To było naprawdę irytujące, patrzeć, jak łatwo giną na arenie walk. W ciągu pięciu minut Kat zdołał wymordować trzydziestu przeciwników. Jak do tej pory dodatkowe funkcje, które dodałem mu jakiś czas temu spisują się wręcz idealnie. Administracja posiadała za słabej jakości blokady, żeby wykryć moją interwencję w sprawie systemu gry. Cóż, teraz tylko wystawić postać na jakimś serwisie. Westchnąłem w duchu i zdjąłem konsolę z głowy. Rozejrzałem się wokoło, znajdowałem się w swoim pokoju, w Londynie. Dobra, wyglądało na to, że już nikogo nie ma. Po wczorajszych pożegnaniach ze strony przyrodnich braci i matki, to wydawało się po prostu irytujące. Za dużo zachodu z tym wszystkim. Zwlokłem się z łózka, złapałem za walizkę i chwyciłem podręczny teleporter, zakupiony wieki temu na jakiejś wyprzedaży i naprawiony, bo wcześniej nie działał. Sekundę później znajdowałem się przed instytutem. I czym moja matka się podniecała? Oczywiście, powiedziała, że komuś mojego statusu podniecać się nie wypada, ale widziałem podekscytowanie w jej ruchach, gdy opowiadała mi o tej szkole. Błagam, szkoła jak szkoła. Skierowałem się prosto w stronę budynku, który wyglądał w miarę sensownie. Dostrzegłem również zarys prawdopodobnie czegoś na wzór szklarni, przynajmniej patrząc na to, że było całe ze szkła. Moje biedne oczy, jaki idiota tworzył dzisiejszą pogodę? Pogrążony w rozmyślaniach nawet nie zauważyłem, że kogoś potrąciłem.
- Hej, ty! - Usłyszałem jakiś kobiecy głos. Odwróciłem się z poniesioną lewą brwią.
- Chcesz czegoś? - spytałem. Gdybym nie był arystokratą ziewnąłbym. Ale arystokraci nie ziewają, jesteśmy ponad takie rzeczy.
- Hej, ty! - Usłyszałem jakiś kobiecy głos. Odwróciłem się z poniesioną lewą brwią.
- Chcesz czegoś? - spytałem. Gdybym nie był arystokratą ziewnąłbym. Ale arystokraci nie ziewają, jesteśmy ponad takie rzeczy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz