czwartek, 9 lipca 2015

Od Gen, CD David

Czyżby życie było mi niemiłe, że postanowiłam skazać się na śmierć w taki sposób? Na oczach kilkunastu osób w pierwszy dzień akademii z winy głupiego korzenia i herbaty? Nie, po prostu nie. Gdzie bliźniaki albo matka, kiedy ich potrzebowałam? Akurat teraz ich umiejętności zamrażania wzrokiem bardzo by się przydały. Kiedy warknął, że byłam już martwa, nerwowy, acz cichy śmiech wydostał się z mojego gardła. Próbowałam wykopać strach w najgłębsze zakamarki swojego umysłu, ale fakt, że przyglądało się nam kilkanaście par oczu, wcale nie pomagał. A kiedy pojawiał się strach to razem z nim irytacja, która tylko, w takich przypadkach, pogarszała położenie, w którym się znajdowałam. O ile mogłam jeszcze bardziej je pogorszyć.
- Ostatnie życzenie? Bardzo ładnie proszę o darowanie mi życia? - palnęłam najgłupszą rzecz na jaką mogłam wpaść. Dobra, przyznaję wszem i wobec, że jestem idiotką! A mogłam przed przyjazdem spisać testament, jeśli przeżyję cało to spotkanie, natychmiast się za to wezmę.
Nagle poczułam przeszywający ból w ramieniu, który podziałał na mnie jak kubeł zimnej wody. Zacisnęłam zęby, starając się, żebym nie wydała z siebie żadnego dźwięku. Wątpiłam, żeby to była sprawka bruneta, którego notabene nie znałam imienia, jednak to był cholerny znak od pewnej zielonowłosej osóbki. Znak, który mówił, że mam wziąć się w garść, a nie godzić się na śmierć od nieznanego, wkurzonego do granic możliwości osobnika bez koszulki. Wzięłam głęboki oddech, żeby się uspokoić i rzuciłam mu nieco spokojniejsze, ale nadal nerwowe, spojrzenie.
- Poza tym, po pierwsze to był wypadek, po drugie przeprosiłam, po trzecie zabijanie mnie musi być konieczne? - spytałam, chowając dłonie do kieszeni kurtki, żeby ukryć ich drżenie. Amao reto etra.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz