- W sumie prawie spokojnie - odpowiedziałam.
- Prawie? - zmarszczył brwi.
- No, oprócz paru incydentów, ale nieważne.
- Co ci się stało w ramię? - zapytał James.
- Przed przyjściem tu, zostałam postrzelona, ale pielęgniarka zaszyła mi ranę, więc jest wszystko w porządku.
- No, nie bardzo, bo ci krwawi - powiedział chłopak i wrócił do rysowania. Popatrzyłam na ramię, rzeczywiście stworzyła się plama z krwi i się coraz bardziej powiększała. Widocznie szwy musiały się zerwać, jak wspinałam się na drzewo.
- Cholera- mruknęłam i ruszyłam do gabinetu pielęgniarki, żeby znowu zaszyła mi ranę. Kobieta nie była zachwycona, ale w końcu to jej zawód.
- Teraz staraj się nie obciążać ręki, a tym bardziej nie wchodź na drzewa - powiedziała znudzona pielęgniarka i pozwoliła mi wyjść. Wróciłam na ognisko, James'a nie było, ale po kilkunastu minutach wrócił, tym razem bez szkicownika w ręce.
- I co, wszystko w porządku z tą raną? - zapytał.
- Tak, pielęgniarka założyła mi nowe szwy. Skończyłeś już rysunek? - zmieniłam temat.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz