poniedziałek, 29 czerwca 2015

Od Stelli, CD Gromadka osób xd

            Ewakuacja nastąpiła na szczęście szybko i bezproblemowo. Sky, gdy wpadła w szał, potrafiła rzucać talerzami, niszczyć szyby i rozdzierać poduszki, aż się człowiek wzdrygał na widok tak swobodnie latającego w powietrzu pierza.
            Szybko dotarliśmy do gabinetu mojej matki. Znajdował się poza akademią, poza domem - był po prostu domkiem, rzuconym przy leśnej ścieżce. Wydawał się być z zewnątrz o wiele mniejszy niż w rzeczywistości. W środku znajdowała się w miarę funkcjonalna kuchnia z najprostszymi sprzętami, łazienka, mała sypialnia i pracownia alchemiczna. Od góry do dołu wypełniona stosami książek, półkami z najróżniejszymi składnikami eliksirów, kociołkami i stołami, wokół których ustawiono luźno krzesła.
            A moja mama, cóż, była moją mamą. Naprawdę dziwnie to brzmi, ale nie wiedziałam jak inaczej ją określić. Dzisiaj miała krótkie, jasne włosy, jak zwykle nieujarzmione i potargane. W lewym uchu znajdowało się pięć czarnych kolczyków, w prawym jedynie dwa. Zielone oczy sprawiały, że miałeś wrażenie, że wszystkie twoje grzechy wypłynęły na wierzch. Z kolei uśmiech mógł spowodować, że zostawały od razu wybaczone. W porównaniu do kuzynów i Cioci Emm, wszyscy byliśmy wysocy, ale mama szczególnie, z jej metrem dziewięćdziesiąt jeden. Ubrana w standardową czarną szatę Alchemików przypominała zjawę albo ducha.
            - Miło mi was poznać - powiedziała z uśmiechem, następnie machnęła ręką w stronę krzeseł, które podskoczyły w powietrzu. - Siadajcie, zaraz powinnam skończyć - wskazała głową w stronę kociołka, z którego wydobywały się kłęby pary. Podeszła do niego i zanuciła coś. Mikstura zabulgotała, pojawił się niebieski dym, który zmienił po chwili kolor na różowy.
            Usiedliśmy, a chwilę później dołączyła do nas mama.
            - To jak się nazywacie i jakie kierunki was interesują? - spytała kuzynów, jednocześnie zerkając kątem oka na ciocię Emm.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz