To było, cóż, irytujące po prostu. Nie żebym nie lubił niespodzianek, ale wizja ciążącej na mnie kary skutecznie wyplewiła ze mnie całą chęć do życia. Doskonale wiedziałem, że jest to jedynie chwilowa niedogodność, ale aktualnie mój humor stał się zwyczajnie badziewny. Tym bardziej, że to nie była moja wina! Kto by pomyślał, że przyniesienie arsenu do szkolnej szklarni może skutkować rozproszeniem podróbki arszeniku w powietrzu? Tego się nigdzie nie nauczycie, przysięgam. O co mama się tak wściekała? Wściekała się? Nie, to złe słowo. Głównie z powodu tego, że nigdy nie mówiła z naganą ani wyrzutem, ale jak przyszło co do czego, to klękajcie narody, klękajcie marchewki. Pod tym bacznym spojrzeniem sam siebie wkopywałeś głębiej, w końcu docierając do granicy, za którą czaiło się poczucie winy. I chcąc, nie chcąc - i tak ją przekraczałeś. Z drugiej strony nic nie zrobiłem! Ten zalany akademik? Błagam, przecież on sam się zalał. Jak dobry, przykładny obywatel nie miałem z tym nic wspólnego!
Prychnąłem, widząc starania cioci Emm w ogarnięciu rozbestwionego towarzystwa. Sam byłem stworzony do większych celów, a na pewno lepszych. Przecież, kto zdoła zapanować nad światem, jeżeli nie ja? Już widziałem siebie w roli Czarnego Pana Axtonii, gdy oberwałem zrolowaną gazetą w łeb. Spojrzałem z irytacją na matkę, jak śmiała przerywać mi moje codzienne rozmyślania?
- Orion formalnie tutaj nie mieszka, studiuje na uniwersytecie, ale wakacje kończą się później i jakoś przyjechał w końcu do domu - zaczęła Stella. - Sama jestem na artystycznym, James - Tu kiwnęła na mnie głową - nie ma kierunku, w tej szkole jak w każdej długo miejsca nie zagrzeje - prychnąłem w myślach, ukazując na twarzy swoje niezadowolenie z arogancji Stelli. Błagam, czasem naprawdę miałem jej dosyć. - Viveka jest na dyplomatycznym, a Skyler znowu nie ma wydziału. Ogółem, mało czasu spędza na zajęciach. - Dokończyła jasnowłosa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz