Pierwsze wrażenie? Hmmm... Budynek wyglądał jak jednym słowem: szkło. Coś jeszcze? Nie, ale nie spodobało mi się to miejsce ze względu moją wrażliwość na światło słoneczne. Takie coś musiało być bardzo dobrze oświetlone. Choć słońce (które dzisiaj jak na złość dość mocno świeciło) przeszkadzało mi, aż zbyt bardzo starałam się o nim nie myśleć.
No dobra koniec tego. Zakończyłam mój wewnętrzny monolog i wylądowałam. Od razu zaczęłam się rozglądać za moim kochany orłem, a kochanym dla tego, bo targał moją walizkę. Już myślałam, że będę musiała zawrócić, by go znaleźć, ale dostrzegłam białą kropkę daleko na niebie.
-Glory! Glory!- nawoływałam mojego ptaszka. No dobra nie ptaszka raczej ptaka. Był dosyć duży, wysoki na ok. 50 cm. Lecz i tak bardzo lubiłam go nazywać ,,ptaszkiem". Gdy wreszcie wylądował obok mnie z walizką, pozwoliłam mu usiąść na mojej ręce i przeczesałam dłonią jego miękkie pióra.
-Zmęczony?- zapytałam, a on jedynie spojrzał się na mnie i zaskrzeczał.-Choć musimy znaleźć kogoś kto nas ,,uratuje" od tego słońca- mój orzełek też zbytnio nie przepadał za światłem, więc wskoczył mi na ramię, a ja wzięłam walizkę i poszliśmy w kierunku akademika.
Stanęłam przed drzwiami. Przeczesałam ręką niesforną czuprynę i już miałam zapukać, gdy ktoś wpadł na mnie. Glory i jego niezwykły refleks uratował mnie przed upadkiem. Ileż to ptaszysko sił ma!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz