Potrzebowałam kilku chwil, żeby zorientować się, że komórka w kieszeni moich spodni zaczęła wibrować. Nie zważając na rozbawione towarzystwo, które zaczęło wymieniać się anegdotami i dziwnymi historiami z przeszłości kontynuowałam poszukiwania idioty, który ośmielił się ze mną zadrzeć. O ile wcześniej zdołałam namierzyć jego telefon, o teraz tyle wydawało się, że po prostu zniknął. Co było praktycznie niemożliwe, zważywszy na fakt, że co raz pojawiło się w internecie, na zawsze pozostaje w internecie. Dotyczyło to także aktualizacji ChatMagic i wszelkich udogodnień technomagicznych. Dla pewności podłączyłam się pod satelitę. Nic, nul, zero! Przecież tak się nie godzi, panie i panowie..
- Obawiam się, że duchy wypłoszą was z kuchni. No i Viveka jest uczulona na punkcie jedzenia, także wątpię, żeby pozwoliła komukolwiek zbliżyć się do swojego sanktuarium - prychnęłam, mając w pamięci, jak jeszcze pół roku temu obrzuciła mnie miską z bitą śmietaną, gdy skrytykowałam jej tort. To była naprawdę długa gonitwa, ale zwyciężyłam! Co prawda zabarykadowałam się w pokoju, umazana wspomnianą wyżej białą mazią, pokolorowana lukrem i posypana słodką pudrową posypką.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz