Przysłuchiwałam się i przyglądałam wymianie zdań, jakbym oglądała mecz tenisa. Tak samo Leith, który na przemian spoglądał na Stellę i na Skyler. W sumie wszyscy staliśmy jak zaklęci i słuchaliśmy ich rozmowy. Słysząc słowa o psychopacie, zerknęłam na ułamek sekundy na Jamesa, który ani trochę nie przypominał, ani nie był psychopatą. Raczej irytującym altruistą, który bez przerwy potyka się o własne nogi. Otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, ale przeszkodziło mi wejście niespodziewanego gościa. Kiedy zmierzyłam go wzrokiem od stóp do głów, odwróciłam głowę w inną stronę i zasłoniłam usta dłonią. Drżałam od tłumionego śmiechu, a szeroki uśmiech nie chciał zejść z mojej twarzy. Nie słyszałam, żeby ktokolwiek się śmiał, ale z pewnością byli równie rozbawieni, co ja albo mniej lub bardziej. Moje przypuszczenia potwierdziły słowa Skyler, a Arisa dostała odpowiedź na swoje wcześniejsze pytanie. Zerknęłam na bliźniaka, który stał tam ze swoim enigmatycznym uśmieszkiem, jakby to go nie ruszyło, jednak zdradzały go wesołe iskierki w oczach.
- Zawsze tak jest? - spytałam, wracając do poprzedniego wyrazu twarzy i odwróciłam się w stronę dziewczyn. Jeżeli tak, to będę musiała brać ze sobą aparat, tak na pamiątkę mi zostaną. Jeśli nie, tym bardziej będę musiała go ze sobą brać. Jedno wiedziałam, z pewnością nie będę się tutaj nudziła i spotkam pewnie kilka interesujących person. Hah, czułam się już jak w domu z trójką Illyonów i Selow.
- I pytanie, czy dysk twardy i księga są warte chodzenia wszędzie z kropkami? - wymamrotał Leith, bardziej do siebie, a ja spojrzałam w kierunku rodzeństwa. James uśmiechał się lekko, Arisa powstrzymywała śmiech, a Gen najwidoczniej obrała tą samą taktykę, co ja przed chwilą. Tak, to zdecydowanie jest zabawne. Przecież niecodziennie do pomieszczenia nagle wpada chłopak w samym ręczniku z żądzą mordu w oczach i kropkami na całym ciele.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz