Zawiedzione miny bliźniaków mówiły wszystko, jednak nie współczułam im. Współczułabym Vivece i kuchni, w której mieliby gotować. Oparłam brodę o dłoń, przyglądając się reszcie towarzystwa.
- W sumie to dobrze, mniej ofiar będzie - wymamrotałam. Przyznałam sama przed sobą w duchu, że nie umiałam powstrzymać tych drobnych złośliwostek padających z moich ust, to po prostu było zbyt zabawne. Drgnęłam i uchyliłam się przed butem rzuconym w moją stronę. Rzuciłam zabójcze spojrzenie w stronę siostry, która pokazała mi język i była pozbawiona prawego buta.
- Nie masz czym rzucać? - spytałam, pokazując pierwsze oznaki irytacji.
- Nie wiem, czym mogę tu rzucać. - Naprawdę... Czasami zastanawiałam się, ile oni mie... Auć! Nie minęła chwila, a w pomieszczeniu rozniosły się moje i Lei jęki bólu, po uderzeniu w tył głowy przez matkę.
- Jeśli wasza dwójka się nie uspokoi, skończy to się inaczej. - Nie wiedziałam, czy przyjąć grożenie palcem matki z rozbawieniem czy z niepokojem. Na razie zareagowałam na to jakimś niezrozumiałym mamrotem i odrzuciłam obuwie blondynce, a młodsza siostra naburmuszoną miną. Pomijając fakt, że pewnie zaraz znów będziemy normalnie gadały, to przez jakieś góra trzy godziny będziemy na siebie obrażone.
- Tak swoją drogą, to na jakich kierunkach wy jesteście? - spytał James, chcąc zmienić temat, a ja uniosłam na nich wzrok, odganiając irytacje.
- W sumie to dobrze, mniej ofiar będzie - wymamrotałam. Przyznałam sama przed sobą w duchu, że nie umiałam powstrzymać tych drobnych złośliwostek padających z moich ust, to po prostu było zbyt zabawne. Drgnęłam i uchyliłam się przed butem rzuconym w moją stronę. Rzuciłam zabójcze spojrzenie w stronę siostry, która pokazała mi język i była pozbawiona prawego buta.
- Nie masz czym rzucać? - spytałam, pokazując pierwsze oznaki irytacji.
- Nie wiem, czym mogę tu rzucać. - Naprawdę... Czasami zastanawiałam się, ile oni mie... Auć! Nie minęła chwila, a w pomieszczeniu rozniosły się moje i Lei jęki bólu, po uderzeniu w tył głowy przez matkę.
- Jeśli wasza dwójka się nie uspokoi, skończy to się inaczej. - Nie wiedziałam, czy przyjąć grożenie palcem matki z rozbawieniem czy z niepokojem. Na razie zareagowałam na to jakimś niezrozumiałym mamrotem i odrzuciłam obuwie blondynce, a młodsza siostra naburmuszoną miną. Pomijając fakt, że pewnie zaraz znów będziemy normalnie gadały, to przez jakieś góra trzy godziny będziemy na siebie obrażone.
- Tak swoją drogą, to na jakich kierunkach wy jesteście? - spytał James, chcąc zmienić temat, a ja uniosłam na nich wzrok, odganiając irytacje.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz