Robienie psikusów innym chyba było moim ulubionym zajęciem. Chociaż straszenie i niewytłumaczalne wciągnięcia pod wodę dzięki naszyjnikowi, który "pożyczyłam" od Aminy też jest jakimś sposobem na zabicie nudy. Nie wspominając już o innych rzeczach, gdy poszłam na dalsze zwiedzanie po instytucie. Co prawda, wywołałam niemałe zamieszanie wśród uczennic placówki, a reakcje niektórych dziewczyn były wprost przeuroczne.
Cóż, przynajmniej nie będę miała kłopotów do przyswojenia sobie tej zmiany, to miejsce przypominało mi Camelot, co tylko bardziej pomagało się mej osobie przyzwyczaić. Jednak kiedy wiewiórkopodobne coś prawie spaliło mi włosy, już tak bardzo się nie śmiałam. Najwidoczniej był to znak, że czas skończyć, a poza tym póki matka była na terenie szkoły nie miałam szans zmalować czegoś większego. Co jak co, ale złość mamy nie należała do najprzyjemniejszych przeżyć. Więc niech tymczasowo się wszyscy cieszą, bo będą w miarę bezpieczni. Na razie.
Schowałam wisiorek do kieszeni i poszłam w kierunku akademika. Choć "poszłam" to zbyt delikatne słowo, wpadłam do pomieszczenia jakby goniło mnie stado moich najgorszych koszmarów. Ech, kończą mi się porównania.
Rozejrzałam się po pomieszczeniu, a mój wzrok padł na Gen, która otwierała usta, by się odezwać. Posłałam jej spojrzenie, mówiące "Nawet nie pytaj" i zaraz je zamknęła, wpatrując się w moje osmalone końcówki. Po chwili przeniosłam je na chłopaka, który zapewne skierował swe pytanie do mnie. Jak gdyby nigdy nic, moja dłoń powędrowała w stronę kryształka znajdującym się na rzemyku i zaczęłam go okręcać pomiędzy palcami.
- O! Gracie w pytania? - spytałam czysto retorycznie z niewinnym uśmiechem. - Zależy w jakim znaczeniu, ale tak to jestem Arisa, siostra tych oto istot chodzących po tym wszechświecie. Jeśli chodzi o moją rasę, zwykła Sybillia - odpowiedziałam, wzruszając ramionami i przestałam dręczyć bogom winny przedmiot. Evencore zawsze przydatny.
- Stella, co myślisz o Jamesie? - spytałam o to takim tonem, jakbym pytała o pogodę i przygładziłam włosy. Zdecydowanie muszę coś z nimi zrobić.
Cóż, przynajmniej nie będę miała kłopotów do przyswojenia sobie tej zmiany, to miejsce przypominało mi Camelot, co tylko bardziej pomagało się mej osobie przyzwyczaić. Jednak kiedy wiewiórkopodobne coś prawie spaliło mi włosy, już tak bardzo się nie śmiałam. Najwidoczniej był to znak, że czas skończyć, a poza tym póki matka była na terenie szkoły nie miałam szans zmalować czegoś większego. Co jak co, ale złość mamy nie należała do najprzyjemniejszych przeżyć. Więc niech tymczasowo się wszyscy cieszą, bo będą w miarę bezpieczni. Na razie.
Schowałam wisiorek do kieszeni i poszłam w kierunku akademika. Choć "poszłam" to zbyt delikatne słowo, wpadłam do pomieszczenia jakby goniło mnie stado moich najgorszych koszmarów. Ech, kończą mi się porównania.
Rozejrzałam się po pomieszczeniu, a mój wzrok padł na Gen, która otwierała usta, by się odezwać. Posłałam jej spojrzenie, mówiące "Nawet nie pytaj" i zaraz je zamknęła, wpatrując się w moje osmalone końcówki. Po chwili przeniosłam je na chłopaka, który zapewne skierował swe pytanie do mnie. Jak gdyby nigdy nic, moja dłoń powędrowała w stronę kryształka znajdującym się na rzemyku i zaczęłam go okręcać pomiędzy palcami.
- O! Gracie w pytania? - spytałam czysto retorycznie z niewinnym uśmiechem. - Zależy w jakim znaczeniu, ale tak to jestem Arisa, siostra tych oto istot chodzących po tym wszechświecie. Jeśli chodzi o moją rasę, zwykła Sybillia - odpowiedziałam, wzruszając ramionami i przestałam dręczyć bogom winny przedmiot. Evencore zawsze przydatny.
- Stella, co myślisz o Jamesie? - spytałam o to takim tonem, jakbym pytała o pogodę i przygładziłam włosy. Zdecydowanie muszę coś z nimi zrobić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz