Hej, jest moc. Wyglądało na to, że z każdą chwilą do Instytutu przychodziło coraz więcej osób. Zerknęłam kątem oka na dziedziniec, doskonale widoczny z okna gabinetu mamy. Znajdowało się na nim już kilka dzieci, do których podeszła Sahar, próbując wytłumaczyć coś ich rodzicom. Wróciłam myślami do rzeczywistości, słuchając jednym uchem kierunków, na które zamierzali uczęszczać nasi kuzyni. Nie mogłam doczekać się, żeby ich bliżej nie poznać. Byli tacy podobni do cioci Emm, a jednocześnie tacy inni! Mama kiwnęła głową, a w jej oczach pojawiły się rozbawione iskierki, gdy usłyszała brak zdecydowania w głosie Gen. O, mamy chyba faworytkę.
Uśmiechnęłam się do siebie i spadłam ze stołka, gdy drzwi trzasnęły o ścianę i prawie wyleciały z zawiasów. Wszystkie półki z fiolkami się zatrzęsły i nawet parę książek pospadało. W ten sposób do środka pomieszczenia wparowała Sky, trzymając zapasowego laptopa pod ręką i złorzecząc pod nosem.
- Dooobra, mamy lukę w systemie, to raz, także dzisiaj nic ode mnie nie chciej. - Machnęła ręką w stronę matki. Sky miała w pewien sposób obsesje na punkcie tych swoich maszyn. Technomagia ogromnie zwiększała możliwości technologii, ale ułatwiała obejmowanie furtek we wszelkich zasłonach czy coś takiego. Niezbyt to lubiłam, ale przy mieszkaniu (Nawet na lato) z kimś takim jak Skyler, nie dało się nie podłapać kilku ciekawostek.
- Poza tym, ktoś wysłał tobie i cioci Emm zaproszenie, a raczej wproszenie. - Zmarszczyła brwi i rzuciła ciotką kolorowe świstki papieru, przesiąknięte wonią cytrusów. Biła od nich złowroga aura. Mama zerknęła na wiadomość i wymieniła porozumiewawcze spojrzenie z ciotką.
- Cóż, wygląda na to, że za jakieś dwa, trzy dni będziemy urządzać sabat! - Klasnęła z uciechą. - Domyślam się, że mama nie opowiadała wam za wiele o swojej przeszłości - powiedziała do naszych kuzynów, zarabiając od Emmalice szturchańca.
- Meian! - syknęła, ale po jej twarzy błąkał się rozbawiony uśmiech.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz