poniedziałek, 6 lipca 2015

Od Meian, CD Reszta Świata

Zaproponowałam gościom coś do picia, a po chwili sama skryłam uśmiech za kubkiem z parującą herbatą. Kątem oka widziałam, jak James krzywi się, podczas mojego słodzenia, wypraszam sobie! Sześć łyżeczek to naprawdę nie jest dużo. Z drugiej strony obserwowałam konwersację dzieciaków, które, jak miałam nadzieję, świetnie się ze sobą dogadywały. 
- James posiada talent do wpadania w kłopoty - odparła Stella, nie zważając na kwitnący na twarzy jej brata gorący rumieniec. 
- Zupełnie jak jego matka - powiedziała Emmalice, zarabiając ode mnie rozbawione spojrzenie.
- Pozwól, że przypomnę, że zwykle w kłopoty wpadałyśmy razem - parsknęłam śmiechem i zerknęłam na zegarek. - Pora się zbierać, ognisko trzeba ogarnąć. Stella, zajmiesz się nimi? - spytałam, a blondynka kiwnęła parokrotnie głową. Emm zostawiłam na łasce dzieci, dobrze jej to zrobi. Uśmiechnęłam się w duchu i skierowałam się prosto do kuchni, żeby skontrolować kulinarne przygotowania. Duchy spisywały się na medal. Nacięte kiełbaski, pianki, szaszłyki, chleb, karkówka i kilka innych rodzajów mięs. Do tego spory wybór sałatek bezmięsnych dla wegetarian, jak i smakoszy zieleniny. Podziękowałam im z uśmiechem, następnie zajęłam się ogarnianiem miejsca na ognisko. Jak co roku organizowaliśmy je na polanie, zewsząd otoczonej lasem. Uważny obserwator dostrzegłby zarys starej ścieżki, prowadzącej na jezioro, ale niewielu się tam w nocy udawało. Na wszelki wypadek obłożyłam wszystko jeszcze raz zaklęciem przeciwpożarowym. W rogu poustawiałam stoły z jedzeniem, na drugim końcu grilla, upewniając się za pomocą magii, że dym nie będzie leciał na dzieciaki albo stoły. Na samym środku poprawiłam kamienny okrąg i nazbierałam więcej drewna na stosik zapasowy. Wokół ogniska ustawiłam kamienne ławy, które nagrzane słońcem, tuż po zmroku już zaczęły robić się zimniejsze. Klasnęłam w dłonie, gdy całkiem zaszło Słońce i podpaliłam stosik. Gdy przybyli pierwsi goście ogień zdążył się rozprzestrzenić i mimo chłodu nocy, biło od niego przyjemnym ciepłem. Dobra, jakieś dwie godzinki, żeby żar się nagromadził, a potem wstawi się do ognia ziemniaki. Grill również został rozpalony. Chyba największym zaskoczeniem dla dzieciaków były Duchy Ognia. Niematerialne, ale w pewien sposób cielesne istoty, które potrafiły upatrzyć sobie wybrańca, wyskoczyć z ognia, podarować mu Xnet, żeby parę sekund później zniknąć w jakiejś iskierce albo zostać rozwianym przez wiatr. Było to dosyć zabawne, zwłaszcza, że wiele osób próbowało uciekać. Dzieciaki, które były tutaj już któryś rok, jedynie śmiały się wesoło i próbowały chwycić duchy. Upewniłam się kilka lat temu - nie parzyły, ale sprawiały, że osoba, z którą dzieliły kontakt fizyczny mogła poczuć rozchodzące się po jej ciele ciepło oraz błogość, porównywalną do zażycia kilku łyków rozgrzewającej ambrozji. Próbowałam wypatrzeć swoje dzieciaki, bądź Emm z jej dziećmi, ale nigdzie nie mogłam ich znaleźć. Za parę minut powinnam oficjalnie rozpocząć ognisko, co w moim wykonaniu polegało na głośnym okrzyku ,,Zaczynamy zabawę!". Kątem oka zauważyłam, że dużo osób przyniosło swoje instrumenty. Część gitarzystów, którzy chodzili już tutaj któryś rok, zbiła się w grupkę i rozpoczęła melodiowanie. Poszerzyłam uśmiech i zrobiłam obrót wokół własnej osi, wszystkiemu się przypatrując, żeby wylądować chwilę później na ziemi. Wstałam, otrzepałam się i wyciągnęłam rękę, żeby pomóc osobie, którą przewróciłam.
- Przepraszam, jestem niezdarą - powiedziałam. 

(Ktoooś? ^^)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz