Kiedy się mniej więcej ogarnęłam i poddałam się otaczającej mnie atmosferze, dorwałam w moje ręce gorącą herbatę. Została zrobiona przed chwilą, więc parzyła jak cholera, jednak nie przeszkadzało mi to. Reszta rodzeństwa gdzieś się rozeszła, matka także zniknęła, a Stella wraz ze swoją rodzinką też gdzieś poszła, więc ruszyłam na szukanie towarzystwa na własną rękę. I pomyśleć, że takiej niewinnej istocie jak ja mogłoby się coś przydarzyć w takich ciemnościach rozświetlonych jedynie przez ognisko? Przecież ja nie szkodzę świat swoim bytem, więc czemu wszechświat miałby się nade mną znęcać? No właśnie i tutaj nie miałam odpowiedzi. Ja, jak to ja, musiałam się wykazać swoją wspaniałą koordynacją ruchową, przy wymijaniu ludzi i uważaniu pod nogi, z czego na tym drugim się wcale nie skupiłam. I to był, na Valorein, wielki błąd! Jakiś korzeń oczywiście musiał mi stanąć na drodze (Od kiedy to ja się zachowuję jak James?!), a jako, że miałam w dłoniach swoją kochaną herbatkę... Wypuściłam z rąk kubek, a ten pięknym łukiem poleciał w stronę kompletnie nieznanego mi bruneta, przy okazji wylewając na niego swoją całą zawartość, a jak już wspominałam ten napój był cholernie gorący. Żyć, nie umierać! I chyba właśnie wydałam ostatnie prorocze słowa w swoim życiu.
- Przepraszam - pisnęłam wysokim głosem, wstając natychmiastowo z ziemi. Wnioskując po spojrzeniu jakie mi posłał, ja chyba długo nie pożyję. Żegnaj świecie!
- Przepraszam - pisnęłam wysokim głosem, wstając natychmiastowo z ziemi. Wnioskując po spojrzeniu jakie mi posłał, ja chyba długo nie pożyję. Żegnaj świecie!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz