rzęsami, po czym parsknęła cichym śmiechem.
Pierwsza odezwała się Leia, która uśmiechała się, pokazując całe swoje uzębienie. I gdzie ten mój aparat, który chowałam na zjawiska zwiastujące zbliżającą się katastrofę?
- Leia, kierunek muzyczny. - Po raz pierwszy... Nie, cofam te słowa. Najprawdopodobniej po raz któryś z kolei, ale za Chiny Ludowe nie pamiętałam który, widziałam, jak blondynka tak szeroko się szczerzyła.
- Leith, kierunek artystyczny - odezwał się zaraz po bliźniaczce, tym samym wyrywając mnie ze zdziwienia nad uśmiechem dziewczynki. Rozejrzałam się, a mój wzrok zahaczył o wyczekujące spojrzenia rodzeństwa posyłane w moją stronę. A! Zaczynaliśmy od najmłodszych, a myślałam, że to James się pofatyguje jako pierwszy zacząć albo polecimy losowo. Odchrząknęłam cicho, po czym odzyskałam rezon, spoglądając na dyrektorkę.
- Genevive, kierunek niezdecydowany. - Nie musiałam zerkać na resztę, by wiedzieć, że mają zaskoczone miny, oprócz mamy i zapewne Arisy, ją mało co obchodziło. Była przy moim kilkogodzinnym znęcaniu się nad wyborem. Próbowałam dosłownie wszystkiego! Losów, rzutek, mocy (Nie pytajcie w jaki sposób), ruletka, a nawet przeklinanie mojego niezdecydowania nie pomagało. A teraz siedziałam przed dyrektorką instytutu i uśmiechającą się obok matką, mówiąc, że nie zdecydowałam na jaki kierunek idę.
- Arisa, kierunek literacki. - Rudowłosa odpowiedziała, nie siląc się na bardziej zainteresowany ton, bawiąc się jedną z zawieszek na bransoletce i uparcie unikała wzroku matki.
- James, kierunek artystyczny. - Brat jak zwykle powiedział to typowym dla siebie cichym tonem i nieśmiałym uśmiechem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz