Nasza towarzyszka chyba się odrobinę zamyśliła, jednak po chwili wróciła na ziemię i zwróciła się do mamy. Kobieta uśmiechnęła się szeroko i skinęła głową na słowa blondynki.
- Bawcie się dobrze. - Pomachała w naszą stronę na odchodne i poszła w tylko sobie znanym kierunku. Aż świerzbiło mnie, by użyć mocy, jednak powstrzymałam się. Kiedyś za tą ciekawość będę smażyć się w najgłębszych czeluściach piekła. Cóż, takie życie.
Pomaszerowaliśmy za dziewczyną w towarzystwie latających walizek, a jako że nie lubiłam być w tyle, to prawie szłam obok niej. Za mną, w tradycyjnej kolejności, bliźniaki, które z fascynacją rozglądały się, jednak Leia nieco bardziej dyskretnie niż jej brat. Po nich szła Arisa, która chyba chciała wypalić w moich plecach dziurę z jakiegoś powodu albo po prostu śniła na jawie. Zaś na samym końcu wlókł się James z delikatnym uśmieszkiem na twarzy. Jedno wiedziałam na pewno, wszyscy bardziej lub mniej uważnie słuchaliśmy Stelli, no chyba może Arisa będzie wyjątkiem, ale znając ją jakoś sobie poradzi.
- Czyli możemy odpuścić sobie rysowanie mapy dla Jamesa - wymamrotał pod nosem Leith, a James słysząc to, przewrócił oczyma, jednak jego uśmiech nieco się poszerzył. Ja na jego miejscu pewnie z lekka bym się oburzyła, ale to Cotton, on zawsze taki jest. No i nie umie za bardzo się złościć, co często perfidnie wykorzystujemy.
Kilka chwil później dotarliśmy do jednego z budynków, który okazał się być akademikiem. Tym razem nie umiałam powstrzymać ciekawości i się rozejrzałam. Kiedy blondynka skończyła mówić, Leia i Leith wymienili niepewne spojrzenia.
- Czyli my... - zaczęła bliźniaczka.
- Musimy się rozdzielić? - dokończył chłopak i obydwoje spojrzeli na Stellę z uroczo niepewnymi i identycznymi minami. Zaśmiałam się cicho pod nosem, ale bliźniacy nie otrzymali odpowiedzi na swoje pytanie, gdyż podeszła do nas dziewczyna z pytaniem, czy jesteśmy nowi. Blondynka odpowiedziała za nas i przy okazji sobie przedstawiła. Po krótkim przywitaniu Viveka poszła w swoją stronę, a nierozłączki popatrzyły znów na Stellę.
- Mała separacja od siebie, by wam nie zaszkodziła - powiedziałam żartobliwym tonem, ale Leia machnęła lekceważąco dłonią w moją stronę. Wzruszyłam ramionami i przechwyciłam swoją walizkę, po czym poszłam wybierać pokój tak jak James i Arisa. Podrapałam się po głowię i spojrzałam na wszystkie drzwi, prawie wszystkie dębowe, oprócz tych czarnych. Westchnęłam i pchnęłam pierwsze lepsze bez numeru.
Spojrzałam na obraz, który znajdował się na drzwiach, a na nim widniał obrazek drzewa. Przyłożyłam dłoń, tak jak powiedziała, zaś wnętrze powoli zaczynało się zmieniać, a na dole obrazu pojawiła się dziewiątka. Uniosłam lekko kąciki ust w uśmiechu i zerknęłam na wystrój.
Na błękitnych ścianach namalowane były białe klucze, kątem oka dostrzegłam także kilka map i książek. Meble z jasnego drewna, wielkie okno, z którego pewnie będę częściej korzystać niż z drzwi. W kącie widziałam jeszcze sztalugę, czyli jakaś część mnie jeszcze chcę malować, choć maluję niczym czterolatka. Chociaż nie, poprawka. Czteroletnie dziecko malowało lepiej ode mnie.
Wypakowałam swoje rzeczy, choć nieco powolnie. Regały wypełniły książki i część moich rzeczy, ścianę dodatkowo ozdobiły zdjęcia, na biurku wylądował mój blok i kilka ołówków, do kreślenia map. Walizkę wsadziłam pod łóżko i zgarnęłam włosy z warkoczykiem za ucho.
Kiedy upewniłam się, że wszystko jest tak jak jest, wyszłam z pomieszczenia i ruszyłam w kierunku czarnych drzwi. Za nimi zastałam Stellę i Jamesa, którzy rozmawiali. Uśmiechnęłam się w ich stronę, a po chwili przyszli bliźniacy, a najpóźniej Arisa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz