Budynek instytutu wydawał się dość duży i.... szklany. Ale dość ładny jak na budynek w Edenie. Miałem zostać tu nauczycielem, bo ktoś musi przyszłych mieszkańców kształcić. Młodzi to głupi i nie wiadomo jakie pomysły strzelą im do głowy. Nie chciałem żeby ktoś przez nieuwagę skończył jak moi rodzice. Od tego wypadku minęło już dobre 37 lat, a i tak pamiętam ten dzień dość dobrze. Dobra co się stało to się nie odstanie, pomyślałem.
Tego dnia był piękny letni wieczór. Wiatr biegał szczęśliwie wśród liści drzew, a z oddali było słychać wesołe krzyki dzieciaków. To zapewne te które będę uczyć. Od zawszę interesowałem się alchemią, zaklęciami, eliksirami i władaniem białą bronią, więc jeśli mogę to podzielę się tą wiedzą z młodymi. Mam nadzieję, że ten rocznik będzie dość dobry bym mógł tu zostać na następne lata.
Ułożyłem płaszcz i odgarnąłem włosy, które wesoły podmuch wiatru zdążył mi zdmuchnąć do przodu. Trzeba by kogoś znaleźć. Wziąłem walizkę i ruszyłem w stronę wesołych odgłosów, które z każdą chwilą stawały się coraz głośniejsze. Po krótkim czasie spostrzegłem, że weseli uczniowie siedzieli przy ognisku. Nie miałem zamiaru witać się najpierw z dziećmi, więc wzrokiem zacząłem szukać jakiejś doroslej osoby. Po pewnym czasie dostrzegłem kobietę idącą w stronę lasu. Podążyłem za nią do momentu, aż się nie zatrzymała.
-Tutaj tak zawsze?- zapytałem, a kobieta się odwróciła.- Przepraszam. Pani jestem Artrox.- skłoniłem się nisko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz