sobota, 13 czerwca 2015

Od Stelli, CD Gen, James, Arisa

     Posłałam bliźniakom przyjacielski uśmiech i odprowadziłam wzrokiem Gen. Coś czuję, że właśnie znalazłam zacne grono przyjaciół. Pokręciłam głową na zadane pytanie.
     - Nie martwcie się. Maksymalna liczba osób w danym pokoju wynosi pięć, mogą być koedukacyjne, po prostu musicie dotknąć oboje obrazu w tym samym momencie - wyjaśniłam i odesłałam ich do pokoi. Sama skierowałam się w stronę wspólnego salonu, od razu idąc prosto lodówki. Było piekielnie gorąco, nawet mimo zaklęć chłodzących i grubych, zimnych ścian upał dawał się we znaki. Cichaczem marzyłam, żeby ceremonia rozpoczęcia przebiegła sprawnie, a przede wszystkim szybko. Im szybciej się skończy, tym szybciej wyląduje w cudownie chłodnej wodzie, w pobliskim jeziorze...
          Wyjęłam kostki z lodem, butelkę wody mineralnej, coli i tymbarka jabłko-mięta, rzucając machnięciem dłoni zaklęcie utrzymujące niską temperaturę. Większość czarodziei potrzebuje różdżki, żeby odpowiednia ukierunkować przepływ magii albo ustalonych ruchów. Natomiast wszystko leży w granicach, dokładniej moc zależy od miejsca, w którym postawi się jej ultimatum, wtedy ląduje się w ślepym punkcie. Zasada Mysterium dwudziesta pierwsza - Nie bój się badać granic. Sam Instytut posiadał nieoficjalny spis zasad, jakimi powinni kierować się jego uczniowie. W czasie roku nauki do głowy wchodziły zwykle te najważniejsze, odnoszące się do właściciela pamięci. W sumie, to nie wiem, kto je wymyślił. Pierwszą chyba zapoczątkowała moja mama - Nie bój się strachu, obecnie znajdowała się na miejscu ósmym. Potem zasady dodawały się wręcz same z biegiem lat. Kiedyś się nawet śmiałyśmy z dziewczynami, że gdzieś na terenie posiadłości ukryty jest spis wszystkich zasad, ale nikt do tej pory go nie znalazł. Nalałam sobie coli z lodem, dodając łyżkę elfiego wina dla lepszego smaku. 
          - Hej - cichy, wręcz nieśmiały głos wyrwał mnie z zamyślenia. Uniosłam głowę, zrównując wzrok z niesamowitymi, bursztynowymi tęczówkami.
          - Witaj. - Poszerzyłam uśmiech. - Który pokój wybrałeś i jaka jest jego nazwa? Wolisz jedynkę czy chciałbyś mieć współlokatora? Jeżeli to drugie, to ile osób i jakiej płci? - Zarzuciłam go gradem pytań i wskazałam na prawie pustą listę, leżącą na blacie. - Muszę rozpiskę zanieść wieczorem mamie, a w ten sposób od razu będę mogła zaklepać w systemie, że ewentualnie nie chcesz lokatora i wyłączyć twój pokój z możliwych rejestracji. James, prawda? - Miałam niby dobrą pamięć, ale wolałam się upewnić, że nie pomyliłam go z połówką bliźniaczej pary. Ten drugi się chyba Leth nazywał? Leith? Coś takiego, mniej więcej...
            Zaczęliśmy rozmowę, a po chwili pomieszczenie zaczęło zapełniać się moimi ,,kuzynami", w sumie, to można nazwać nas kuzynami, mam rację? Wszystkim zadałam te same pytania co chłopakowi, gdy do pokoju wpadła jak burza Shadow, uderzając boleśnie barkiem o ramę drzwi, jednocześnie zahaczając bluzą o klamkę. No, cóż, teraz już wiem, dlaczego prawie wszystkie jej ubrania mają wiecznie dziury, mimo usilnych prób łatania. 
            - Zamorduję go - wymamrotała pod nosem, przeczesała palcami włosy i rozejrzała się wokoło, zauważają zgromadzenie. Kiwnęła głową, niezbyt przyjaźnie, raczej jakby z wymuszoną uprzejmością (podejrzewałam, że zrugała ją Sarah za zeszłoroczną kłótnię z pierwszoklasistką i wolała zacząć nieco spokojniej ten rok szkolny). Podeszła do lodówki, schyliła się, zgarnęła pepsi w puszce z lodów i raźnym krokiem skierowała się na szeroki parapet, na którym się usadowiła. Obok okna znajdowała się dość spora biblioteczka, wypełniona najdziwniejszymi pozycjami. Wybrała pierwszą lepszą książkę, otworzyła na pierwszej stronie i wyjęła z kieszeni ołówek. Po chwili słychać było jedynie nasze oddechy oraz skrobanie grafitu po starym papierze. Pokręciłam z niedowierzaniem głową i przeniosłam spojrzenie na ,,wesołą gromadkę".
            - Poznajcie Sky, Sky poznaj James`a, Gen, Arisę, Leith`a i Leia - tak jak przy przedstawianiu Viveki, przy danym imieniu wskazywałam na jego właściciela, następnie zwróciłam się do nowych, ale już swoich. - Nie zrażajcie się, normalnie jest nieco bardziej przystępna. - Udałam, że nie słyszę charakterystycznego dźwięku przebicia drogocennej kartki ostrym narzędziem. Biedny biały kruk, trafił w ręce, które są dziś żądne mordu. Swoją droga, ciekawe co ją dziś ugryzło.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz