niedziela, 14 czerwca 2015

Od Gen, CD Stella, Orion, Skyler

   Doprawdy, na nudę dziś nie miałam prawa narzekać. Ich kłótnia przypominała mi kłótnie Ravela i Yolaine, ale tam było więcej krzyków, trzaskania drzwiami, latających rzeczy i krwi. Głównie Jamesa, który przychodził w nieodpowiedniej chwili i obrywał wazonem, grubym wolumenem, tudzież jaśkiem przeznaczonym dla kompletnie innej osoby.
   Przysłuchiwałam się ich wymianie zdań, już z odsłoniętymi ustami, a wyszczerz nie chciał zejść z mojej twarzy. Skyler koniec końców zniknęła za drzwiami, a nieznany mi z imienia chłopaka stał cały rozwścieczony. Stella stwierdziła, że lepiej jak pójdziemy na to zwiedzanie i po chwili sami opuściliśmy pokój. Słuchanie blondynki było samą przyjemnością, a boląca szyja będzie warta, całego wykręcania głowy na wszystkie strony świata, byleby wszystko obejrzeć.
   - Stella, czy wszystkie trzy spotkane dzisiaj osoby, były twoją rodziną? - spytałam po dłuższej chwili milczenia i powtarzania większości dzisiejszego dnia w głowie. Szliśmy w tradycyjnej kolejności, a blondynka szła przodem.
   Zastanawiało mnie także to, ile jeszcze poznamy dzisiaj osób i czy będą jeszcze jakieś zaskakujące, a zarazem zabawne wydarzenia? No i dowiedziałam się jednej rzeczy, nie denerwować rzeczonej Skyler, bo moje życie może skończyć się marnie. Chociaż kropki nie są złe, to jednak wolałam uniknąć losu wcześniej spotkanego chłopaka.
   - O! I czy mamy się spodziewać następnej osoby chodzącej w samym ręczniku i całej w kropkach? - dodał z rozbawieniem Leith z nieschodzącym z twarzy uśmieszkiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz