niedziela, 14 czerwca 2015

Od Jamesa, CD Stella, Skyler

   Zapamiętać na przyszłość, każda droga jest niebezpieczna niezależnie od jej budowy, nawet te równe, bez dziur i innych pułapek. Właśnie taka myśl przemknęła mi przez głowę, kiedy się potknąłem o własne nogi i wylądowałem na podłodze. Cud, że wcześniej się nie wywróciłem, ale najwidoczniej moja niezdarność znalazła sobie taki czas. Na moje szczęście (Aż dziw, że jakieś jeszcze mam.) Gen, Stella i bliźniaki byli zajęci, a Arisa mnie zignorowała, znikając za którymiś drzwiami ze swoimi rzeczami. Wzdychając cicho pod nosem, wstałem na równe nogi i otrzepałem się z niewidzialnego kurzu. Zostawiłem walizkę Genevive na podłodze i sam poszedłem na poszukiwania. Chociaż, słowo "poszukiwania" to raczej za dużo powiedziane. Polegały one tylko na otworzeniu drzwi, przed którymi dosłownie padłem chwilę temu, i tyle.
   Mimowolnie spojrzałem na drzwi i tak jak mówiła blondynka, był tam obraz z chmurami na błękitnym tle. Niebo. Uniosłem kąciki ust w górę i przyłożyłem dłoń do niego. Zaraz na dole wyświetliła się trzynastka. Rozejrzałem się po pomieszczeniu i przy okazji zacząłem się rozpakowywać.
   Czarne ściany wyglądały, jakby ktoś ochlapał je różnokolorowymi farbami, sosnowe meble, porozwieszane lampki na górze ścian. Mimo, że miałem przeczucie, że uda mi się polubić to miejsce, wykiełkowało we mnie ziarenko zdenerwowania. Pewnie niepotrzebnie, bo często się denerwowałem, a potem pakowałem się zawsze w kłopoty.
   Jeden z regałów wypełniłem książkami, które zajmowały połowę jednej z walizek, wypakowałem także rzeczy do malowania i rysowania, a potem resztę. Puste walizki odłożyłem tak, żeby nie przeszkadzały nikomu. Wziąłem jeszcze długopis i notatnik, który schowałem za bluzą, nigdzie się bez niego nie ruszałem. Tak z przyzwyczajenia.
   Wyszedłem z pokoju i skierowałem się do czarnych drzwi, za którymi była Stella. Najwidoczniej przybyłem przed resztą rodzeństwa, a myślałem, że chociaż Vene przyjdzie pierwsza. Ogarnęła mnie niepewność i nerwowość, nie najlepiej radziłem sobie z nowopoznanymi.
   - Hej - odezwałem się cicho i odsunąłem się w bok, żeby nie blokować wejścia. Gdy uniosła głowę, zobaczyłem niebieskie tęczówki, a kiedy się uśmiechnęła, nieśmiało odwzajemniłem go. Nieco zdezorientowałem się, gdy zalała mnie pytaniami i próbowałem nadążyć.  Nie potrzeba było evencoru, żeby czytać ze mnie jak z otwartej księgi.
   - Na obrazie było namalowane niebo, więc zapewne nieba, numer trzynaście. Co do współlokatorów to nie mam nic przeciwko i obojętnie jakiej płci, ale wolałbym, żeby ilość osób nie była zbyt przytłaczająca. - Podrapałem się po policzku, odpowiadając na jej pytania. Skinąłem głową, kiedy wypowiedziała moje imię. Powoli zaczynałem się do niej przyzwyczajać podczas rozmowy, a do pomieszczenia weszła Gen, która także została zarzucona pytaniami. Odpowiedziała na pytania i także odpowiedziała na nie, ale zdecydowanie lepiej poradziła sobie ode mnie. Potem byli bliźniacy, którzy spojrzeli na siebie.
   - Pokój Światła, numer...
   - ... Osiemnasty. Jeśli chodzi o współlokatorów to...
   - ... Nie mamy nic przeciwko, płeć dowolna, liczba obojętna. - Kończyli za siebie zdania, co było bardzo w ich stylu.
   - Jeśli będziesz spędzać w ich towarzystwie dużo czasu, to się przyzwyczaisz - powiedziałem odrobinę rozbawiony.
   Na samym końcu przyszła Arisa i także odpowiedziała na pytania, ale przerwało jej wejście następnej nieznajomej nam osoby. Cóż, to raczej normalne w nowej szkole. Uśmiechnąłem się niepewnie do Sky, gdy blondynka wszystkich przedstawiła, ale ta była zajęta skrobaniem w książce. Skrzywiłem się nieznacznie, widząc i słysząc jak jedna z kartek została przebita.
   - Zabić kogo? - spytała zainteresowana Arisa. Miałem ochotę ukryć twarz w dłoniach i się załamać. Rudowłosa objawiała zainteresowanie, tylko wtedy kiedy obierała sobie następne cele. A teraz zdecydowanie chciała nawiązać kontakt wzrokowy z brunetką, by uzyskać informację. - Auć! - syknęła, gdyż Gen z pełną premedytacją nadepnęła jej na stope.
   - Wybacz, ale kiedy tak robisz, zaczynam się irytować. - Uśmiechnęła się niewinnie brązowowłosa i odwróciła się od niej. - Mam nadzieję, że wylądujesz z samymi chłopakami w pokoju, będzie mniej łez i awantur - wymamrotała niewyraźnie pod nosem. Sugar prychnęła pod nosem, a ja westchnąłem zrezygnowany.
   - Może poznamy innych, czy będziemy cały czas tu siedzieć? - spytałem wszystkich, tym samym odwracając uwagę od Ari. Widziałem, że Leia i Leith mieli ochotę zapytać, co zrobiłem ze starym Jamesem, ale siedzieli cicho, jakby chcąc zobaczyć, co będzie dalej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz