Armagedon. Apokalipsa. Ragnarok.
Co się dzieje? Proste - te durne, nadal bawarskie, kropeczki zaczynały swędzieć. Przysięgam, jak tylko się ogarnę przyjdę do Skyler na kolanach. Albo! Jamesa wyślę z tabliczką czekolady. Niech najpierw on ją osłodzi, a ja wejdę w dobrym momencie. Tak cichaczem i na szybkiego, co by za bardzo nie wytrącić Młodej z równowagi, bo znając ją, to w porywie chwili zeżre jedyny papier, na którym jest przepis na antidotum. I potem się pewnie będzie śmiać ze mnie, że do końca marnego żywota kropkowany zostanę.
Chłopak przyszedł i zniknął w pokoju. Milczeniem pominąłem fakt, że w moim. Cóż, wyglądało na to, że w tym roku nie wywinę się od współlokatora. Z drugiej strony chłopak raz, że był ładny, dla brzmiał sensownie. A to się w każdym współlokatorze przecież ceni.
Skierowałem się prosto do salonu wspólnego, żeby obmyślić strategię. Aktualnie poszukiwałem czekolady dla Sky w kredensie, jednocześnie mamrocząc pod nosem przekleństwa. Wszędzie się walała ta cholerna biała, której Młoda nienawidziła. Żeby zrobić coś sensownego potrzebowałem mlecznej. Albo z orzechami. A najlepiej obu.
- Szukasz czegoś? - James jak na swój wiek był idiotą, w chwili obecnej dodatkowo opartym o framugę drzwi. Znaczy, w teorii można nazwać go naprawdę sprytnym, przebiegłym, ale jego cele czyniły go zwykłym idiotą. Jaki czternastolatek pragnie panować nad światem? No, tak. Odpowiedź nasuwała się sama - mój brat. Pomachał złośliwie trzema tabliczkami czekolady.
- Trzy? - wydukałem.
- Jedna na wabienie, druga na ugłaskanie, trzecia żeby mnie nie zagryzła, jak poinformuję ją po co przyszedłem. Oczywiście, nie zrobię tego za darmo - Uśmiechnął się szeroko i wtedy przyszedł Toshiro.
Pokręciłem z niedowierzaniem głową.
- Toshi - Miałem nadzieje, że nie obrazi się za przezwisko. - Poznaj Jamesa, pamiętaj, żeby, broń Livernell, w karty z nim nie grać. Wejdziesz z dwoma milionami, a przysięgam, skończysz w samych skarpetkach - prychnąłem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz