Z zaciekawieniem przyglądałam się złotemu łańcuszkowi, który obecnie znajdował się na przegubie mojej dłoni. Cóż, przynajmniej moja reakcja nie była taka jak siostry, która przed chwilą pozbierała się z ziemi. Uniosłam wzrok na resztę towarzystwa, jednak jak się okazało, reszta towarzystwa zniknęła, gdzieś w tym tłumie uczniów. Zaklęłam pod nosem, postanawiając ich na razie nie szukać i tak prędzej czy później się na nich natknę. Chyba. Rozejrzałam się po okolicy, a moją uwagę przykuła osóbka na drzewie, więc podeszłam do niego i spojrzałam w górę. Nie wiedziałam, co mnie podkusiło by tam podejść, ale to może był przebłysk tej cholernej umiejętności, z którą prawie każdy się rodził w moim kraju albo po prostu podświadomy kaprys, ale mimowolnie do niej krzyknęłam.
- Ali zejdź z drzewa! - Brunetka na mnie spojrzała, a ja miałam ochotę znów złorzeczyć, że też zwróciłam się do niej po imieniu.
- Znamy się? - spytała, a ja zauważyłam orła, który był razem z nią.
- Ani trochę, ale możemy się poznać - powiedziałam przyjaznym tonem, starając się nie zmieniać swojego wyrazu twarzy. Nie byłam przyzwyczajona do uśmiechania się, więc cud, że dziś się tyle uśmiałam, ale kiedyś trzeba coś skończyć.
- To skąd znasz moje imię, znaczy się skrót od niego? - Następne pytanie.
- Jeśli ci powiem, że wyglądasz na Ali, to mi uwierzysz? - palnęłam natychmiastowo, nie odpowiadając na pytanie, po czym oparłam się o drzewo plecami, nadal nie spuszczając z niej wzroku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz